North Stradbroke Island jest wyspą położoną niedaleko Brisbane. Nie trąbi się o niej w przewodnikach. I dobrze! Dzięki temu mamy ją tylko dla siebie.

Plaża Straddie

North Stradbroke Island

Pojechaliśmy na kemping. Był długi weekend, australijskie Święto Pracy, trzeba to było wykorzystać. Co prawda nie brakuje nam zajęć, mamy dom do malowania, framugi do założenia, pomidory pod opieką, ale takiej okazji nie można było przepuścić, bo o wyspie North Stradbroke słyszeliśmy za dużo dobrego. Wieloryby i koale są numerem jeden. To wyspa, gdzie można w naturze zobaczyć wiele australijskich zwierząt. Więc, gdy znajomi pytają czy jedziemy, to długo się nie zastanawiamy. Zresztą na podróże zawsze jest czas.

North Stradbroke Island jest wyspą położoną niedaleko Brisbane (należy do Moreton Bay Marine National Park, ale promy odpływają tam ze znajdującego się nieco na południe od miasta, Cleveland. Bilet dla pojazdu i pasażerów kosztuje w sumie ok. $140 w dwie strony. Bilet osoby na tzw. taksówkę wodną ok. $15 w jedną stronę.

Pakujemy więc zabawki (łóżko, pościel, garnki) do naszego białego seksi vana zwanego Billym i wypływamy w ten krótki rejs. Przeprawa trwa jakieś 45 minut i raz dwa jesteśmy na miejscu. Obyło się be choroby morskiej. Uff!

Home Beach

Obóz rozbijamy na Home Beach Camping, koło plaży… Home Beach (zaskakująca zbieżność nazw, czyż nie). Pierwsze wrażenia mamy… słabe, bo miejsca bez prądu, a takie wybraliśmy, znajdują są tuż przy drodze (na szczęście niezbyt ruchliwej). No i co robimy? Co można robić na kempingu – pijemy piwo i odganiamy się od komarów.

Point Lookout Walk

Point Lookout

A rano wsiadamy na rowery i pedałujemy w poszukiwaniu wielorybów! Tak, wielorybów. I nie, nie na rowery wodne, tylko na takie zwykłe, drogowe. Jedziemy na punkt widokowy. Tysiące wielorybów długopłetowców (zwanych też humbakami) migruje, co roku między majem a lipcem wzdłuż wybrzeża wyspy Stradbroke na cieplejszą północ, w celach oczywiście prokreacyjnych. A potem, między sierpniem a listopadem, wracają z małymi (nie takimi małymi) na zimne południe. Wieloryby, jak wiadomo są wielkie i ciężkie (ważą ok. 30 ton i mają ponad 15 metrów długości), więc widać je podobno doskonale z miejsca zwanego Point Lookout. Lornetka i tak będzie przydatna, ale na „gołe” oczy też coś wypatrzymy. Pora to sprawdzić.

Na Point Lookout jest świetna trasa spacerowa. Na rowery się nie nadaje, bo są schody, więc rowery porzucamy przy krzaku i idziemy. Drewniany chodnik prowadzi tuż przy klifach, a potem zakręca wgłąb lądu, żeby wreszcie doprowadzić nas do głównej plaży (Main Beach). Co chwilę są przystanki, można usiąść na skałach i wypatrywać. Więc siadamy i wypatrujemy, a potem idziemy dalej i znowu siadamy, i nic. Wielorybów brak. Załamani sytuację gapimy się na surferów w milczeniu, a potem robimy odwrót na kemping. Przecież przyjechaliśmy tu dla wielorybów! Chyba będę płakać.

Amity Point

Po południu fundujemy sobie wycieczkę w drugą stronę i jedziemy na Amity Point (na wschodzie wyspy), tym razem samochodem. Oczywiście włącza mi się opcja zrzędzenia, że nie ma wielorybów, a miały być, że kangurów wcale też w tej Australii nie ma, nie wspominając o koalach, bo jeszcze żadnego na wolności nie spotkałam (o mojej miłości do tych zwierząt i narzekających babach już kiedyś pisałam tutaj).

koala z małym koalą

Koale na wolności

W ten zauważam samochód na poboczu drogi i kierowcę gapiącego się na drzewo. Krzyczę „STOP” i wyskakuję, jak poparzona. Wiem, wiem, co to będzie! Wiem, czemu ten pan się gapi na drzewo! Wiem, wiem, wiem! Zrzędzenie czasem na coś się zdaje (albo jestem wiedźmą), ale to koala! Jakby tego było mało to, to koala z małym koalą w torbie! Uwierzycie?

Po odstaniu 30 minut z głową zadartą do góry, jestem gotowa jechać dalej. Błądzimy, gdzieś między domami, a tu nagle co? Kangury! Proszę bardzo, worek ze zwierzętami się rozwiązał.

kangur na Straddie

Kangur, North Stradbroke Island

Trzecie w kolejce są delfiny. Okazuje się, że przy pomoście na Amity Point karmi się każdego wieczoru.

Uradowani wracamy na kemping i dzielimy się niezwykłymi przeżyciami z naszymi współtowarzyszami. Ci pozostają niewzruszani, ponieważ… widzieli dziś 7 wielorybów, 4 delfiny i 3 żółwie. Życie jest niesprawiedliwe.

Budzimy się z nadzieję na lepszy dzień, może dziś się uda, może będą wieloryby. Mamy plan iść śladami współtowarzyszy szczęściarzy i udać się na Point Lookout popołudniu, bo wczorajsza poranna wizyta na nic się nie zdała. Czas do popołudnia zabijamy bycząc się na plażach.

