Na naukę nigdy podobno nie jest za późno. Dziś zaczęłam kurs języka angielskiego w Brisbane.

Nauka angielskiego w Australii

Za to powinnam chyba cmokać rodziców po stopach i to wytrwale, do końca życia. Za to, że przymuszali mnie do nauki języka angielskiego. Tak, przymuszali, za włosy ciągali (nawet, jak miałam krótkie), bo wcale się mi nie chciało uczyć. Robiłam wszystko, żeby wymigać się od cotygodniowych, prywatnych zajęć. Serio. Stawałam na głowie, kombinowałam, ale oni nie odpuszczali. Aż mi dziś wstyd na samą myśl o wymówkach, udawanych chorobach, nie odrobionej pracy domowej…

Jako dzieciak myślałam sobie: „Po co mi ten angielski?”. No bo po co? Wyobraźnia nie pojmowała tego, że świat się zmienia, a język może przydać się w milionie sytuacji. Nigdy nie miałam też szczególnych językowych zdolności i to raczej było nauka typu „cegłą w mur”, a nie „wodą w gąbkę”. Krew, pot i łzy.

Ale oni byli w tym wytrwali, moi rodzice, i zamiast inwestować w nowe zabawki i kolonie „dla rozrywki”, wysyłali mnie na kursy językowe i prywatne lekcje.

Dopiero pod koniec liceum zaczęłam żałować, że nie przykładam się do tego w pełni, tak w dwustu trzydziestu procentach. Ach, człowiek jednak jak młody, to głupi… Taki bez wyobraźni, albo z wyobraźnią kiepsko ogarniającą scenariusze przyszłości.

Bo nagle okazało się, że znajomość angielskiego otwiera świat. Cały. Ułatwia podróżowanie, znalezienie pracy, poznawanie ludzi. Wzbogaca cię. Ułatwia wszystko, a nigdy nie wiesz, co ci się w życiu trafi…

Może np. zamieszkasz w Australii i angielski stanie się twoim pierwszym językiem?

Tak przytrafiło się mi. Wywiało mnie na koniec świata, na koniec, gdzie angielski (choć w dość “szczególnej” wersji) wiedzie prym. I mimo, że radzę sobie z nim dość dobrze, ciągle znajduję jakieś luki. Chciałam bym mieć tą samą lekkość, łatwość, albo przynajmniej trochę ją poprawić≥

Na szczęście, na naukę w życiu nigdy nie jest za późno. Tak mówią… Idę na kurs. Kurs angielskiego w Brisbane. Taki kurs, na który każdy może tu przyjechać na wakacje i podszkolić swoje umiejętności.

Od dzisiaj, przez najbliższe dwa tygodnie będę zasuwać na zajęcia z ludźmi z całego świata, którzy przyjechali tu właśnie w takim celu. Zamiast Anglii, Malty czy Stanów, wybrali Australię. Brzmi fajnie i ma dużo plusów. Jakich? Można tu np. studiować i pracować jednocześnie…

Zaglądajcie na Snapchata jul_whereisjuli! Tam, na żywo, codziennie, relacja ze szkoły językowej Kaplan w Brisbane, w Australii. Pierwszy dzień za mną, test – za mną. Pierwszy stres – za mną. Poznałam kilka osób z Brazylii, Niemiec, Japonii i Ekwadoru. W szkole jestem jedyną osobą z Polski.

Kurs językowy w Brisbane

Jutro znowu pobudka o świcie… A potem będzie seria wpisów na blogu, przygotowanych razem z ekipą Albion House (agencją, która organizuje takie wyjazdy), które mam nadzieję ułatwią wam podjęcie decyzje i zorganizowanie wszystkiego.

Jeśli macie jakieś pytania o kursy językowe w Australii, albo w ogóle o wizy studenckie i naukę na tym końcu świata, piszcie w komentarzach, albo na whereisjuli@gmail.com, a ja będę szukać odpowiedzi i meldować na Snapchacie jul_whereisjuli

Seria wpisów o kursach językowych w Australii powstaje we współpracy z Albion House. Sprawdzam wszystko na własnej skórze!