W nocy budzą nas gwałtowne dźwięki. To krople deszczu mocno uderzają o blaszany dach naszego vana. Jesteśmy na kempingu, a pogoda postanawia spłatać nam niezłego figla. Leje deszcz.

Wybraliśmy się do Byron Bay, miasteczka położonego na północy Nowej Południowej Walii, jakieś dwie godziny drogi od domu. Z czego sławne jest Byron Bay? Z wakacyjnego klimatu i pięknych, szerokich plaż… ale plażowania nie będzie. Pozostaje nam przywdzianie deszczowych kurtek, łażenie po sklepach, dobra kawa i ciastko. A wieczorem pójdziemy do kina. Chyba to się robi w deszczowe dni, co nie?

O 19:00 grają About time. Ej, to ten film o którym Kulka wspominała ostatnio na Facebooku! Kulka jest fanką zombie i krwawych horrorów, a napisała że komedia romantyczna pod tytułem About time jest super fajna.

Zbawiona jej recenzją, która wydaje się być wyjątkowo obiektywna, staram się przekonać Sama że to dobry wybór. No i mimo, że Sam nie jest przekonany, kupujemy bilety. „To jest komedia romantyczna. Komedie romantyczne są słabe…”. Teraz mi to mówisz? Teraz, jak z paczką chrupiącego popcornu wchodzimy na salę? Teraz to siedź cicho. I wyłącz telefon, bo zaczyna się film.

About time, czyli po polsku Czas na miłość, opowiada o życiu chłopaka, który może cofać się w czasie. Brzmi banalnie i głupio? Wiem. Ale About time to jeden z najfajniejszych filmów, jakie ostatnio widziałam, a raczej widzieliśmy bo obydwoje wychodzimy z kina bardzo zadowoleni. About time zasługuje na naszą skromną mini-recenzję na blogu. Oto i ona.

Zaczyna się niepozornie. Angielska rodzina, piękny stary dom, przeciętny chłopak, który najbardziej na świecie marzy o miłości. Chrupiemy popcorn i czekamy na rozwój akcji. No i potem jest moment przełomowy, a my zastanawiamy się czy ten film będzie głupi, bo scena z facetem zamykającym się w szafie na to wskazuje. No i robi się trochę ckliwie… Ech… Seksi blondynka, wakacje o których pamięta się przez całe życie, złamane serce. Miło i przyjemnie. I tyle.

34

photo: www.universalpictures.co.uk

I wreszcie! Aktorski popis daje wujek – ciamajda. Genialny! Ale do łez rozbawia nas dopiero najbardziej gburowaty facet świata. Świetne zagrana rola. Pozwolę sobie powiedzieć, że oskarowa.

8

photo: www.universalpictures.co.uk

I potem już śmiech i momenty zastanowienia nad życiem mieszają się, jak w szejkerze. Szalona miłość, siostra wariatka, ostatnie pożegnania, odkrycia, narodziny, ślub, wypadki i wpadki. I dwie godziny, na jak zwykle średnio wygodnych kinowych fotelach, mijają w przyspieszonym tempie. Cała sala wybucha śmiechem. Za chwilę wszyscy milczą. A potem słyszę za sobą Panią pociągającą nosem. I przyznam się, że ja też się wzruszyłam. Sam patrzy na mnie, jak na wariatkę. No, co mam zrobić? Tak już mam na filmach, że płaczę! Pudełko po popcornie ląduje więc na krześle obok, a ja wciskam się pod rękę mojego przystojniaka. I w romantycznej atmosferze, oglądamy z zaciekawieniem romantyczną komedię.

5

photo: www.universalpictures.co.uk

27

photo: www.universalpictures.co.uk

18

photo: www.universalpictures.co.uk

15

photo: www.universalpictures.co.uk

About time to jest film, na którym łzy same ciekną po policzkach. Teraz ze śmiechu, a za chwilę ze wzruszenia. To film, który budzi emocje. Film, który angażuje. Film, który uczy. Nie jest śmieszny na siłę. Jest śmieszny naprawdę. Nie jest ckliwie romantyczny, ale pokazuje jak człowiek wariuje z miłości. Nie jest smutny, bo tak. Jest smutny, żeby budzić refleksje. Oglądaliśmy go z wielką przyjemnością i wyszliśmy z seansu stwierdzając wspólnie, że to świetny film. Zarówno dla kobiety, jak i dla faceta. Jeśli chcesz sobie przypomnieć, jak powinno się patrzeć na życie, jak przeżywać każdy kolejny dzień, jak traktować siebie samego, obejrzyj About time.

Reżyserem About time jest Richard Curtis, czyli ten Pan który swtorzył Nothing Hill z Julią Roberts i Hugh Grantem, czy Love Actually. Na pewno coś o tych filmach słyszeliście. I ten Pan dobrze wie, jak zrobić fajną, nie ckliwą, komedię romantyczną. Wycastingował  ciekawą parę głównych aktorów, znanych głównie z ról drugoplanowych. Domhnall Glesson i Rachel McAdams grają świetnie. To tego Pan tata i Pan gbur. Super super zagrane role i super poprowadzeni aktorzy. Richard Curtis wie, jak zrobić dobrą komedię i świetnie miksuje ją z melodramatem. Chapeau bas!

A wiecie, co ja najbardziej lubię w filmach? To, że coś pozytywnego Ci dają. Nie tyle co wnioski, ale dobre wnioski i dobry nastrój. Nie lubię filmów, które dołują. Które budzą refleksje, ale z kina wychodzisz smutny. Mamy w życiu wystarczająco dużo smutnych momentów. Wystarczająco. Dobry film powinien uczyć, czasem wylewać kubeł zimnej wody na głowę, ale zawsze powinien nas pobudzać w takim fajnie pozytywnym kierunku. Dlatego np. osławione 33 sceny z życia Małgosi Szumowskiej nie należą do mojego ulubionego repertuaru. A About time tak. I myślę, że nie raz do niego z Samem wrócimy. Szczególnie, jak się zapomnimy i będzie sobie trzeba przypomnieć, co w życiu jest ważne. A może napiszecie coś o swoich ulubionych filmach? Bo chętnie byśmy jeszcze coś dobrego obejrzeli. Coś polecacie?

No i zdradzę Wam, że jutro będzie już trochę lepsza pogoda i pójdziemy nurkować, i będę żółwie! I latarnia morska i najdalej wysunięty na wschód punkt Australii. Fajnie, co nie?