Wymarzone wakacje w Australii łatwo… spieprzyć. Nie ma co tu owijać w bawełnę. Czemu łatwo? Bo Australia to trudny przeciwnik. Wielki, pełen groźnych zwierząt i ekstremalnej pogody. Sprawdź, co zrobić, żeby ocalić swoje wielkie, australijskie wakacje.

Artykuł został opublikowany na portalu Onet.pl

6 błędów, których musisz uniknąć wyjeżdżając do Australii

1) Chcesz zobaczyć za dużo w zbyt krótkim czasie

Oczywiste jest to, że przyjeżdżając do Australii chce się zobaczyć wiele, bo może to jest ta jedna jedyna okazja, ale… co za dużo to niezdrowo. Australia jest olbrzymim krajem (z czego większość z nas zdaje sobie sprawę dopiero, jak tu przyjedziecie) i przemieszczanie się po niej zajmuje po prostu dużo czasu.

Przykładowo, z Sydney, które każdy chce odwiedzić, do Melbourne, które prawie każdy chce odwiedzić, jest prawie 900 km, czyli mniej więcej tyle co z Przemyśla do Szczecina. W dodatku można jechać na dwa sposoby, wybrzeżem gdzie jest mnóstwo cudownych plaż i zjawiskowych klifów, albo przez góry i winnice, gdzie widoki nie są takie oczywiste, ale równie piękne. Na taką trasę warto poświęcić przynajmniej 4 dni. Inny przykład, droga z Sydney do Cairns, czyli spod Opery na Wielką Rafę Koralową, to odległość 2,5 tysiąca kilometrów, czyli mniej więcej tyle, co z Warszawy do Barcelony. No i po drodze oczywiście pełno atrakcji, które znowu szkoda ominąć, a i samo przemierzenie tej drogi to nie jest prosta sprawa. Z Brisbane, na wschodnim wybrzeżu, do Perth, na zachodnim wybrzeżu, jest 4500 km, a lot trwa ponad 5 godzin, czyli tyle co z Warszawy do Dubaju. Z popularnego Alice Springs do największej atrakcji  pustkowia, jaką jest tzw. kamień, czyli Uluru, jest 6 godzin jazdy autem.

W Australii wszędzie jest daleko.

Miasta są daleko od siebie i są bardzo rozległe (przejechanie z jednej strony Melbourne na drugą może zająć nam nawet 2 godziny), nie mówiąc już o Outbacku, którego ‚rozległość’ nie ma granic. Gdy napakujemy swój plan australijskich wakacji zbyt wieloma atrakcjami, większość czasu spędzimy na przemieszczaniu się z punktu A do B w pośpiechu, a do dostarczy nam więcej stresu, niż przyjemności.

2) Wybierasz złe środki transportu

Po Australii można: latać, jeździć samochodem, pociągiem czy autobusem (można i rowerem, jak się ma dużo czasu), ale… rozwiązania, o których myślmy najpierw, niekoniecznie są rozwiązaniami najlepszymi.

Najgorszym sposobem na Australię jest zdecydowanie pociąg. Pociągi są tu drogie i niezbyt komfortowe, a sieć kolejowa nie jest dobrze rozwinięta. Podróże trwają długo (przez ww. spore odległości) i są po prostu nudne. Jeśli liczycie na ciekawe widoki za oknem, możecie się bardzo rozczarować.

Autobus jest zdecydowanie bardziej popularny, szczególnie wśród budżetowych turystów. W Australii jest kilka firm, które oferują sieć połączeń na najbardziej popularnych trasach. Można sobie kupić tzw. bilet hop-on/ hop-off, który pozwala nam wsiadać i wysiadać w wielu miejscach. To dobre rozwiązanie na krótkie i na długie wakacje.

Wiele osób z góry skreśla latanie po Australii i to jest błąd, bo bilety lotnicze to jedna z niewielu rzeczy, która w Australii jest stosunkowo tania. Sieć połączeń krajowych jest tui świetnie rozwinięta, a poruszanie się samolotem jest dobrym wyborem, gdy mamy do pokonania duże odległości w krótkim czasie.

Ale moim ulubionym sposobem na podróże po Australii są wycieczki samochodowe, czyli tzw. road tripy.

Jest to zresztą, nie bez powodu, również ulubiony sposób podróżowania Australijczyków. Dobrze zaplanowany road trip, to gwarancja najlepszych wspomnień z australijskiego urlopu. Więcej o icg planowaniu, znajdziecie tutaj.

3) Wybierasz złą porę roku

Nie jest prawdą, że w Australii zawsze jest lato i każda pora roku jest dobra na jej zwiedzanie.

W Australii są cztery pory roku, raz świeci słońce, raz leje deszcz, a jeszcze kiedy indziej pada śnieg. Inna pogoda jest w tym samym czasie, w innych częściach kraju.

Australijskie lato (czyli okres od grudnia do lutego) jest idealnym okresem na zwiedzanie południa, czyli Sydney, Melbourne, Tasmanii, Adelajdy czy Perth, ale najgorszym na wycieczkę na północ od Brisbane, na Wielką Rafę, Whitsundays, czy do Darwin, bo tam jest wtedy pora deszczowa. Pora deszczowa nie oznacza, że może padać, oznacza że będzie lało, będą powodzie, będą zamknięte drogi, plaże będą brzydkie i brudne, a kąpiel w oceanie zakazana z powodu okresu rozrodczego meduz. Do tego będzie duszno, lepko i nieprzyjemnie. W te rejony lepiej jechać między marcem a listopadem.