Julia and North Stradbroke Island

Wszystkie plaże

Plaża pierwsza: Home Beach; tuż przy naszym kempingu. Jest szeroka, nieco dzika i niestrzeżona, więc kąpiele są na własne ryzyko. To plaża raczej na spacery z psem lub bez psa, poranne bieganie, czy wieczorne piwo.

Plaża druga: Cylinder Beach; najbardziej popularna plaża na kąpiele. Jest strzeżona i dosyć mocno zaludniona. Dzieci, rodzice, dzieci, dzieci i sprzedawca lodów. Pięciu ratowników i żółtoczerwone flagi. Pamiętajcie, in Australia we swim between the flags! Inaczej może Was zjeść rekin (co jest mało prawdopodobne), albo porwać prąd, czyli tzw. RIP (co jest bardzo prawdopodobne, szczególnie jak się jest nieświadomym turystą). Australijskie prądy wodne są dość niebezpieczne i występują praktycznie na każdej plaży. Wyobraźcie sobie wzburzony ocean pełen fal, dużych, mocno załamujących się fal. Pomiędzy tymi falami jest miejsce spokojne, gdzie fal nie ma. Gdzie idziecie pływać? No tam, gdzie woda wydaje się bardziej przyjazna przecież! I wtedy właśnie stajecie się ofiarami niebezpiecznego RIP’u. Jeżeli zdarzy Wam się w taki wpaść, wciąż możecie się wydostać, chociaż będzie Was to kosztować sporo wysiłku. Wystarczy podobno płynąć wzdłuż brzegu, a nie do brzegu, a na patrolowanych plażach podnieść rękę do góry i liczyć na szybką reakcję australijskiego Davida Hasselhoffa.

Plaże trzecia i czwarta: Deadman’s Beach i Frenchman’s Beach, położone pomiędzy Cylinder Beach a Point Lookout. Zdecydowanie nasze ulubione! Dzikie i niestrzeżone, więc raczej na plażowe lenistwo i pluskanie się w wodzie niż na kąpiele. Brzeg jest miejscami kamienisty, potem pojawiają się klify. W międzyczasie mamy wielką wydmę, na której można uprawiać tzw. sand boarding. Co chwilę są małe oczka wodne utworzone dzięki porozrzucanym skałom, kraby spacerują leniwie, a tuż pod powierzchnią wody (oczywiście krystalicznej) bawią się ławice kolorowych ryb.

Plaża piąta: Main Beach, największa i uwielbiana przez surferów. Patrolowana, chociaż często zamykana ze względu na zdradliwe prądy. Długa, szeroka i piękna. Podczas spacerów na Point Lookout mamy na nią bajeczny widok z góry, zarówno nocą, jak i za dnia. To tu czeka na nas kolejna przygoda…

Main Beach Straddie

Main Beach, North Stradbroke Island

Main Beach i foka

Siadamy na skałach zaraz przy Life Saving Club, tuż nad Main Beach. Gapimy się w ocean wypatrując wielorybów. Powoli zbliża się 14:00, więc nadzieja budzi się do życia. Zafiksowani na wielorybach nie zauważamy… wylegującej się tuż koło nas foki! Pięknej, słodkiej, najwspanialszej foki (chyba kiedyś otworzę zoo).

Nie miałam pojęcia, że w foki lubią się opalać, myślałam że są raczej zimnolubne, a tu proszę – taka niespodzianka. Foka, jak doświadczona plażowiczka, zażywa w międzyczasie orzeźwiających kąpieli, bawiąc się uroczo wśród fal, a my obserwujemy z uśmiechem. Cudowny widok!

I wtedy dowiaduję się kolejnej rzeczy o fokach. I o rekinach też. Człowiek żył w nieświadomości przez 30 lat…

Foka na Stradbroke Island

Dlaczego rekiny atakują surferów?

A no podobno dlatego, że ci ubrani w czarne pianki przypominają foki, a rekiny fokami się żywią. Zagadka życia rozwiązana! Wiedzieliście? Mam nadzieję, że naszej pięknej, słodkiej, najwspanialszej foczki żaden drań nie ruszy. Wara!

Na wyspie jest jeszcze sporo innych plaż, ale w większości dostępne są tylko autem z napędem na cztery koła. Będziemy musieli tu wrócić, gdy wejdziemy w posiadanie takiego, bo ta wyspa wyjątkowo przypadła na do gustu.

wieloryby

Wieloryby

Teraz pora na podejście numer dwa do wypatrywania wielorybów. Jest koło 16:00, może dzisiaj się uda. Łazimy od punktu do punktu na Point Lookout, szukając szczęśliwego miejsca. Zaczyna się dobrze, bo po 5 minutach natrafiamy na delfiny. No a potem, proszę ja Was, długo wyczekiwane wieloryby. Są i one. W oddali, ale wystarczające wielkie, żeby dostrzec je z brzegu. Skaczą wysoko, żeby opaść gwałtownie w czeluście oceanu. Jeden za drugim, kolejny i jeszcze jeden, cała rodzina wielorybów. Poziom hormonu szczęścia osiąga maksimum.

Czy weekend na North Stradbroke Island zaliczamy do udanych? Bardzo! To był weekend pod hasłem „zwierzęta”. Nie udało nam się jedynie zobaczyć żółwi, ale jak to się mówi, co się odwlecze… Na pewno tu jeszcze wrócimy. Aż zamarzyło mi się tu zamieszkać, bo widoki są najlepsze. Wpiszcie tę wyspę na listę „must see” w Australii, zaraz obok Rottnest Island.

Domy w Australii