Plaża, albo grillowanie. Krewetki vs kiełbaski. Zawody, maratony, konkursy i kolorowe parady. Czyli tak się świętuje w Australii. 

Australia Day według Australijczyka

26 stycznia, każdego roku, w samym środku upalnego lata, Australijczycy obchodzą swoje największe święto – Australia Day. Australia Day, czyli Narodowy Dzień Australii, zwany też przez niektórych urodzinami, ma upamiętniać przybycie pierwszych brytyjskich statków do brzegu tego odległego lądu, w 1788 roku. Ale, co najważniejsze dla miejscowych, Australia Day to doskonały czas, aby świętować swoją ‘australijskość’ i to, jak bardzo jest się ‘awesome’! To zdecydowanie najważniejszy dzień w roku, dzień w którym, jeszcze bardziej niż na co dzień, można być dumnym ze swojego kraju.

Australia Day jest dniem wolnym od pracy, pełnym rodzinnych spotkań, wydarzeń sportowych, koncertów, dziwnych zawodów (typu wyścigi z żoną na plecach, albo konkurs rzucania klapkiem w dal). To dzień pełen pozytywnych emocji i uśmiechu od ucha do ucha. Nie ma jakiś nadętych przemarszów i przemówień, czy niebezpiecznych protestów. Jest duma w fajnym, optymistycznym wydaniu, czyli to, co ja osobiście, w Australijczykach lubię najbardziej.

JAK SIĘ OBCHODZI AUSTRALIA DAY?

PLAŻOWANIE
Jako, że Australia Day wypada w lecie, można robić, co? Można leniuchować na plaży! I, nie do wiary, ale zdarza się tak, że na plażach są tłumy! Uwierzycie? Opalanie, piknikowanie, skakanie przez fale to to, co tygryski lubią najbardziej. A ratownicy mają kupę roboty.

GRILLOWANIE
‘Snags on barbie’ (czyli kiełbaski w kromce chleba tostowego, prosto i średnio smacznie), albo ‘shrimps on barbie’ (czyli PYSZNE krewety), co wolicie? Ja wybieram krewety. Przyjacielskie spotkania przy grillu, z obowiązkową butelką zimnego piwa (paskudnym VB albo wcale nie mniej paskudnym XXXX, żeby było bardziej patriotycznie) i z australijską zakąsko-przkąską, są chyba najlepszym pomysłem na celebrowanie tego super ważnego dnia. „Cheers mate! Happy Australia Day!”, usłyszycie z każdego ogródka.

PARADOWANIE
Z okazji narodowego święta, w każdym większym mieście organizowana jest barwna parada, ukazująca australijską wielokulturowość. Są koncerty i są przedstawienia, po prostu się dzieje na całego! Oczywiście najwięcej i najfajniej dzieje się w Sydney i Melbourne, ale Perth, Brisbane czy Darwin też nie narzekają na brak atrakcji.

BICIE REKORDÓW
Konkursy i konkursiki, drodzy państwo. Dziwnie i dziwniejsze, małe i większe, ale wszystkie cieszące się dużym zainteresowaniem. Jest popularny wyścig mężów, dźwigających żony na plecach. Jest konkurencja rzutu klapkiem, czyli tzw. thongs(em), na odległość. Są maratony i biegi krótsze. Jest stracie pożeraczy tzw. meat pies. Są wyścigi aut typu ute, czyli australijskich pick-upów i jest coroczne bicie rekordu w… nawet nie wiem jak to opisać 🙂 Jest coroczne bicie światowego rekordu w… ilości dmuchanych, pływających po oceanie, gigantycznych klapków Havaianas. Zresztą, sprawdźcie sami tutaj, bo aż mi zabrakło słów.

MUZYCZNE ODLICZANIE
Tradycją jest muzyczna lista, The Triple J Hottest 100, przygotowywana przez radio Triple J, której wielkie odliczanie odbywa się właśnie w Australia Day. To ranking 100, ukochanych przez Australijczyków, utworów zeszłego roku, wybranych w kilkutygodniowym głosowaniu internetowym. Tym razem wygrawa… Chet Faker, Talk Is Cheap! Pełną listę znajdziecie tutaj.

Jakby Wam było mało, to w Australia Day każdy jest ‘oflagowany’. A co!

Ok, jest też druga strona medalu, jak zawsze, druga i smutna tak samo, jak długa i smutna jest historia Aborygenów. „Always was, always will be Aboriginal land” krzyczą, skądinąd słusznie, ci którzy przez resztę społeczeństwa, spychani są do kąta. „To chore, żeby świętować rocznicę inwazji jednego państwa na drugie”, zaznaczają niektórzy. I wtedy pojawiają się wątpliwości…