Uwierzycie? Boję się latać. Z wiekiem coraz bardziej. Siedzę teraz w samolocie z Melbourne do Brisbane i myślę sobie, że to dobry czas żeby podzielić się przedstawić wam mój Strach. Strach przed lataniem. Poznajcie się. Oto Strach.

STRACH PRZED LATANIEM

Strach przed lataniem

Pierwszy raz leciałam samolotem, jak miałam chyba trzy lata. Mała blodyneczka z mamą i starszą siostrą pojechały w odwiedziny do cioci. Lot z Warszawy do Frankfurtu. Oczywistym jest, że nic nie pamiętam, nie wiem czy się bałam, wiem tylko z opowieści mojej siostry, że zderzyłam się ze szklaną ścianą i nabiłam guza. Oto moje wspomnienia zbudowane na wspomnieniach innych. Wstyd!

Potem trochę latałam, raczej na krótkich dystansach, nie do końca świadoma zagrożeń, ale zawsze zaniepokojona startem i lądowaniem. Na samą myśl ciarki przebiegają mi po plecach. Ten niepokój pogłębiał się, rósł w siłę, nie podlegał regule „przyzwyczaję się” i urósł to wielkich rozmiarów.

Gdy kupiłam bilet dookoła świata, w który wliczało się 16 startów i 16 lądowań, pomyślałam sobie „Dam radę. Przecież to w końcu musi zamienić się w najzwyczajniejszą rutynę.” Nic bardziej mylnego. Nie wiem, gdzie ja miałam głowę. Nie zmieniło się nic. Wręcz odwrotnie. Z każdym lotem kolega Strach robił jeden krok więcej w moim kierunku. Robił podchody. I robi do dziś.

Czekam na samolot pozytywnie podekscytowana kolejną podróżą, daleką czy bliską przeprawą. Jestem zupełnie wyluzowana. Check-in, nadany bagaż, karta pokładowa w ręku, odprawa, kieliszek dobrego wina, siku i oczekiwanie. Czas wolno leci, a ja czekam. W tej chwili jeszcze niecierpliwie. Potem patrzę ze zdziwieniem na wszystkich tych, którzy stoją w kolejce do wejścia na pokład. „Ludzie, przecież i tak się zmieścicie”, myślę sobie. Ja wstaję ostatnia i idę, jakby na pociąg. Wszystko gra. Wrzucam torbę na górę, rozsiadam się wygodnie w fotelu i… wtedy się zaczyna.

Stewardesa czyta instrukcje, zapala się lampka „zapiąć pasy”, wyłączamy telefony, dzieci zaczynają krzyczeć. Maszyna powoli toczy się po betonowym pasie. „Tu dum, tu dum, tu dum”. Silniki groźnie warczą. Jest coraz głośniej, a krajobraz za oknem przyspiesza. Kilka dziwnych dźwięków, zatkane uszy, spocone dłonie, zamknięte oczy i proszenie w myślach, żeby znowu się udało. Ściska mnie w żołądku, coraz trudniej przełykać ślinę, zaczynam nerwowo obgryzać paznokcie. Jeden za drugim. Drapię się po czole, sama trzymam się za rękę, zagryzam dolną wargę. Strach szepcze mi do ucha „Bój się, bój się”.

Staram się skupić na czytaniu, albo usnąć, ale nie wychodzi. Mam wrażenie, że kiedyś przychodziło mi to nieco łatwiej. Usypianie w sensie. Dziś nie wychodzi. Nie mogę spać. Coś trzęsie, coś stuka i nieśmiało hałasuje, samolot lekko opada w dół, a potem wpada w delikatne turbulencje. Ty nie możesz zrobić nic. I to jest najgorsze. Jesteś, jak sardynka w puszce, zależny od innych w stu procentach. Nie możesz powiedzieć „Wysiadam!”. Nie wysiadasz. Nie ważne, czy się boisz czy nie. Jesteś uwięziony. Ktoś odbiera ci wolną wolę. Niezależność. Twoje życie jest w rękach, tego pana za sterami (zazwyczaj przystojnego zresztą). Myślisz sobie, co ja zrobię, jak wypadną maski tlenowe, albo jak będzie awaryjne lądowanie?! Nie dożyłabym chyba, moje serce pękło by ze strachu już podczas spadania. Już teraz bije, jak szalone.

Rozglądam się nerwowo wokół, zerkam na Sama z nadzieją na uspokojenie. Nie reaguje. To dobrze, znaczy że nic złego się nie dzieje.

Qantas samolot

Bo, żeby było śmieszniej, to Sam naprawia samoloty. Tak. Skręca, rozkręca, zmienia kabelki i takie tam. Wszystko wie. Więc sytuacja wygląda tak – ja latam dookoła świata, bojąc się latać (wariatka pomyślicie), a na drugim jego końcu znajduję chłopaka, który samoloty naprawia. I nadal się boję. O ironio. „On naprawia samoloty, którym boi się latać ona”, napisała kiedyś o nas na swoim blogu Iga. Tak jest. To Strach, którego nie mogę się pozbyć. Jest brzydko mówić, jak wrzód na dupie. Nie mogę się też z nim zaprzyjaźnić. Zazwyczaj nie mam problemu z nawiązywaniem nowych znajomości, ale z panem Strachem jakoś nam nie po drodze.

A wiecie, czego się boję najbardziej? Że kiedyś mój strach przed lataniem, wygra z uwielbieniem do podroży. I to będzie prawdziwa katastrofa.

Macie jakieś sposoby na strach przed lataniem?