Minął. Minął tak szybko i skończył się niespodziewanie. Niby wiedziałam, że to już ostatnie miesiące, tygodnie i dni, ale nie docierało do mnie, że to już, teraz. Serio. Wciąż nie dociera do mnie, że już mamy 2017. Nie wiem, czy poprzedni minął tak szybko, bo był tak bardzo intensywny, czy to może po trzydziestce życie przyspiesza? A może to czas się skurczył, a my jeszcze tego nie pojmujemy? Może sekundy są nieco krótsze, a my nawet tego nie zauważamy… Pozwalamy momentom uciekać, bo pędzimy. Za bardzo. Złapmy je.

Moje najlepsze momenty 2016 roku

Sylwester…

Było dziewiętnaście stopni na minusie. Mróz chłodził policzki, a ciepły oddech ogniska starał się je nieco ocieplić. Opatuleni w grube swetry, popijaliśmy whisky z colą w najlepszym z możliwych towarzystw – moich rodziców i przyjaciół. Na posesji obok ktoś wystrzelił marny fajerwerek, zawył pies sąsiadów, wiedzieliśmy, że wybiła północ. Tak przywitaliśmy poprzedni rok, w małej wiosce, w polskich górach. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

Pierwsza książka…

„Mam!” Aneta, moja przyjaciółka, wysłała mi swoje zdjęcie z moją pierwszą książką. Moją książką! Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

z-mama-w-australii

Mama…

Na środku pustyni przestrzeń wymalowana była rudym piaskiem, a z jej równiny wystawał wielki, równie rudy, kamień. W tym kontrastowym zestawieniu, błękit nieba wydawał się wyjątkowo czysty. Byłyśmy tam we dwie – mama i ja. Gdy tylko wysiadłam z auta, zaatakowało mnie stado nieznośnych much. Na głowę przywdziałam mało twarzową siatkę, drugą wręczyłam mamie i ruszyłyśmy na długi spacer, szukać magii Uluru. Znalazłyśmy ją. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

krakow

Tata…

Pociąg jechał jednostajnie, a za oknem przewijały się wiosenne krajobrazy. W każdym z tych kadrów udało się mi wypatrzeć odrobinę egzotyki. Po raz pierwszy poczułam się w Polsce jak turystka, turystka ciekawa świata, a odkrywać go miałam razem z tatą. Jechaliśmy do Krakowa, tylko we dwoje. Pamiętam jak pędziliśmy na spotkanie z walizką pełną książek, która ledwo dawała radę na brukowanych chodnikach. Pamiętam, jak piliśmy poranną kawę i zagryzaliśmy bajglem z twarożkiem. Na Wawelu złapał nas deszcz. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

Druga książka…

„Chcielibyśmy podpisać umowę na drugą książkę.”, przeczytałam w mailu od wydawnictwa. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

morze-na-hawajach

Niespodzianki…

W tym całym zamieszaniu złapałam na moment uwagę wszystkich gości. Happy Birthday rozbrzmiało ponad muzykę grającą z głośników, a zawtórowało mu Sto Lat. Sam zdębiał na widok dwóch wielkich kartonów z kokardą, a gdy zobaczył zawartość, w oczach zaświeciły mu się iskierki. Od tej chwili miał już nową, ulubioną zabawkę – drona. Ten grupowy prezent był najlepszą niespodzianką. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

w-san-francisco

Drzemka w parku…

Byliśmy nieprzytomni. Nocny lot zamiast noclegu w hotelu był jednak głupim wyborem. Usnęliśmy na trawniku w parku niedługo po dziewiątej rano. Rozbudził nas niesforny pies, który przebiegł mi po brzuchu. Dopiero wtedy, gdzieś tam między budynkami i wzgórzami, ujrzałam most Golden Gate. Nagle byliśmy w San Francisco. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

Ciociu…

„Kajtek, a jaki jest Twój ulubiony przedmiot?”, spytałam mojego ośmioletniego siostrzeńca. „Angielski. Bo wiesz ciociu, jak już przyjadę do Ciebie, do tej Australii, to będę mógł się dogadać”, odpowiedział zupełnie serio. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

Wino na golasa…

Wszyscy chodzili na golasa, a my przykryte lekko ręcznikami siedziałyśmy w kącie, popijając białe, chłodne wino. Z saun buchało przyjemnie powietrze, a za oknem lał nieprzyjemny deszcz. Potem zamówiłyśmy drugą butelkę. I mimo, że SPA w Kluczborku raczej rozczarowuje, bawiłyśmy się z siostrą doskonale. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

Przyjaciele na Tasmanii…

Tym razem grudzień to było lato, przynajmniej w założeniu. Na Tasmanii prószył śnieg. Po przytulaniu wombatów, pozostało nam się skryć w małej chacie, napalić w kominku i rozmawiać. Długo rozmawiać, ze starymi przyjaciółmi, których mam chyba od zawsze i tymi zupełnie nowymi, którzy pojawili się w moim życiu całkiem niedawno. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a z drugiej strony, jakby to było wieki temu…

koniec-roku-na-koncu-swiata

Ostatni zachód słońca…

Mocno zawiało, a słońce wreszcie wyjrzało zza długiej chmury, która niezgrabnie przecinała je na pół. „Kocham Cię”, szepnęłam w myślach, a może na głos. Sama już nie wiem. To był ostatni zachód słońca tamtego roku. Byliśmy na końcu świata, na półwyspie Leewuin, gdzie łączą się dwa oceany. Szybko zrobiło się fioletowo, a porządku strzegła smukła latarnia. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj…

To tylko niektóre z tych zwykłych, a zarazem niezwykłych momentów, które utkwiły w mojej pamięci i które chciałabym w niej zatrzymać.

Ale obok tych cudownych chwil, pojawiły się też te zepsute chwilową złością, gorszym dniem, pojawiły się niepotrzebnie wypowiedziane słowa i sprowokowane dyskusje, za które tak zwyczajnie, po ludzku jestem na siebie zła. Bo po co samemu dosypywać to ziarnko goryczy do przyjemnej codzienności? Po co rzucać wobec kogoś złe docinki, po co się denerwować, brnąć, upierać. Po co tak biec? No po co?

Z roku na rok jestem coraz bardziej refleksyjna nie wobec innych, ale wobec samej siebie. Mam nadzieję, że 2017 nauczy mnie jeszcze więcej. I tego samego życzę wam.

I poziomek też (w Australii nie mamy).

poziomki

A jakie momenty zostały w waszych sercach?