Po kilku dniach spędzonych na pustkowiu, z przyjemnością zjeżdżamy w zielone doliny koło Adelajdy. 

Kilka dni na pustyni, w drodze z Brisbane do Adejady to jeden z naszych najlepszych road tripów. Intrygujące górnicze miasteczkafilmowe scenerie, aborygeńskie dzieci zafascynowane robieniem zdjęć i historia, o którą w Australii wcale nie tak łatwo. Ale to nie koniec przygody, a dopiero rozgrzewka. Bo kolejne kilka dni spędzimy na Wyspie Kangura, odkrywając jej mało znane zakątki. Marzyłam, żeby tam pojechać od dłuższego czasu.  Czy się zawiodłam?

Niedaleko za Broken Hill, za granicą stanów Nowa Południowa Walia i Południowa Australia, przemiły Pan urzędnik przeszukał naszą lodówkę, dopytując się dwukrotnie czy oby na pewno nie mamy ziemniaków. Cebulę pozwolił nam przewieźć. Wszystko w obronie przed małymi szkodnikami.

Znowu, przez setki kilometrów niewiele się zmienia. Susza, upał, sporadyczna roślinność, teren płaski jak deska i strusie wszędzie. I suszarka na pustkowiu. Znikąd. Swoją drogą australijski wynalazek, który przyozdabia także nasz ogród.

suszarka na pustkowiu

Ale im bliżej jesteśmy Adelajdy to płaski teren zamienia się pagórki, przesuszone trawy w zielony dywan, strusie w stada owiec, a upał w przyjemny powiem wiatru. W Adelajdzie spędzamy jeden wieczór, odkrywając fajne bary z miejscowym kumplem, a niedzielnym popołudniem ruszamy półtorej godziny drogi na południe, do Cape Jervis skąd odpływa prom na Wyspę Kangura.

Kangaroo Island

Widoki są mieszanką Irlandii z Nową Zelandią. Najzieleńsze doliny i wzniesienia, kamienne domeczki, obsypane kwiatami, kwitnące na wiosnę drzewa. Winiarnie, mnóstwo winiarni, bo okolice Adelajdy to podobno jedne z najlepszych na świecie terenów pod uprawę winorośli. Łaciate, kremowe i brązowe krowy oraz owieczki tłumnie zalegające pod drzewem.

owce w Australii

Liczymy na małe zakupy w Cape Jervis, ale okazuje że jest tam tylko stacja z przyklejonym, niewielkim sklepem. Ustawiamy się więc w kolejce na prom i czekamy.

Ten odpływający z Cape Jervis to jedyny prom, jakim można się dostać na Kangaroo Island i chyba jeden z najdroższych promów za przepłynięty kilometr na świecie. Dwuosobowa przeprawa z autem w dwie strony (podróż w jedną trwa ok. 45 min) kosztuje ok. $400!!! Mamy dużo szczęścia, że jesteśmy tu w ramach relokacji auta i firma pokrywa koszty za samochód i kierowcę. Pozostaje nam dopłacić za mnie.

Odpływamy jakieś dwie godziny przed zachodem słońca i już sama ta podróż zapowiada wspaniałą przygodę. Żegnamy za sobą stały ląd, przyozdobiony wiatrakami i ruszamy w kierunku trzeciej największej australijskiej wyspy w towarzystwie delfinów, które bawią niesfornie z każdej strony.

delfiny w drodze na Kangaroo Island

A na samej wyspie wita nas sceneria przepiękna. Wijące się między karłowatymi eukaliptusami drogi i kangury hasające w pomarańczowej poświacie. Potem serpentyny nad wybrzeżem i zachód nad wodą, tuż przy naszym kempingu, w Brown Beach.

droga na Kangraoo Island

I planowanie „co dalej” przy ognisku. Bo na Kangaroo Island nie można się nudzić. Plaże, zatoki, turkusowa woda. Foki, koale, kangury. Wino i sery. I przedziwne skały.

Przeczytaj wszystkie wpisy z road tripu Brisbane – Adelajda – Wyspa Kangura: