Road trip wschodnim wybrzeżem, z Brisbane do Sydney, czyli tzw. Legendary Pacific Coast, to jeden z najsławniejszych i najbardziej popularnych australijskich road tripów.

I słusznie, bo na tym 900 km odcinku są zarówno piękne plaży, pachnące lasy deszczowe, nie byle jakie winiarnie, góry, pola i jeziora. W jednym miejscu są tłumy kangurów, w innym tłumy turystów, więc każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno ci, którzy pragną ciszy, jak i ci, którzy szukają rozrywki.

Trasę tę najlepiej pokonać swoim własnym autem, śpiąc czasem, gdzie popadnie i mając wolność wyboru, a na przejechanie jej trzeba poświęcić co najmniej tydzień, ale i przez miesiąc człowiek nie będzie się tu nudził. Gdzie zacząć, co zobaczyć, jakich miejsc nie ominąć – oto moja lista.

8 miejsc, które musisz zobaczyć na trasie z Brisbane do SydneyNatural Bridge

1. Springbrook National Park i droga przez parki

W stronę Sydney, z Brisbane, można wyruszyć na dwa sposoby. Można jechać wybrzeżem przez Gold Coast, ale można też rzadziej uczęszczaną drogą, w głębi lądu. Ta jest, moim zdaniem, dużo atrakcyjniejsza! Plaż, ładniejszych niż te na Gold Coast, będzie na trasie sporo, ale górskich, zielonych zakamarków takich, jak te w Springbrook National Park,nieco mniej.

Wijąca się, jak serpentyna droga, sama w sobie jest przepiękna. Wokół rozległe farmy, skryte w lasach wodospady, stare, dawno wygasłe wulkany i dzikie zwierzaki wszelkiego rodzaju. W samym Springbrook National Park, najbardziej znanym miejscem jest tzw. Natural Bridge – niezwykła jaskinia z dziurą w dachu, czyli geologiczna struktura, stworzona przez wodę, która miliony lat przelewała się przez bazaltowe sklepienie. Woda jest krystaliczna, a na ścianach obok żyją wielodzietne rodziny robaczków świętojańskich. Dziś, jaskinię przyozdabia dodatkowo, powalone drzewo. Jest prze-pięk-nie!

Tuż obok parku Springbrook, jest Lamnigton National Park, fantastyczne miejsce, gdzie śmiało można spędzić więcej niż weekend. Dalej na południe jest góra Warning (o której więcej możecie przeczytać tutaj), czyli wspomniany wyżej stary wulkan. A potem są jeszcze Mount Jerusalum National Park i Nightcap National Park – obydwa pełne tajemnic i niespodzianek, takich jak np. pasące się na polu wielbłądy.

Hipiski w Nimbin2. Nimbin

Nimbin to Amsterdam Australii. Jakie macie skojarzenia? Jointy, dredy, marihuana? Bardzo trafnie zatem. Nimbin jest skrytym wśród zieleni hipisowskim miasteczkiem, które z nieznanych nam powodów, funkcjonuje tak, jak funkcjonuje. Marihuana jest w Australii nielegalna, ale tu, jakby wszyscy przymykają na to oko. Nimbim jest kolorowe, pełne sztuki, ma cudowny targ wypełniony po brzegi świeżymi owocami i wiecznie uśmiechniętych ludzi. Żyć nie umierać! Więcej o tym niezwykłym miejscu, możecie przeczytać tutaj.

Do Nimbin dojedziemy, jadąc przez opisane wyżej parki, w głębi lądu, a stamtąd można odbić już w stronę wybrzeża, do Byron Bay.

Dowiedz się więcej o Nimbin!

Surferzy w Byron Bay

3. Byron Bay

Niektórzy mówią, że Byron Bay jest przereklamowane i pewnie sporo w tym prawdy. Ale ja i tak je lubię! Byron to osada surferów, pełna dobry knaj, drinków, kawy i odrobiny lansu. Są oryginalne sklepiki, księgarnie zapchane świetnymi książkami i prężnie działające szkoły nurkowe. Byron Bay jest chyba bardziej młodzieżowym miasteczkiem, sama nie wiem, ale wiem że w Byron nie można się nudzi, nawet jak pada deszcz.

