Na weekend lecimy do Perth! Czyli na drugą stronę Australii…

Perth to największe miasto położone w Western Australia i czwarte, co do wielkości miasto w Australii w ogóle. Podzielone jest na północ i południe przez rzekę Swan, szeroką i błękitną, wyglądającą momentami bardziej, jak jezioro niż rzeka. Z centrum miasta, czyli z tzw. city, czy CBD (Central Business District) nad ocean jest niedaleko, jakieś 40 minut w korkach, a ocean jest tu bardzo piękny i taki jakby inny niż na wschodnim wybrzeżu.

Perth, Australia

Brisbane – Perth to jeden z najdłuższych lotów krajowych w Australii. Trwa jakieś 5,5 godziny, czyli dłużej niż lot z Warszawy do Lizbony… Perth ma inną strefę czasową, inny klimat, inne budownictwo, jest inne pod wieloma względami, inne niż miasta na wschodzie. Ludzie tu się jakoś mniej śpieszą, sklepy zamykają się jeszcze wcześniej niż w Queensland, wszystko jutro, wszystko może poczekać, nie trzeba nigdzie biec…Perth bardzo mi się spodobało, bo biegania nie znoszę.

Miasto zbudowane jest na piaszczystym terenie, jak to mów Sam – na pustyni, przez co budownictwo jest bardziej europejskie, bardziej stabilne. Wiele osób mieszkających w Perth pracuje w różnego rodzaju kopalniach, a w kopalniach w Australii zarabia się olbrzymie pieniądze. Ale mieszkając w Perth trzeba dobrze zarabiać, bo to chyba najdroższe miasto w Australii, ale też mniej oblegane przez turystów i emigrantów, więc jeśli myślicie o przeprowadzce do Australii, to Perth na pewno jest miastem, gdzie warto szukać pracy.

Z lotniska odbiera nas kolega. Dziś zatrzymamy się u niego, jakieś 30 minut na południe od miasta. Dojeżdżamy do domu i padamy, jak muchy. Nawet nie starcza nam sił na wypicie piwa.

Za to rano, pełni energii, ruszamy na podbój Perth. Dziś spędzimy dzień w mieście.

Dzień w Perth

Wycieczkę zaczynamy od kawy z widokiem, w Kings Park. Kings Park to wielki park (ma ok. 4 km. kwadratowe) rozciągający się na wzgórzu, wzdłuż rzeki, tuż obok ścisłego centrum miasta.

Kings Park

Kings Park to największy miejski park na świecie! Znajdziemy tu kolorowe ptaki, importowane z Afryki baobaby, sztukę w różnej formie, pomnik upamiętniający walczących, szklaną kładkę dla pieszych snującą się na czubkami drzew (Federation Walk), rysunki na chodnikach, fontanny i oszałamiające widoki! Jest fajnie. Spacerujemy, rozglądamy się, słońce przyjemnie grzeje w kark. Idziemy dalej, potem siadamy na chwilę na trawie i gapimy się w niebo. Obserwujemy zwierzaki, ukrywające się sprytnie w gęstwinie krzaków. Wdychamy świeże powietrze. Tak, relaksujemy się.

Z Kings Park zbieramy się koło południa, chociaż spokojnie można by tu spędzić cały dzień, ale nie wieczór. Kings Park to podobno miejsce do, którego nie chodzi się w nocy, bo jest po prostu niebezpiecznie. Aborygeni urządzają sobie tam niezłe libacje. Na całego. Więc, żeby nie wpaść w tarapaty lepiej Kings Park zwiedzać za dnia… Perth to miasto, gdzie mieszka bardzo wielu Aborygenów.

Barrack Square

Z Kings Park jedziemy do portu, przy Barrack Square. Swoje pierwsze kroki kierujemy do kasy. Czemu? Jutro chcemy sobie zafundować wycieczkę na pobliską wyspę, Rottnest Island. Firm organizujących tam wyprawy jest kilka. My decydujemy się na Rottnest Express, prom plus wypożyczenie rowerów na miejscu. Za bilety w dwie strony płacimy coś około $150. Wypływamy o 9:30 rano z portu we Fremantle (jest taniej niż z miasta, a kolega podrzuci nas rano na miejsce), wracamy na ląd 17:55.

Ale to jutro. Dziś łazimy po mieście.

Tuż obok portu, na samym środku Barrack Square, stoi The Bell Tower więc tam idziemy się po zakupie biletów na prom. The Bell Tower to jeden z największych budynków-instrumentów na świecie. Jest cały przeszklony i to podobno jedno z niewielu miejsc, gdzie można zobaczyć wielkie dzwony w akcji. Wieża otwarta jest każdego dnia od 10:00 do 16:00. Wstęp dla osoby dorosłej kosztuje $14.

Przy wejściu do wieży jest barierka, a na barierce co? Kłódki miłości i przyjaźni! Coraz częściej można spotkać się z tym pomysłem w różnych miejscach.

Ale przy wieży jest jeszcze coś innego fajnego – chodnik z podpisami dzieci z różnych szkół. Fajnie to to bardzo. Wyobraź sobie, że chodzisz do szkoły w Perth, a potem wyprowadzasz się na drugi koniec świata. Wracasz na stare lata, idziesz na spacer i znajdujesz swoje nazwisko na chodniku. Prawie jak aleja gwiazd.

South Perth

Na lunch zawijamy się na drugą stronę rzeki, do South Perth. Widoki boskie, czysta plaża i krystaliczna woda, mewy leniwie przechadzające się po brzegi, a do tego przyjemnie grzejące słońce. Nic dodać nic ująć. Pozostaje tylko wybrać knajpkę i się zrelaksować.