„Jak byłam mała, to mama pokazywała mi świat – teraz czas się zrewanżować”, tak na pytanie o to, czy warto podróżować z własną mamą, odpowiada Emilia, dziewczyna z Pabianic, która kocha autostopowe wyprawy.

„Nawet nie wiesz, jak mało dzieci wiedzą o swoich mamach! Mimo, że ta więź budowana jest przez lata, taka podróż to niesamowita okazja do rozmów, na które nie ma czasu w życiu codziennym”, dodaje Gusia, która na co dzień mieszka w Amsterdamie. „Podczas podróży uczymy siebie nawzajem, pokazujemy sobie wzajemnie zupełnie inne spojrzenie na świat, uczymy się razem działać i to procentuje w późniejszym życiu”, tłumaczy Monika – matka, która razem z jedenastoletnią córką, Sarą, zwiedza świat.

Dla mnie samej, podróżowanie z własną matką w dorosłym życiu jest jednym z ciekawszych doświadczeń podróżniczych i życiowych. Razem zjechałyśmy kawałek Indonezji, a ostatnio trochę Australii. O swoich wrażeniach opowiadałyśmy w Pytaniu na śniadanie (fragment programu możecie zobaczyć tutaj), starając się zachęcić inne matki i córki, żeby także spróbowały.

Julia i Anna Raczko

Podróże Matek i Córek

Dziś, mam dla was jeszcze większą dawkę motywacji – poznajcie Agnieszkę i jej mamę Baśkę, Emilię i jej mamę Dorotę oraz Monikę i jej córkę Sarę, matki i córki dla, których wspólne podróże znaczą wiele. I… zastanówcie się, mamy i córki, bo może z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka, warto zafundować sobie jakąś wyprawę, chociaż na weekend?

Gusia i Baśka

Agnieszka, zwana też Gusią lub Agness, jest wulkanem pozytywnej energii i podobno zawsze się uśmiecha. Na blog Etramping, który prowadzi razem z kumplem, trafiłam dawno temu, gdy Gusia mieszkała jeszcze w Chinach. Dziś jest w Amsterdamie, pracuje jako marketingowiec w firmie „Poki”. Robi dużo fajnych rzeczy i wszędzie jej pełno.

Jej mama, Baśka, jest nauczycielką i od zawsze mieszka w ich rodzinnym Żaganiu. Podobno jest równie szalona jak córka…

SONY DSC

Agnieszka z mamą w Lizbonie

To typowa kobieta z dobrym poczuciem humoru, która nigdy się nie poddaje, zawsze mnie wspiera i dodaje otuchy w trudnych chwilach. To nie tylko mama, ale również przyjaciółka, która zna wszystkie moje podróżnicze plany, miłosne historie i wszystkie plotki z Amsterdamu – opowiada o niej wzruszona Gusia, a potem śmieje się i wspomina, jak mama zareagowała na propozycję wspólnego wyjazdu. – Pamiętam, jak powiedziała: „Cycki do góry i jedziemy!”  Była bardzo zadowolona, bo przecież zapowiadał się niezła przygoda!

W pierwszą wspólną podróż wybrały się do Fatimy, w Portugalii. Gusia i Baśką są osobami wierzącymi i już dawno temu obiecały sobie, że co wakacje będą odwiedzać jedno święte miejsce, gdzieś w świecie

Pojechałyśmy budżetowo, czyli: tanie bilety lotnicze, spanie w hostelach, jedzenie na trawie i długie podróże autobusami od jednego miejsca do drugiego, bo postanowiłyśmy pozwiedzać też Lizbonę i okolice. To był bardzo duchowy i pełny dobrych emocji wyjazd. Zachowałyśmy balans między zwiedzaniem, wyciszeniem się, a robienie zdjęć i próbowaniem portugalskich przysmaków oraz lokalnej kawy – mówi, jednak najlepsze jest to, jak ta podróż się skończyła… – Na koniec tej fantastycznej wyprawy tak się zagadałyśmy na lotnisku, że przegapiłyśmy samolot powrotny. Zamiast panikować, roześmiałyśmy się i spędziłyśmy noc na lotnisku.

Gusia mówi, że dla niej podróże z mamą są ciekawsze i łatwiejsze niż te z koleżankami.

Moja mama to moja najlepsza przyjaciółka. Nadajemy na tych samych falach, zakładamy sportowe buty, plecaki na plecy, okulary przeciwsłoneczne, woda w ręce i jesteśmy gotowe na podbój świata. Mamy też podobne poczucie humoru, więc zawsze jest dużo śmiechu.

Podczas takich wyjazdów nauczyła się od mamy, że nie można robić niczego na ostatnią chwilę, ponieważ to wywołuje niepotrzebny stres. Dobry plan to według niej podstawa, a jak coś nie wyjdzie to… „trzeba usiąść, wziąć głęboki wdech i pomyśleć nad nowym rozwiązaniem”.