A do tego wszystkiego w Byron jest latarnia morska, położona na najbardziej wysuniętym na wschód koniuszku Australii. Do Cape Byron Lighthouse prowadzi niezwykle urokliwa ścieżka, Z jednej strony skaczą urocze kangury, z drugiej surferzy ujarzmiają fale.

W Byron zawsze coś się dzieje – są festiwale, markety, przedstawienia – koniecznie sprawdźcie miejscowy kalendarz.

Coffs Harbour

4. Coffs Harbour

Coffs Harbour leży w połowie drogi między Brisbane a Sydney i jest dość sporym miasteczkiem, zachowując przy tym urok. To tu jest podobno najbardziej optymalna pogoda w całej Australii, nigdy nie jest za gorąco, nigdy nie jest za zimno, nie zdarzają się tu też raczej niebezpieczne zjawiska pogodowe.

Fragment oceanu, z którym styka się Coffs, zachwyca. Plaże są długie, woda umiarkowanie ciepła,  fale zachęcają do surfingu. Tuż przy brzegu można wypatrywać swawolnych delfinów, a w oddali wielorybich migracji.

W Coffs jest, co zwiedzać i jest jak żyć. Jest miasto i jest natura, a jakby tego było mało, jest też wielki banan i bananowe plantacje.

wodospad Dangar

5. Dorrigo National Park

Dorrigo National Park to ‘must see’. Bez przystanku tam, nie wracajcie do domu! Dorrigo to łatwo dostępny z Coffs Harbour las deszczowy, ze świetnie przygotowanymi do spacerów ścieżkami. W lesie pachnie wilgocią, ptaki świergolą w buszu, jaszczurki migiem przebiegają pod stopami, a wąż syczy, gdzieś w oddali. To natura w 100%.

Chodź na specer do Dorrigo National Park i sprawdź, co można robić w Coffs Harbour!

Trial Bay Goal

6. South West Rocks

South West Rocks to bez dwóch zdań moje ukochane miejsce na wschodnim wybrzeży Pacyfiku. Jest tam piękna zatoka z turkusową, spokojną wodą. Jest stare więzienie położone tuż przy brzegu, Trial Bay Goal. Jest kemping pod murami obronnymi, w towarzystwie kangurów. I jest magiczna latarnia morska, Smokey Cape Lighthouse! South West Rocks to idealne miejsce na dłuższy przystanek. Miasteczko samo w sobie jest niewielkie i nie bardzo ma się, gdzie rozrastać, ale znaleźć tu można wszystko czego dusza zapragnie.

Seal Rocks Lighthouse

7. Seal Rocks

Seal Rocks to mała wioska rybacka, w której czas dawno się zatrzymał. Jedyne, co można tu robić to plażować, łowić ryby, pływać na desce i nurkować. Nuuuuda! Ale za to, jaka przyjemna. Seal Rocks jest idealnym miejscem na kemping i na spacery też, bo obok jest… kolejna, bajkowa latarnia morska. Sugarloaf Point Light, zwana także Seal Rocks Lighthouse, to wciąż działająca latarnia i noclegownia jednocześnie – są tu piękne, białe chatki do wynajęcia. Aż się chce zostać na dłużej.

Więcej o naszych wrażeniach z okolic możecie poczytać tutaj

czekając na zachód

8. Munmorah State Conservation Area

Munmorach State Conservation Area jest raczej omijany, bo podobo potrafią być tu tłumy. Pewnie tak, bo miejsce jest świetne, więcej żeby uniknąć rozczarowania, lepiej przyjechać w tygodniu. Plaże są puste, usłane miękkim piaskiem, płynnie łączącym się z szerokimi wydmami. Wszędzie pachnie eukaliptusem, a kolorowe papugi przesiadują na każdym drzewie. W Munmorach, jeśli nie na noc, warto się chociażby zatrzymać na pikinik.

Do Munmorach State Conservation Area trafimy tylko wtedy, kiedy zamiast wygodnej, autostradowej drogi z Newcastle do Sydney, wybierzemy tą biegnącą między oceanem a jeziorami. Widoki – pierwsza klasa! Będzie dłużej, fakt, ale czasem musi być dłużej, żeby było przyjemniej.