Macie czasem tak, że ubzdura wam się z nie wiadomo jakiego powodu, że musicie coś zrobić/ zobaczyć/ zjeść? Ja miałam tak ze słoniem w Chiang Mai. Nie, nie chciałam zjeść słonia, skąd wam to przyszło do głowy?! Chciałam go po prostu posmyrać po trąbie (jakkolwiek by to nie zabrzmiało).

Moja miłość do słoni (ostatnio miałam chyba podobne uczucia w stosunku do Obelixa w wieku 7 lat, podczas wakacji we Francji, gdy wybieraliśmy się do Disneyland’u) wybuchła nagle. Skąd mi się to wzięło [zdziwiona mina z podniesionymi do góry brwiami]? Nie mam pojęcia! Obudziłam się rano, przetarłam zaspane oczy i powiedziałam na głos „Muszę zobaczyć słonia”. Od tej chwili Sam miał przerąbane wakacje.

uwaga słonie

Słonie w Chiang Mai

Jakże wielkie było moje rozczarowanie [smutna minka, z ustami w tzw. podkówkę], gdy okazało się że wiele miejsc w Chiang Mai  (z ciekawostek Chang znaczy słoń, Chiang miasto), gdzie można oglądać słonie, nie jest takie fajne jakby się wydawało. W grę wchodzą łańcuchy, baty, chodzenie na dwóch nogach, lanie dupy i te wszystkie inne niefajne rzeczy. Oczywiście można znaleźć bardziej przyjazne miejsca, ale trzeba trochę poszperać. Niestety te bardziej przyjazne miejsca, oznaczają też wyższe koszty (od 3000 Bahtów raczej w górę).

Jak odróżnić miejsce przyjazne od nieprzyjaznego? W tym bardziej przyjaznym będzie raczej jedna wycieczka dziennie na dość ograniczoną ilość osób. Słonie nie będą grały w piłkę, siatkówkę, czy koszykówkę, ani nie będą robiły cyrkowych sztuczek. Przejażdżki, jeśli będą się odbywać, będą w pojedynkę i na oklep (bez dziwnych konstrukcji umocowanych na słońskim grzbiecie, które dla tych słońskich grzbietów są bardzo szkodliwe). Ale najważniejsze jest to, jak słonie są traktowane ‚po godzinach’, więc zwróćcie na to uwagę. Jeśli na nogach widać jakieś łańcuchy – jest źle.

Mój szósty zmysł podpowiada mi, żeby odpuścić (ok, przyznaję, to nasz budżet podpowiada to szóstemu zmysłowi). Postanawiamy wypożyczyć skuter (jakieś 150 Bahtów za dzień) i… poszukać słoni na własną rękę. Challenge accepted!

Zaczyna się pod górkę – nie ma dla mnie kasku. Każdy przymierzony, osuwa się bezwładnie, zasłaniając widoki. O ironio. Wydawałoby się, że azjatyckie głowy należą raczej to kategorii „małe”, czyli tej samej co moja. Jak więc jest możliwe, że nie ma dla mnie mini kasku, a jest maxi na głowę Sama? No jak?! Wszyscy mówią, że wypożyczając motor w Tajlandii można się raczej spodziewać braku ‚big helmets’, a nie ‚small helmets’, a w naszym przypadku musi być oczywiście odwrotnie. Po przymierzeniu dziesięciu sztuk nerwy zaczynają mi puszczać, ale wnet mnie olśniewa [zaskoczona minka]! Wybieram najmniejszy z dużych kasków, przewiązuję bandamkę, wkładam orzech- leży, jak ulał! Sukces. Nic nie opada, a kwestię bezpieczeństwa pozostawię bez komentarza…

Julia i Sam w Tajlandii

Pełni nadziei, z kaskami na głowach, wyruszamy poza miasto. Przebijamy się przez ruchliwie ulice. Nasz mały, niepozorny skuter, zasuwa jak zły. Z górki, pod górkę, tu i tam, z zakrętu, w zakręt. Śmigamy po zielonych pagórkach wokół Chiang Mai! To jest życie! Uczucie wolności, które może dać ci tylko podróż na dwóch kółkach. Z Chiang Mai pniemy się w górę, w kierunku Sanoeng Forest.

Ale co to? Czy to słonie? Czy słonie mnie słyszą? To słonie!

słonie w Chiang Mai

Zeskakuję z skutera i biegnę, jak wariatka przez pole, wywracając się chyba dwa razy. Wyobraźcie sobie małego blond ludzika, w zielonym kasku, skaczącego przez chaszcze [minka – płaczę ze śmiechu]. Są moje słonie! I duże i małe. Mają wielkie uszy i długie trąby. Pasą się na luzie i wygrzewają na słońcu. Moja miłość rozkwita.

rodzina słoni

Po drzewem siedzi Pan w kapeluszu i dogląda porządku (można nazwać, go chyba pastuszkiem). Pytamy, czy możemy podejść, pogłaskać, popatrzeć, pewni że zaraz nas przegoni i postraszy widłami. Ale Pan mówi, że tak. Podnosi się ze swojej rozleniwionej pozycji, a słonie w sekundę zrywają się w jego kierunku. Mówi „Śmiało, to bardzo przyjazne zwierzęta”.

Julia+Sam+słoń

Misja „znaleźć słonia” zakończona sukcesem. Wcale się nie zawiodłam. Warto było nie wykupić wycieczki, tylko zdać się trochę na los. Było nam dane spotkać słonie i poobserwować, jak spędzają czas. Zajadają się trawką, kradną butelki, bawią się w berka i przytulają. I wiecie, co jeszcze zauważyłam? Że słonie mają bardzo mądre oczy. Mogłabym z nimi zostać na dłużej, ale…

słoń

Poźniej też jest ekscytująco. Goni nas burza i czarne chmury. Udaje się uciec, chociaż kilka kropel wpada za koszulkę. Adrenalina rośnie! Wracamy do miasto na obiad. Zamierzamy zapolować na Khao Soi i objechać okoliczne, ociekające złotem świątynie. Podróżowanie skuterem jest super. To chyba najlepszy sposób na zwiedzanie Chiang Mai! A jeśli nie wiecie gdzie jechać – zajrzyjcie na stronę www.gt-rider.com. Może ułatwi wam to wybór.

Jeśli podobała Ci się ta opowieść – zostaw komentarz, albo przekaż dalej! Będzie nam bardzo miło. Dziękujemy.

Julia i Sam.