Ale podróże matek i córek to nie tylko „zysk” dla córek, mamy też mogą zyskać. Czego od Gusi nauczyła się mama, Baśka?

Pasji. Podróże to ubogacanie samego siebie, poznawanie innych ludzi, poznawanie kultury i architektury, kosztowania jedzenia, zwiedzanie ciekawych miejsc – opowiada Baśka i od razu dodaje – Podróżowanie z córką to sama przyjemność, zwłaszcza kiedy ona sama organizuje wyprawę. Nigdy się nie nudzimy, a wszystko zapięte jest na ostatni guzik. Poznajemy się bliżej, rozmawiamy, rozwiązujemy swoje problemy, doradzamy sobie i napełniamy pozytywną energią. Łapiemy chwile i cieszymy się nimi, a ja na stare lata będę miała co wspominać.

Nawet nie wiesz jak mało dzieci wiedzą o swoich mamach! – Myśli mamy Baśki potwierdza córka Gusia. -Mimo, że ta więź budowana jest przez lata, taka podróż to niesamowita okazja do rozmów na które praktycznie nie ma czasu w życiu codziennym. Możecie wtedy wspólnie porozmawiać o młodości, planach na przyszłość, związkach, karierze i sekretach. Co więcej, jeżeli nadajecie wspólnie na tych samych falach, to z pewnością taka podróż będzie wielką przyjemnością dla obu stron – zero fochów, kłótni czy nieporozumień. Za to dużo śmiechu, zabawy i niesamowitych wspomnień.

Mamę chciała by zabrać jeszcze do Watykanu, na Mur Chiński, gdzie sama wspięła się już dwa razy i na Machu Picchu do Peru, a mama z Gusią chciałaby odwiedzić Rotondo, Medżugorii i Jerozolimę. Póki co jednak, raz na kilka miesięcy, spotykają się w Amsterdamie i odkrywają jego nieznane zakątki.

Emilia i Dorota

Emilia mówi o sobie, że jest korpo-programistką, która w wolnej chwili zakłada na nogi zdarte treki, dżinsy, zarzuca na plecy plecak i włóczy się, gdzieś po świecie. Czasem łapie stopa, czasem śpi na dworcach, a od kilku miesięcy szwenda się z namiotem po Azji południowo-wschodniej. Gdy napisałam do niej z prośbą, o odpowiedź na kilka pytań, odpisała: „Jestem w Hanoi, właśnie dorwałam trochę Internetu. Wysyłam w kawałkach, bo co chwilę mnie rozłącza.” W podróży prowadzi blog Podróże Za Jeden Uśmiech. Jej mama, Dorota, mieszka i pracuje w ich rodzinnych Pabianicach. Lubi tiramisu i święty spokój.

11232427_1605077493064759_2146832412_o

Emilia z mamą we Włoszech

– Tak, moja mama na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z włóczeniem się po świecie. Byłam zaskoczona, gdy spytała, czy zabiorę ją w podróż… – tak o matce mówi córka.

Emilia dużo jeździ autostopem, co zawsze niepokoiło jej mamę, która wydaje się być dość bojaźliwa. Podobno chciała nawet wzywać policję, gdy Emilia planowała swój pierwszy samodzielny wyjazd za granicę! Aż tu pewnego dnia, słuchając opowieści córki z drogi, rzuciła: „ Zabierz mnie gdzieś.”

Emilia nie potraktowała tego zbyt poważnie, bo…  „kto to widział mamę, która z plecakiem na plecach łapie stopa, a później nocuje gdzieś w namiocie rozbitym na stacji benzynowej, je kanapkę z pasztetem i popija kawę z metalowego kubka?”, śmieje się. Jednak słowa zapadły jej w pamięć i gdy trafiła na ofertę tanich biletów do Włoch, pomyślała, że to będzie świetna okazja. Bez większych konsultacji kupiła bilety dla mamy, brata i siebie…

Miałam świadomość, że to chyba brak zdecydowania sprawił, że do tej pory nie podróżowała, więc postanowiłam nie mówić jej za dużo. Spytałam po prostu, czy ma ochotę zobaczyć jak podróżuje i czy da radę wziąć kilka dni wolnego. Myślę, że jeśli proponujesz coś komuś wiecznie niezdecydowanemu, to lepiej nie zdradzać mu za dużo szczegółów i uniknąć sytuacji, w której znajdzie wymówkę i rozmyśli się w ostatniej chwili – radzi.

Niedługo potem ruszyli autostopem do Gdańska, polecieli do Włoch, zwiedzili Pizzę i Florencję, a potem rozbili namiot na morzem Liguryjskim, bo mama Dorota uwielbia plaże i słońce.

Od mamy nauczyła się, żeby nie marudzić, nawet przy wpadkach i niepowodzeniach.

