Zerkałam na nich przez uchylone okno. Siedzieli we dwóch, zagadani jak najlepsi kumple. Nie wiem, o czym rozmawiali, bo szczebioczące papugi i szum palmowych liści na delikatnym wietrze skutecznie zagłuszały dialog. Zresztą, nie słowa były tu ważne, nawet nie chciałam snuć domysłów, o czym toczy się dyskusja. Wolałam patrzeć – na dwóch facetów mojego życia.

To był 2 maja 2015 roku, dzień ważny dla mnie przynajmniej z trzech powodów…

Rano obudziłam się o rok starsza. To moje trzydzieste urodziny. Chyba symboliczne dla każdego, kto przekracza ten magiczny metrykalny punkt. Przeżywałam, gdyż wcześniej zdawało mi się, że trzydziestolatkowie są już „tacy starzy.” Teraz sama stałam się trzydziestolatką. Choć już od dłuższego czasu obserwowałam dokładnie swoją twarz przy mocniejszym świetle – nie dostrzegłam żadnych zmarszczek. Nie miałam też: męża, dzieci, stabilnej pracy i uporządkowanego życia – tego wszystkiego, co stereotypowo kojarzyło mi się dotychczas z „tym” wiekiem.

Kilka lat temu odrzuciłam spokojne życie w imię przygody. Zostawiłam wszystko, co miałam i bardzo lubiłam, żeby zrobić coś, co wcześniej specjalnie mnie nie interesowało – podróżować. Sama nie wiem dlaczego, skąd przyszedł ten impuls. Może szukałam dziury w całym, a może intuicja podpowiadała mi, żeby poddać się próbie i zrealizować jednak ten szalony pomysł, który pojawił się znikąd? Do dziś zastanawiam się, co wygnało mnie w świat. Nie chciałam sobie niczego udowadniać, a tym bardziej nikomu innemu, nie miałam też przed czym uciekać ani nie chciałam niczego szukać… Być może byłam zmęczona tą rutyną, w którą, chcąc nie chcąc, wpada każdy z nas i ciągnęło mnie, żeby złapać haust innego powietrza? Powietrza niezanieczyszczonego nudą codzienności? […]

Wyjechałam w podróż dookoła świata. I nigdy z niej nie wróciłam.

2 maja 2015 roku mijały dokładnie dwa lata, odkąd przeprowadziłam się do Australii. To tutaj był teraz mój dom i moja codzienność, chociaż nie taki był plan. Nie zamierzałam zniknąć na stałe. Po sześciu miesiącach miałam wrócić do mojego warszawskiego życia, które przecież tylko zawiesiłam…

Jednak stało się inaczej. Zbieg okoliczności, przypadków oraz suma podjętych przeze mnie decyzji zaprowadziły mnie do Brisbane – australijskiego miasta, którego nawet nie było na trasie mojej podróży. […] Szczęśliwy traf postawił na mojej drodze chłopaka, który podaje mi rękę, gdy potykam się o mały kamyk i łapie mnie, gdy spadam ze schodów (przynajmniej się stara). Los podarował mi osobę, dla której nauczyłam się robić pierogi. Po trzydziestu latach!

To on jest jednym z tych mężczyzn, którzy siedzieli na tarasie. Drugi, to mój tata.

2 maja 2015 roku jest taki ważny też z tego powodu, że on tu był. Pofatygował się na drugi koniec świata (biedaczek, tak bardzo nie lubi latać), żeby zobaczyć mój nowy dom i tę moją codzienność. […]

Dziś jest 2 maja 2016 roku.

To moje trzydzieste pierwsze urodziny, a za mną miesiące kolejnych niezwykłych przeżyć – miesiące pisania książki, której pierwszy rozdział właśnie przeczytaliście. Książki, która jest pełna moich emocji, wrażeń i przeżyć o świecie, o miejscach, które udało mi się zobaczyć w trakcie podróży dookoła świata. Książki pełnej pięknych ludzi, których miałam szczęście spotkać i relacji, które z nimi nawiązałam. Książki o dojrzewaniu, o zmianach, o kobiecości, o podróżowaniu. O płakaniu ze smutku i śmianiu się do łez radości.

Gdzie jest Julia?” to nie jest książka pod hasłem: „Rzuć pracę i zacznij podróżować”. „Gdzie jest Julia?” to jest książka o tym, dlaczego warto decydować samemu, o tym jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień.

Książkę można kupić w księgarniach:

Empik

Matras

Oraz na stronie wydawcy, Pascal

A wersję E-book można dostać np. tutaj

Będzie mi bardzo miło usłyszeć Wasze opinie o książce i podzielić się nimi z innymi. Wasze zdrowie!