Podróż dookoła świata można ułożyć na tysiące sposobów. Wcale, ale to wcale nie jest łatwo wybrać kraje, które chce się odwiedzić. O nie! Mi zajęło to dobrych kilka miesięcy, aż w końcu się udało. Wybrałam 10 krajów i te 10 krajów odwiedziłam, a dziś podzielę się z Wami swoim różnymi takimi ulubionymi.

TOP 10 z podróży dookoła świata

Co to za „top 10„? Top 10 rzeczy, przeżyć, miejsc, doświadczeń. Każde „top” w innym kraju. Było 10 krajów, więc dlatego jest „top 10”. Znowu łatwo nie było, ale w końcu się udało. Chciałabym tę dziesiątkę bezdyskusyjnie przeżyć jeszcze raz.

1. Tajlandia. Street food. Krewetki. Chili.

W Tajlandii wiele rzeczy mnie urzekło: piękne plaże, ruchliwy Bangkok, cudowni ludzie. Ale tym razem wybieram tajską kuchnię! Pyszne i co ważne – bezpieczne jedzenie. Ciekawe smaki i niezwykłe doświadczenia kulinarne. Krewetki na surowo zdecydowanie zjadłabym jeszcze raz. I kiedyś na pewno to zrobię.

2. Malezja. Autostop. Herbata. Cameron Highlands.

W Malezji się nie zakochałam. Sama nie wiem, czy chciałabym tam wrócić. Ale wspomnienia związane z autostopem na plantację herbaty są wciąż żywe. Może dlatego, że był to mój pierwszy autostop w życiu? Może dlatego, że widoki zapierały dech w piersi? Może dlatego, że zieleń była najbardziej zielona na świecie? Nie wiem dlaczego, ale wiem że chciałabym tam znowu być!

3. Indonezja. Dzieciaki. Rybacy. Wyspa. Uśmiechy. Magia. Kolory.

Indonezja była różnorodna, ale dla mnie wybór był wyjątkowo prosty. W drodze z Flores na Komodo zatrzymaliśmy się na malutkiej rybackiej wyspie. Oczy tych dzieci, ich uśmiechy i fascynację zapamiętam na zawsze. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę i jeszcze raz spojrzę w oczy łobuza w żółtej koszulce.

4. Australia. Brisbane. Zmiana planów. Miłość.

W przypadku Australii nie jestem ani obiektywna, ani zdecydowana, a do tego, tak – jestem pieprzoną romantyczką. Więc stawiam na Brisbane. Brisbane nie było w moich początkowych planach. Nie wiem z jego powodu, ale postanowiłam te plany zmienić i wybrać się na wycieczkę do Brisbane. Gdyby nie ta zmiana planów pewnie nigdy byśmy się nie spotkali, Sam i ja, i na pewno dziś bym tu nie była. Zmienianie podróżniczych planów to mój australijski wybór.

5. Nowa Zelandia. Campervan. Krajobrazy. Dolar. Natura.

Nowa Zelandia to najpiękniejszy kraj w jakim byłam i subiektywnie stwierdzam, że nie można jej porównać do niczego innego. A wycieczka campervanem i to za dolara dziennie była najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się tam przytrafić. Krajobraz zmieniający się, co 15 minut. Wulkany. Lasy deszcowe. Śnieg. Fiordy. Lazurowe zatoki. Nowa Zelandia jest bajeczna. I marzę o tym, żeby przejechać się jej drogami znowu i znowu, i znowu. Milion razy.

6. Polinezja Francuska. Piwo. Deszcz. Piwo.

Polinezja Francuska to miejsce, które mnie nie oczarowało,a wręcz może rozczarowało? Co wcale nie oznacza, że nie chciałabym tam wrócić. Bardzo bym chciała, bo Polinezja to dziesiątki pięknych wysp, a ja widziałam tylko dwie i to w deszczu. A w związku z tym, że padało piłam dużo piwa. I nie wiem, czy to za sprawą miejsca, czasu i deszczu, ale piwo na Tahiti smakowało najlepiej.

7. Chile. Valparaiso. Kolory. Graffiti. Sztuka.

Niestety nie miałam okazji zobaczyć zbyt dużo w Chile. Niestety… Ale miałam okazję być w tęczowym Valparaiso. I chciałabym tam zabrać każdego z Was, bo Valparaiso to najbardziej malownicze (dosłownie) miasto, w jakim kiedykolwiek byłam! Valparaiso jest jak sztaluga malarska, albo najcenniejsze dzieło sztuki. Doświadczenie bezcenne.

8. Peru. Lima. Zaskoczenie. Niespodzianka. Miasto.

Z Peru było najgorzej. W sensie wyboru. Lima czy Machu Picchu? I jedno i drugie zapewniło mi niezwykłe przeżycia. Ale wybrałam Limę. Dlaczego? Dlatego, że nie spodziewałam się, że jest tak fantastycznym miastem! Lubię być zaskawiana.

9. Kuba. Pseudo pizza. Kubańskie pesos. Tajemnica.

Ach ta Kuba. Niby taka cudowna, niby fajna, ale coś taka… Zakłamana? Sama nie wiem. Ale w sumie to było fajnie! Może dlatego, że byłam z moją najlepszą przyjaciółką, której nie widziałam kilka miesięcy? Pamiętam, jak dziś chwilę, w której na kubańskiej wiosce, mówiąc dosadnie – w dupie nigdzie, za ostatnie pieniądze, głodne jak wygłodniałe psy, kupowałyśmy pseudo pizzę. Miejscowi patrzyli na nas, jak na przybyszów z kosmosu. Serio, w życiu nikt mnie tak nie obserwował, jak oni wtedy. No i co odkryłyśmy? Że na Kubie nie trzeba kupować tylko za „turystyczne” pesos, ale można też za „miejscowe” pesos i wszystko jest wtedy dużo tańsze! Lubię, jak podróże kształcą.

10. Meksyk. Tequila. Alkohol. Mexico City.

W Meksyku zdecydowanie rządziła tequila. Zaraz wyjdzie na to, że jestem alkoholiczką, ale smak tequili w Meksyku jest  po prostu bezbłędny! Wchodzi, jak woda. Do tego atmosfera. Muzyka. Znowu bym się napiła. Jedziemy na tequilę do Mexico City?

A jakie Wy macie swoje „top of the top” z podróży?

Podzielicie się z nami? Będzie super fajnie, jeśli zostawicie tu jakiś komentarz!

Buziaki, całuski i uściski. Uciekam, bo zaraz lecimy na weekend do Sydney. Kurcze, to takie niezwykłe. Jeszcze rok temu Sydney było dla mnie takie nieosiągalne, a dziś lecę tam na weekend. Stay tuned i zaglądajcie na Facebooka i Instagram, żeby być na bieżąco. Julia.