Mimo, że czasem zdarzało się mi nie do końca coś ogarnąć, mama nigdy nie narzekała. Nawet przy mojej największej organizacyjnej wpadce, kiedy zamiast spakować namiot trzyosobowy, wzięłam… jedynkę. Spaliśmy upchani jak sardynki! A mimo wszystko, jedyne co mama powiedziała rano, to „Jejku, jak tu ładnie!”.

Dla Emilii pierwsza podróż z mamą była też swoistym zagraniem praktycznym…

Zabierając mamę w podróż „na stopa” chciałam jej udowodnić, że jeśli ma się głowę na karku i odrobinę wyobraźni, to takie podróżowanie wcale nie musi być niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – można się mnóstwa rzeczy nauczyć i poznać wiele ciekawych osób. I udało się! Mama kompletnie „wkręciła się” w tzw. backpacking – mówi z satysfakcją, a dumna mama tłumaczy – Bardzo lubię jeździć z córka, bo podziwiam jej samodzielność i odwagę, umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, a do tego mogę zwiedzić z nią ciekawe miejsca i poznać interesujących ludzi. Cenie ludzi, którzy realizują swoje pasje.

– Jak bylam mała, to mama pokazywała mi świat – teraz czas się zrewanżować – dodaje Emilia, czym chwyta mnie za serce, bo myślę dokładnie tak samo…

Sara i Monika

To dwie charakterne lwice, jedenastoletnia Sara i jej mama Monika, dziś mieszkanki Wrocławia. Monika prowadzi blog WrocLot.pl, pracuje w korporacji, a wolnych chwilach podróżuje z córką.

SONY DSC

Sara w podróży z mamą

Jeździmy tam, gdzie rzuci nas los, los w postaci tanich biletów lotniczych, zasłyszana historia, znajomi, którzy zachwalać będą konkretne miejsce. Tak było podczas naszej ostatniej podróży po Bałkanach – na kempingu pod Sofią spotkaliśmy rodzinkę spod Krakowa, która namówiła nas na jazdę do rumuńskiego zamku Drakuli… sześćset kilometrów nadłożonej drogi – opowiada mama Monika.

Od swojej córki, w podróży nauczyła się radości z najdrobniejszych rzeczy oraz naiwności w kontaktach z ludźmi i nie oceniania ich po pierwszym spojrzeniu.

Podczas podróży uczymy siebie nawzajem, pokazujemy zupełnie inne spojrzenie na świat, inne potrzeby, docieramy się i próbujemy dopasować oczekiwania do możliwości. Uczymy się razem działać i to procentuje w późniejszym życiu. Aby tego doświadczać nie trzeba lecieć na koniec świata… wystarczy wybrać się na spacer do parku, stanąć na rozdrożu i spróbować obrać jeden kierunek – zachęca.

A co takie wyjazdy dają córce?

– Dzięki tym wspólnym podróżom nauczyłam się języków obcych, otwartości na ludzi i tego, żeby nie siedzieć w domu, bo życie jest tylko jedno i szkoda je zmarnować mówi rezolutna Sara.

To możliwość spędzania czasu z własnym dzieckiem jest dla Moniki największym plusem tych wyjazdów…

Normalnie zajęte pracą i szkołą nie mamy takiej możliwości jak podczas wspólnych wypraw. To dzięki nim ma szansę poznania reakcji Sary w określonych sytuacjach, nakierowania jej na rozwiązania problemów, ukazanie życia poza wygodnym i znajomym krajem. Plusem jest także poznanie siebie, a zwłaszcza swoich granic wytrzymałości. Minusem na pewno jest zmęczenie, odpowiedzialność, która towarzyszy Ci na każdym kroku, zmartwienie i strach, który czasem nie pozwala zasnąć…

W kolejną podróż obydwie chciałby pojechać do Japonii i do… Rosji. Czemu?

– Do Japonii, żeby przymierzyć kimono, a do Rosji… no weź! To przecież największy kraj na świecie! – entuzjastycznie wykrzykuje Sara.

Ze swoimi córkami, choć na razie bardziej rodzinnie, jeździ też Anka, której książka „Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej” trafiła właśnie do księgarni, a mamę w świat zabiera również moja sąsiadka z Brisbane, Karolina, autorka bloga Moja Australia i Świat i Kinga, czyli wrocławski Gadulec. Kamila, która już niedługo jedzie w podróż dookoła świata, właśnie ruszyła na pierwszy backpackerski wyjazd z mamą, Niną – zaglądajcie na Kami Everywhere, żeby sprawdzić, jak im idzie w Gruzji…

Bo z mamą warto podróżować! Przynajmniej z pięciu powodów – przeczytaj teraz tekst Pięć powodów, dla których warto podróżować z mamą, żeby przekonać się dlaczego.

Najlepszego dla wszystkim mam – Dzień Mamy jest w końcu raz w roku, więc… <3 

Czy podróże z mamą, albo ze swoją córką, są czymś, co wam się marzy?