Nie lubię snuć planów na nowy rok. Nie lubię długich list postanowień, składanych przed sobą samym obietnic, które zobowiązujemy się spełnić w ciągu dwunastu miesięcy, a to i tak kończy się klapą. Nie lubię list miejsc, które chcę odwiedzić.

7178667261_048597a3c7_b

Zdjęcie: Wild Life, Dave Lawler, https://www.flickr.com/photos/davelawler/

Za każdym razem, gdy się łamię i jednak postanawiam je zrobić – jestem tylko wkurzona. Bo może z braku organizacji czy konsekwencji, może przez popełniane błędy, a może po prostu przez nieprzewidziany bieg zdarzeń i wydarzeń (w końcu wszystkiego nie da się przewidzieć) – nie mogę tych punktów „odhaczyć”. Zresztą sam pomysł odhaczania już mnie drażni.

Lubię za to marzenia. Uwielbiam. Uwielbiam marzyć o tym i o tamtym, i spełniać te marzenia, kiedy sytuacja na to pozwala. Bez przymusu, spinki, małymi krokami i spontanicznie. Uwielbiam się uczyć odkrywać, stawiać przed sobą wyzwania, które, jeśli nawet zakończone porażką, coś mi dają…

Skacząc ze spadochronem pomyślałam sobie, że cudownie byłoby robić czasem coś zupełnie nowego, coś czego w życiu się nigdy nie robiło, coś nietypowego czy niezbyt oczywistego. Coś niekoniecznie tak mocno „wyskokowego”, czy niekoniecznie leżącego w sferze moich zainteresowań. Fajnie byłoby czasem zrobić coś małego dla siebie samej, a czasem może dla innych.

Raz pouczyć się robić na drutach (nawet nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby spróbować), raz popływać na surfingu (jeszcze nie miałam okazji), raz ugotować coś nowego (pawłowa to by było wyzwanie, a może kaczka po pekińsku…?), raz napisać wiersz i go, gdzieś opublikować, zjeść prażonego karalucha, wybrać się gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam, a innym razem zaczepić na ulicy kogoś kto jest głodny i znaleźć chwilę w tym codziennym pędzie, żeby go nakarmić i chwilę porozmawiać…

Postanowiłam robić jedną nową rzecz w tygodniu. Przez cały rok. Czy małą czy dużą – to nie ma żadnego znaczenia. Sama jeszcze nie wiem, co to będą za rzeczy.

Pierwszy tydzień nowego roku już się kończy – moja pierwsza rzecz jest już na liście 52.

52 tygodnie – 52 dwie nowe rzeczy.

Chętnie skorzystam z Waszych propozycji i gorąco namawiam Was do zrobienia tego samego. Zaczynamy?

Zdjęcie: Wild Life, Dave Lawlerhttps://www.flickr.com/photos/davelawler/