Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ilu Polaków mieszka w Australii? Według spisu z 2011 roku pochodzenie polskie w Australii zadeklarowało ponad 170 tysięcy osób. Polonia w Australii zajmuje 10 miejsce wśród wszystkich Polonii na świecie i jest tuż za Litwą, i zaraz przed Argentyną. Swoją drogą zdawaliście sobie sprawę, że w Argentynie jest 150 tysięcy osób deklarujących polskie pochodzenie? To więcej niż w Irlandii, gdzie Polaków jest podobno więcej niż Irlandczyków!

 

Polish Christams Festival Sydney

A  jaka jest australijska Polonia? Temu poświęcę oddzielny wpis, a dziś opowiem Wam o tym, jak Polacy świętują po drugiej stronie świata. Zapraszamy na polski festiwal. Będą kiełbasa, pierogi i podkoszulki z białym orłem. I Azjaci w biało-czerwonych barwach. O tak!

Jedziemy do Sydney. Każdego roku, w pierwszy weekend grudnia w Darling Harbour odbywa się Polish Christmas Festival. Jak mówią organizatorzy wydarzenia to barwna promocja polskiej kultury. Mają być narodowe tańce, trochę polskiej muzyki i kolęd, trochę sztuki no i oczywiście wyśmienita polska kuchnia. I rzeczywiście jest bardzo barwnie, a przeważające barwy to oczywiście biel i czerwień…

Jak jest? Bardzo swojsko to chyba odpowiednie określenie. I tłumnie. I trochę tak, jakby czas się zatrzymał 30 lat temu. To taka Polska, jaką pamiętają Ci którzy przyjechali tu lata temu i często nigdy później nie byli już w Polsce. To Polska, w której rarytasem jest kiszony ogórek i pieróg z kapustą. To Polska z pachnącym domowym sernikiem i makowcem uginającym się od maku. To Polska, gdzie nosi się bursztynową biżuterię i góralskie chusty. To Polska, w której piwo smakuje najlepiej pod parasolem. To Polska z pięknym folklorem, cudownymi tańcami narodowymi, polonezem i mazurkiem. To Polska z tradycjami.

Fantastyczne jest to, że na emigracji pielęgnuje się miłość do polskości i polskiej kultury. Będąc w Polsce często o tym zapominamy. Kiedy ostatnio byliście na występie zespołu ludowego? Bo ja na przymusowej wycieczce w podstawówce. Jak często zachwycacie się polską kuchnią? Bo ja będąc w Polsce częściej zachwycałam się włoską, a teraz tęsknię jak głupia za smakami dzieciństwa.

Fantastyczne jest to, że na takich festynach Polacy są przyjaciółmi. Uśmiechają się do siebie, rozmawiają o wszystkim i o niczym, oferują sobie wsparcie i pomoc. Bawią się ze sobą i są dumni (w dobrym tego słowa znaczeniu) ze swojej polskości. To taki czas, kiedy się integrują. To takie fajne momenty, których chyba nam, w sensie narodowi polskiemu, w życiu codziennym brakuje…

Czy ktoś odpowie mi czemu? Dlaczego mówi, że „Polak Polakowi wilkiem”? Dlaczego na świecie nie ma wspaniałych polskich dzielnic, takich jak te azjatyckie? Dlaczego na emigracji nie ma tak wielu rodzinnych polskich biznesów, jak tych włoskich czy greckich? Dlaczego każdy zawsze ostrzega „Nie pracuj u Polaka, bo cię zrobi  w konia”? Chyba dlatego, że w każdym z tych stwierdzeń jest dużo prawdy. Ale to niech każdy oceni sam…

Nie ma, co się dziwić, że na polskich festynach widać Polskę sprzed lat, bo to obraz, który mają przed oczami Ci, którzy te festyny organizują. To ich wspomnienia i ich tęsknoty. Cudowne tęsknoty. Ale tak sobie myślę, że fajnie byłoby też pokazać światu trochę tej teraźniejszej Polski. Pokazać ten obraz, który mamy przed sobą my, młoda Polonia. Polska kuchnia przeżywa renesans, polska sztuka i design przeżywa renesans, polska nauka przeżywa renesans. Czy nie byłoby fajnie połączyć tradycję z nowoczesnością? Może nie, bo wtedy takie festiwale straciły by swój niepowtarzalny klimat… Kurcze. Warto zmieniać coś, co jest jakieś? Bo z drugiej strony coroczny festyn w moim Milanówku wygląda podobnie…

Mija tydzień odkąd byliśmy w Sydney, a ja tak sobie nad tym Polish Christmas Festival rozprawiam. To wszystkie jest dla mnie takie nowe… I wiecie co Wam powiem? Że te godziny, które spędziłam w Darling Harbour były super. Pierogi smakowały najlepiej. Lepiej niż w domu, chociaż trzeba było po nie stać godzinę. Stanowisk z jedzeniem powinno być stanowczo więcej! Z dumą przywdziałam koszulkę z napisem „I love Poland” i sprzedawałam „wszystko, co polskie„. A domu przywiozłam kalendarz z polskimi przepisami i pierścionek z bursztynem! Moja pierwsza w życiu piękna bursztynowa biżuteria! Z radością odpowiadałam o Polsce nieznajomym. Z wielką przyjemnością wysłuchałam kolęd, których w moim domu od lat się nie śpiewa i nuciłam pod nosem polskie przeboje. Z łezką w oku obserwowałam taneczne występy na scenie. I trochę zatęskniłam do domu… I na pewno będę myśleć dużo nad polskością za granicą. I na pewno będę odwiedzać takie wydarzenia.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę się z Wami podzielić. Azjaci w polskich koszulkach! Nie uwierzycie ile narodowości można było spotkać na tym polskim festiwalu! Włosi, Szwedzi, Kanadyjczycy i Azjaci ze wszystkich azjatyckich krajów z orłem na klacie i polską flagą w ręku, zajadający się polskim plackiem ziemniaczanym. Z wielkim zainteresowaniem wypytywali o Polskę, z niezrozumianą mi dla nich miłością opowiadali o kraju nad Wisłą. Zjawisko fenomenalne.

A no i jeszcze jedno. Mieliśmy okazję spotkać się z ekipą Busem przez Świat, która została przemiło przyjęta, z prawdziwie polską gościnnością przez organizatorów imprezy. Dojechali cali i zdrowi. Mają już swojego busa i wszystko wskazuje na to, że zaparkują pod naszym domem już w przyszłym tygodniu. Ale nie będzie polskich pierogów. Będzie australijskie barbecue i zimnie piwo oczywiście. Wpadniecie się z nami spotkać? Zimnie piwo macie, jak w banku!

A może warto tak, jak powiedział mi ktoś bardzo mądry, zamienić rzecz „emigracja” na „wyjazd” po prostu. Młodzi ludzie wyjeżdżają, bo tak im mniej lub bardziej pasuje. Emigracja sprzed lat miała trochę inne pobudki. Więc może najwyższy czas emigrację z jej staroświeckim znaczeniem odłożyć do lamusa?