Halo! Halo!

Tutaj ptasie radio w palmowym gaju,

Nadajemy audycję z aborygeńskiego kraju,

Proszę niech każdy nastawi aparat,

Bo sfrunęły się ptaszki do odbycia narad…

Nie przyfrunęła ptasia milicja, więc nigdy nie skończy się ta audycja. Pora wstawać.

Ptaki wstały. Ćwierkają od rana wszystkie znane mi ptasie melodie. Trochę wieje, więc wtóruje im szum palmowych liści. Słońce świeci na całego i jest już jakieś 23 stopnie. Jest 6:00 rano!

To jest trochę szalone. W Queensland słońce wstaje i zachodzi naprawdę wcześnie. Pobudki po 5:00 są wskazane, a do łóżka można iść już o 18:00, bo jest całkiem ciemno. Zbliża się lato, więc będzie tylko gorzej… I co się powinno teraz zrobić? Zmienić czas na letni. I tak się stało. W zeszłym tygodniu  uruchomiono tzw. „daylight savings” w Melbourne, czy w Sydney, ale nie, nie w Brisbane. Mówiłam już, że my tu jesteśmy 10 lat do tyłu? W Queensland nie ma zmiany czasu. Czemu? Bo krowy się nie przystosują. Bo jak dzień będzie dłuższy to ludzie dłużej będą na słońcu i częściej będą mieli raka skóry. Tak!!! To są argumenty moi drodzy. I fakt, że późniejszy zachód słońca, a co za tym idzie późniejsze odpalanie świateł pozwoliłoby zaoszczędzić sporo prądu nikogo nie przekonuje. Dyskusja o zmianie czasu w Queensland to najgorętszy temat ostatniego tygodnia. Dam Wam znać, jakie będą efekty tej debaty… A może Wy macie coś do powiedzenia na ten temat?

Na czym skończyłam? A, jest 6:00 rano. Wstałam. Otwieram lodówkę w poszukiwaniu owoców na świeżo wyciskany sok. Przemierzam wzrokiem półki zastawione jogurtami, paczką jajek, żółtym serem, puszkami piwa, wodą mineralną, słoikiem majonezu, aloesem na poparzenia słoneczne i na co natrafiam? Na dwa nieco zdechłe banany i marchewki, które potrzebują pierwszej pomocy! Ktoś pamięta, jak się sztuczne oddychanie?! Marchewkom! Bilans bananowo-marchewkowy jest stanowczo nieodpowiedni, jak na sok. Będziecie ciasto. Sam jest za. Robimy ciastko marchewkowo-bananowe.

DSC08246

Tu na dole, w sensie w Australii, uwielbiają ciasto marchewkowe. To chyba jeden z najpopularniejszych deserów dostępny w milionach wersji. Drugim ich przysmakiem jest banana bread, czyli po prostu chleb bananowy. Mniam! Taka kromeczka na ciepło, z rozpływającym się masełkiem… Aj, zjadłabym. Ale dziś mamy trochę marchewek i trochę bananów, więc będzie miks. Tyle, że ja z pieczenia to miałam dwóję… Jakoś kurczę nie mam wyczucia. No, ale… Obiecałam ocalić grupę marchewkową bananową, więc do dzieła.

Przepisy pochodzące z australijskiego Women’s Weekly są niezastąpione. Trochę go modyfikuję, o to czego nie mam w szafce i wychodzi chyba całkiem smaczne ciasto, bo jest konsumowane na śniadanie, obiad i kolację, i znika w przeciągu dwóch dni. To może ja jednak zostanę cukiernikiem?

Ale do dzieła. Australijskie wypieki czas zacząć! Gotowi? Co nam potrzeba?

Składniki na ciastko:

2 umieracjące marchewki

2 zdechłe banany

1 szklanka mąki pełnoziarnistej

pół szklanki mąki takiej zwykłej

1 dobre jajo

łyżeczka sody oczyszczonej

łyżka oleju słonecznikowego

2 łyżki ciemnego cukru

Składniki na krem, bo ciastko będzie z kremem:

1 serek philadelphia (chyba 250 g…)

1 łyżka masła

łyżeczka ekstraktu waniliowego

łyżka cukru

Oprócz tego będą potrzebne:

3 miski

mikser

szklanki i łyżki do odmierzania proporcji

tarka

mała forma do pieczenia

papier do pieczenia

no i gorący piekarnik.

