Patrzę sobie na wszystkie zdjęcia, gdzie oprócz zielonych pól z kiełkującym ryżem, dojrzeć można spokojne morze, uśmiechy ludzi i cudowną egzotykę. Patrzę i czuję magię. Bo jak tu jej nie poczuć widząc takie Bali?

 

Potem zaglądam na blog Ani, która na Bali mieszka już od jakiegoś czasu, i znowu się zachwycam, Myślę sobie, że trudno temu miejscu odmówić uroku, ale chwilę później wracam znów do swoich wspomnień i przekonuję się, że nie chcę tam wrócić. Czemu?

Dlaczego uważam, że Bali jest do kitu

 

1) Bo wszyscy chcieli mnie naciągnąć

Czułam się jak gruba świnka-skarbonka, nad którą czycha grupa młodzieniaszków z młotkami. W każdym miejscu, w którym byłam na Bali, w każdej świątyni, miasteczku czy nawet w lesie, ktoś chciał mnie zrobić w bambuko i wyciągnąć ode mnie pieniądze. Nie delikatnie, szukając wsparcia, tylko natrętnie i wstrętnie, budząc mój głośny sprzeciw. Na Bali każdy i wszystko ma wartość w pieniądzach.

2) Bo jest tam straszny syf

Szczerze się zastanawiam, jak jest możliwe robienie tych wszystkich pięknych zdjęć miejscu, które jest jednym wielkim wysypiskiem śmieci? Plastikowe butelki, worki foliowe, sparciałe opony, stare ciuchy i resztki jedzenia są wszędzie. Na Bali jest po prostu brudno. Krowy pasą się w odpadach, w których rosną także bananowce i inny pyszne, balijskie owoce. Balijczycy wyrzucają wszystko pod siebie, tak samo jak robili lata temu, gdy śmieci się rozkładały.

3) Bo Ubud nie jest jak z filmu

Tak, nastawiłam się, przyznaję. Nastawiłam się duchowe przeżycie w Ubud, miejscu osławionym przez Elizabeth Gilbert w książce Jedz, módl się, kochaj. Ale zamiast tej przyjemnej egzotyki, jak obuchem w głowę dostałam harmidrem wielkiego miasta, rykiem silników, stosem kiczowatych pamiątek i wszystkim co nieprawdziwe. Małpy w Monkey Forest też raczej wzbudziły we mnie niepewność, a nie sympatię.

4) Bo jeżdżą tam beznadziejni, australijscy gówniarze

Bali to najpopularniejszy kierunek na młodzieżowe wakacje po skończeniu szkoły przez Australijczyków, szczególnie wśród tzw. „bogans”. Wszyscy jadą się tam nachlać, naćpać, wyszaleć i się powywyższać. Bo w końcu ich na to stać! Niedowiarkom polecam odpalanie programu „What really happens in Bali”. O zgrozo. Zresztą, o niefajnej turystyce na Bali nie stanowią jedynie Australijczycy.

5) Bo nie ma ładnych plaż

Nie, żebym była jakąś fanką plażowania, ale o plażach na Bali i domkach tuż przy nich nasłuchałam się wiele. Nie znalazłam żadnej, która by mnie urzekła. Są albo zatłoczone, albo brudne (oczywiście), ale małe i nijakie.

6) Bo jedzenie jest do kitu

Jestem otwarta na nowe smaki i chętnie próbuję, ale na Bali, bez względu na to czy w dobrej knajpie czy na ulicy, zawsze zaliczałam porażkę. Balijska kuchni po prostu mi nie podchodzi, a do tego odrzuca mnie brud i stado much. Zresztą to na Bali zaraziłam się salmonellą i kilkoma innymi bakteriami. Trudno się tu nie zarazić.

7) Bo nic tu nie wygląda dobrze

Oprócz starych świątyń, nic tu nie wygląda dobrze. Bali zbudowane jest bez pomysłu, a obwieszone kiczowatymi banerami budynki to w większości architektoniczne szkarady. Beton, mury, neony w kiepskim wydaniu.

8) Czy jest coś na Bali, co ma jakikolwiek urok?

Tak – ludzie. Jeśli uda Ci się przebrnąć przez tych, którzy chcą Cię oszukać, trafisz do Balijczyków, którzy obdarzą Cię opieką jak nikt inny, ale na to potrzeba czasu. Zresztą, nawet Ci którzy chcą Cię oszukać, mają takie uśmiechy, że miękną nogi!  Urok mają też tradycyjne świątynie i ceremonie, które odbywają się „gdzieś” w każdej minucie. Hinduizm balijski jest fascynujący i pachnie kwiatami frangipani. Ten zapach to moje najlepsze wspomnienie.
DSC_0666
O swoich uczuciach do Bali pisała też kiedyś Magda w liście „Nie kocham Cię Bali”. Ale wiecie, jak to jest z opiniami? Najlepiej sprawdzić na własnej skórze. Ja – byłam i już raczej nie wrócę, a Sam nawet nie chce o tym słyszeć. Za to na indonezyjskiej liście mamy kilka innych miejsc, które chcemy zobaczyć – w tysiącach wysp można przebierać.

A jakie jest Bali Waszym zdaniem? Albo jakie Bali sobie wyobrażacie?