„Na pewno Cię napadną Julka! Nie bądź głupia”.

„Boże, dziewczyno czyś Ty upadła na głowę?! Sama chcesz jechać?!”.

„Jaja sobie robisz, co nie?”.

„A słyszałaś o tych gwałtach w Indiach?!”.

„Gdzie Ty dookoła świata, dziecko?”.

„Ej, a może sobie najpierw pojedź do Tajlandii na dwa tygodnie. Zobaczysz co i jak…”.

„Wiesz, co się dzieje w Meksyku? Przecież tam strach wyjść na ulicę!”.

I mogłabym tak w  nieskończoność.

Wyjechałam w samotną podroż dookoła świata. Czy się nie bałam? Bałam się bardzo i to z różnych względów. Bałam się, czy nie uschnę z tęsknoty, bałam się czy oby na pewno się ze wszystkimi po drodze dogadam, bałam się czy nie stanie mi się krzywda…? Może i jestem trochę Piotrusiem Panem, ale nie patrzę na świat przez różowe okulary i wiem, że nie każdy jego zakątek to kraina mlekiem i miodem płynąca.

Postanowiłam się więc do tej podróży przygotować najlepiej, jak potrafię. I może niektórzy będą się śmiać, niech się śmieją i to na głos, w końcu śmiech to zdrowie, ale przezorny zawsze ubezpieczony.

PRZED PODRÓŻĄ

1. Kondycja

Na 4 miesiące przed wyjazdem zaczęłam dość intensywnie ćwiczyć z trenerem, głównie bieganie. Bo wiecie, czasem po prostu najlepiej wiać, a żeby wiać szybko i skutecznie, trzeba mieć siłę w nogach i w płucach. Podczas ćwiczeń opanowałam też kilka skutecznych kopniaków i chwytów. Nie wiem, czy bym umiała je zastosować w sytuacji zagrożenia, ale przynajmniej czułam się pewniej.

2. Fryzura

Tak – było drastyczne cięcie. I farbowanie też. Przez wyjazdem ścięłam włosy na dość krótko i zrezygnowałam ze słonecznego blondu. Czemu? Żeby nie zwracać na siebie uwagi. Pamiętam, jak dziś swoją wycieczkę do Egiptu, gdzie moje jasne pióra były największą atrakcją. Żeby tylko dotknąć, chociaż na chwilę, pogłaskać… Basta! W tej podróży żadnego głaskania nie będzie i już. Pewnie niektórzy powiedzą „Ale krótkie włosy nie są seksi”, „Wyglądasz gorzej…”, a ja powiem na to „Trudno”. W tej podróży nie chodziło o bycie sexy i zwracanie na siebie uwagi, nie chodziło o podrywanie chłopaków i zakochiwanie się (tak, wiem że wyszło inaczej, ale wierzcie mi lub nie – to była ostatnia rzecz jaka przeszłaby mi wtedy przez myśl :)).

3. Garderoba

Generalnie dużo ze sobą nie zabrałam, a to co zabrałam było moje ulubione i wygodne. Z byciem seksi nie miało za wiele wspólnego. Spakowałam tzw. ubrania bezpieczne, jeśli wiecie co mam na myśli. O tym, co zabrałam opowiem Wam już niedługo. Obiecuję.

4. Obrączka

Na swój panieński palec serdeczny pozwoliłam sobie sama założyć obrączkę (myślicie, że to może przynosić pecha i zostanę starą panną?!). Czemu to zrobiłam? Bo nikt się ze mną nie chciał ożenić! O! A tak serio to przeczytałam, gdzieś że to dobry pomysł, bo panowie jak widzą obrączkę to są mniej zainteresowani. Czy to prawda – nie ma pojęcia, ale na pewno taka niewinna forma zabezpieczenia nikomu nie zaszkodzi.

5. Pożyczony mąż

Była obrączka, więc musiał być też mąż. Pożyczyłam go od siostry. Zdjęcie mojego szwagra wylądowało w moim portfelu, jako główny element dekoracyjny. I znów – śmieszne? Może i tak, ale czy szkodliwe? Raczej nie…

6. Gaz pieprzowy

To był pomysł mojego taty. Powiedział: „Bez gazu nie jedziesz!”. Więc dostałam malutką czarną buteleczkę, którą zawsze miałam pod ręką. Co prawda użyłam jej tylko raz zwalczając karaluchy (głównie ja na tym ucierpiałam, karaluchy nie bardzo…), ale świadomość posiadania dodawała mi pewności siebie.