I teraz tak. To bardzo proste, serio. W jednej misce mieszamy suche składniki, czyli szklankę mąki pełnoziarnistej, pół szklanki mąki zwykłej, łyżeczkę sody. W drugiej misce ubijamy całe jajo z 2 łyżkami ciemnego cukru. Ubijamy, ubijamy, ubijamy, aż się zrobi taki pyszny kogiel-mogiel. Sprawdzamy w międzyczasie, czy nie jest za mało słodki, ale raczej nie będzie… Do ubitego jaja dolewamy łyżeczkę oleju słonecznikowego i znowu mieszamy. Potem dorzucamy obrane banany (chyba nikt nie wpadł na to, żeby wrzucać jest w mundurkach?!). Możemy je pokroi, albo rozgnieść widelcem przed wrzuceniem, to znacznie ułatwi dalsze miksowanie. No i potem miksujemy jajo z bananami, ale nie musi powstać jednolita masa. Kawałki bananów są mile widziane. Miks jajkowo-bananowy przelewamy do mąki i wszystko razem miksujemy. Na koniec dorzucamy dwie starte na drobnych oczkach marchewki i mieszamy drewnianą łyżką. Wszystko, co napisałam nie zajmie Wam więcej niż 12 minut.

Dzowni telefon. Przepraszam. Mama. Muszę odebrać. Jest ważna sprawa, bo Compensa nie chce mi wypłacić odszkodowania za pobyt w szpitalu w czasie podróży. Co za!!! Ale o tym innym razem… Mama pyta: „Co robisz króliczku?”. Odpowiadam: „Ciastko z marchewki i bananów”. „Oj, to Ci wyjdzie chyba jakiś zakalec, bo to będzie za ciężkie…”. Dzięki mamo za wiarę w moje cukiernicze możliwości 🙂 Za pół godziny się okaże, kto ma rację!

Formę do pieczenia wykładamy papierem i niczym nie smarujemy. Piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni, jeśli używamy termoobiegu. Przelewamy ciasto do formy i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy jakieś 30-40 minut i patyczkiem sprawdzamy, czy ciasto jest gotowe. No chyba jest już gotowe. Nie jestem pewna. Nie znam się na tych patyczkach, ale wyciągam. W całym domu pachnie!!! Uwielbiam,  jak w domu pachnie ciastem. Nie uważacie, że to daje taką rodzinną atmosferę?

Teraz ciastko stygnie. A ja robię krem. Serek philadelphia miksuję z łyżką masła, łyżką cukru i łyżeczką wanili. Przeraża mnie jedno. Serek philadephia jest trochę słony… No, ale jak Women’s Weekly tak każe, to ja ta robię.

Przekrajam ciasto na pół w poprzek. I smaruję kremem. Potem zamykam połówki i resztą kremu smaruję na wierzchu. Wrzucam ciastko do lodówki na 3 godziny. Akurat Samek wróci z pracy, jak będzie gotowe…

No dobra. Przyszła pora na podanie. Denerwuję się, jak przed klasówką w podstawówce! A jak wyszedł zakalec? A jak ten serek faktycznie był za słony? A jak nie będzie smaczne i kangurowi nie będzie smakować? Wkładam po kawałku na talerze i niosę je do stołu. Ręcę mi się trzesą. Co jest?!!!

DSC08244

No i… wielka chwila. Sam bierze w rękę łyżeczkę i powoli kieruje ją w stronę ciastka. Brzeg łyżeczki zapada się w kremie i przebija przez nieco chrupiącą skórkę. Pełna łyżeczka jest kierowana w stronę buzi… I teraz… Chwila trwa wieczność. Jakby czas się zatrzymał. Ciastko wpada do brzuszka i…

Dobra, trochę przesadzam. Ciastko jest super smaczne! Obydwoje się nim zajadamy cały wieczór. I Sam sugeruję, że na pewno już kiedyś je robiłam, a to naprawdę pierwszy raz i serdecznie Wam polecam, bo to łatwa sprawa. No i dobry uczynek. Marchewki i banany uratowane przed śmietnikiem. Misja ciastko zakończona sukcesem.

Jeśli podobała Ci się ten przepis – zostaw komentarz. Albo przekaż dalej! Będzie nam bardzo miło. Julia i Sam.