Australijskie lato to także zły czas na zwiedzanie Outbacku, bo… będzie gorąco. „Na Outbacku zawsze jest gorąco”, powiecie. Jasne, ale w lato jest bardzo gorąco, temperatura może sięgać 50 stopni Celcjusza, co raczej wyklucza przyjemne zwiedzanie, a gdy do tego dołączymy napastliwe stada much – wakacyjna katastrofa gwarantowana.

Australijską zimą natomiast nie warto jechać na południe, bo… będzie zimno. Pomiędzy czerwcem a wrześniem, w Melbourne np. przydadzą nam się czapki i kurtki. Przed zaplanowaniem wakacji w Australii, lepiej dobrze sprawdzić pogodę.

4) Przeceniasz (lub nie doceniasz) australijską faunę

Strach przed groźnymi pająkami i wężami w Australii towarzyszy większości turystom. Wszyscy obsesyjnie szukają pająków w butach i trzy razy sprawdzają śpiwór w poszukiwaniu jadowitego węża. Ale są też tacy, którzy przez pająki i węże rezygnują ze spania na kempingach, zwiedzania Outbacku czy w ogóle z przyjazdu do Australii. Nie wiem, czy to Was przekona, ale mieszkam tu od dwóch lat i nie widziałam jeszcze ani jednego strasznego pająka. Węża widziałam jednego, w środku lasu, czyli w swoim środowisku, był niegroźny. Oczywiście trzeba być czujnym, bo pająki i węże, które mogą nas śmiertelnie ukąsić, występują w Australii licznie, ale nie, nie czekają one na chodniku, na nieświadomych turystów.

Dużo groźniejsze wydają się być te zwierzęta, które przez turystów są niedoceniane np. krokodyle, meduzy, czy… krowy.

Krokodyle są wszędzie na północy. Groźniejsze są oczywiście te słonowodne, ale co często jest zgubne dla podróżujących, krokodyle słonowodne występują też w słodkiej wodzie. Zakazów kąpieli i ostrzeżeń przed krokodylami nie można ignorować, bo to są zwierzęta z rodzaju tych, które czekają na nieświadomych turystów. Nie można też ignorować zakazów kąpieli w rejonach, gdzie występują meduzy, bo w Australii, co nie powinno Was zaskoczyć, żyją meduzy, które są uznane za najbardziej niebezpieczne zwierzęta świata.

A z krowami to nie żart – podczas wojaży przez Outback, przemierzamy tereny, gdzie krowy wolno się pasą, niestety czasem też spacerują nocą środkiem drogi. Zderzenie z krową, szczególnie na środku pustkowia, może się dla nas skończyć tragicznie.

5) Swoją trasę opierasz na najbardziej znanych miastach wschodniego wybrzeża

Australia to nie tylko Sydney i Melbourne, to nie tylko wschodnie, zaludnione wybrzeże, ale to przede wszystkim przepiękna przyroda i wciąż nieodkryte zakątki. Oczywiście może się wydawać, że po miastach jest się łatwiej poruszać i miasta są takie fantastyczne i pewnie dużo w tym prawdy, ale… to, co w Australii najpiękniejsze kryje się pomiędzy miastami. Zaryzykuję też stwierdzenie, że to, co najpiękniejsze kryje się na zachodnim wybrzeżu, gdzie wciąż dociera niewielu turystów.

Nie warto więc w swoich marzeniach ograniczać się do australijskich miast, niech nie będą one celem samym w sobie.

Nie warto ograniczać się tylko do wschodniego wybrzeża, warto pomyśleć też o tych niepopularnych zakątkach, o Broome, o Tasmanii, o regionie Margaret River. Wtedy to będą niezapomniane, australijskie wakacje.

6) Będąc na miejscu, bagatelizujesz australijskie słońce

Pamiętacie o dziurze ozonowej? Jest dokładnie nad Australią.

Słońce w Australii jest bardzo mocne, a promieniowanie bardzo szkodliwe (w Australii jest największa na świecie zachorowalność na raka skóry).

Kremu z blokadą (30+) trzeba tu używać zawsze, latem, zimą, w słoneczny i pochmurny dzień, bo można się po prostu poparzyć.

Pewnie zbagatelizujecie moje słowa, ale przypomnicie sobie ten artykuł na wakacjach w Australii, gdy przez dwa dni będziecie okładać się jogurtem. Robi to każdy, kto mnie w Australii odwiedza – kiwa głową na radę o smarowaniu, po czym stwierdza, że musi się przecież trochę opalić, albo że jest pochmurno, więc smarować się nie trzeba. Aloes dla gości ‚spieczonych na raka’ jest stałym wyposażeniem mojej lodówki. Jeśli nie chcecie cierpieć i marnować cennych dni swojego urlopu, po prostu się kremujcie.

Australia jest bajecznym miejscem, miejscem które na pewno nie zawiedzie naszych nadziei. Ale jest też miejscem, do którego odkrywania, warto się chociaż trochę przygotować.

Sprawdź, jak zorganizować wakacje w Australii