7. Pieniądze na innym koncie

Moje konto bankowe nie było wypchane po brzegi. Pieniądze zostały w domu. Tu do współpracy zaprosiłam mamę. Co miesiąc przelewała na moje konto określoną kwotę. Tym sposobem nawet, jakby ukradli mi wszystkie karty, nie ukradli by pieniędzy, bo ich tam po prostu nie było.

W TRAKCIE PODRÓŻY

1. Zwiedzamy za dnia

Pomimo, że zapewne są rzeczy które lepiej zobaczyć po zmroku, to może lepiej zostawić je na później? Co się odwlecze to…, a bezpieczeństwo i zdrowie są najważniejsze.

2. Nie zwiedzamy w podejrzanych okolicach

Spacery po zapyziałym parku, czy po fascynujących slumsach też mogą przysporzyć nam kłopotów. A po co nam to?

3. Unikamy miejsc, gdzie ludzi brak

Tylko nie dajmy się zwariować! Moja samotna wspinaczka na górę w peruwiańskim Ollaytaytambo była jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie przeżyłam. Na szczycie byłam tylko ja i natura. I powtórzenie tego wyczynu z kimś nie wchodzi w grę.

4. Jak już zwiedzamy w podejrzanych okolicach, na odludziu czy po zmroku to się do tego przygotujmy

Powiedzmy komuś (i w hotelu, i komuś z naszych bliskich), gdzie się wybieramy. Chodzi o bezpieczeństwo pod każdym względem. Makijaż i krótkie spodenki, odsłaniające nasze ponętne nogi, zostawmy w pokoju. Drogi, wypasiony aparat też. O komputerze nawet nie wspominam. Pieniędzy niewiele, ale telefon może się przydać. Starajmy się po prostu nie zwracać na siebie uwagi, szerokim łukiem omijać duże męskie (zresztą nie tylko) grupy i nie wchodzić w dyskusje z podejrzanymi osobnikami.

5) Wybieramy bezpieczne noclegi 

Osobiście nie jestem typem podróżującym za grosze, które zdecydowałby się na samotny nocleg na dworcu. Nie wybieram najtańszych hosteli, czy wieloosobowych pokoi. Wolę swój, choćby mały kącik i własną łazienkę. Czuję się swobodniej, lepiej, pewniej. Może po prostu jestem już za stara… Nie wiem. Dla mnie musi być klimatycznie no i bezpiecznie. Raz jeden jedyny zdarzyło mi się spać w 6 osobowym pokoju z 5 chłopakami. Czy było mi z tym fajnie? Nie. Mimo, że moi współlokatorzy byli przemili to, jak sobie wypili to byli za mili… A takich „za miłych” sytuacji kobieta podróżująca w pojedynkę powinna unikać. Zatrzymując się gdzieś warto też nawiązać kontakt z właścicielem, czy obsługą.

6. Zastanawiamy się 3 razy nad couchsurfingiem… 

Nigdy nie korzystałam z couchsurfingu, ale się nasłuchałam różnych opinii. Niektórzy są zachwyceni i przekonywali mnie, że to najlepszych sposób dla osoby, która zwiedzają świat na własną rękę. Ale po drugiej stronie były opinie skrajnie odwrotne, że dla samotnej dziewczyny to ryzykowne rozwiązanie. Więc jedyne, co mogę powiedzieć to żeby zrobić dobry przegląd przed podjęciem decyzji.

7. W podejrzanych miejscach czy niepewnych sytuacjach szukamy współtowarzysza

We dwójkę zawsze raźniej, a o towarzystwo w samotnej podróży nie trudno.

Udało się dokończyć podróż bezpiecznie, ale prawda jest taka, że nie jestem chojrakiem i podróżowałam rozsądniej. Jasne, pewnie wiele mnie ominęło, bo nie raz rezygnowałam z dodatkowych atrakcji. Trudno się mówi. Ważne, że wróciłam do domu cała i zdrowa.

A teraz przeczytaj te teksty: