Ubezpieczyciel raczej woli doić, niż być dojonym.

Ta przeklęta przepychanka z ubezpieczycielem ciągnęła się ponad dwa lata. Żałosne. Odmowa za odmową, a ja nadal swoje, bo wiem że mam rację! Twardo, chociaż momentami chciałam odpuścić. Na szczęście upór wziął górę, a ubezpieczyciel się nawrócił. Cud! Tylko, że zapomniał o słowie przepraszam…

O tym, jak odzyskałam odszkodowanie…

Kilka dni temu, sprawdzając stan mojego polskiego konta, natknęłam się na dziwną transakcję, która ów stan trochę zawyżyła. Hura. Na moje konto wpłynęło prawie 3 tysiące złotych. Nic tylko się cieszyć. Zaczęła jednak nerwowo przeglądać historię, szukając czegoś, o czym może zapomniałam. I co się okazało? Że nadawcą przelewu jest firma Compensa Vienna Insurance Group, czyli mój nieszczęsny ubezpieczyciel z podróży dookoła świata.

Przez prawie trzy lata walczyłam z nimi o wypłatę odszkodowania (całą historię możecie przeczytać tutaj – ku przestrodze). Dostawałam odmowę za odmowę, jedną za drugą, bezdyskusyjnie, chyba z dziesięć razy. A tu nagle taka niespodzianka.

Co się stało Szanowna Compenso, że po stanowczych odmowach, nastąpiła zmiana frontu?

Następnego dnia moja mama odebrała z poczty zaległy polecony. Oczywiście, firmy Compensa nigdy nie było stać na znaczki do Australii, więc listy przychodziły na adres moich rodziców (mamo, chyba powinnam odpalić Ci procent za te przymusowe spotkania z listonoszem). Polecony został nadany kilka dni przed dokonaniem przelewu, a w nim informacja:

„[…] po zapoznaniu się z pełną dokumentacją uzyskaną z Europ Assistance Polska  Sp. z o.o oraz po uwzględnieniu argumentacji przesłanej w pismach Rzecznika Ubezpieczonych uznano, że późniejsze wykonanie badań zleconych przez lekarza na konsultacji 11 grudnia 2012 r., nie może zostać uznane jako koszt przekraczający zakres niezbędnej pomocy medycznej umożliwiający powrót do Rzeczpospolitej Polskiej”, podpisano Kierownik Departamentu Likwidacji Szkód.

To argumentacja zupełnie przeciwna tej przedstawianej przez ubezpieczyciela wcześniej, mówiącej że zakres pomocy niezbędnej ZOSTAŁ przekroczony. W końcu tylko krowa zdania nie zmienia, a ubezpieczyciele to raczej doją, a nie są dojeni.

Jednak nie trzeba było być geniuszem, żeby te wnioski wyciągnąć po pierwszym, przesłanym przeze mnie odwołaniu. Serio. Żadne nowe fakty w tej jakże podejrzanej sprawie, w której podróżująca dziewczyna, posiadająca najwyższy pakiet ubezpieczenia, trafia do szpitala, zarażona niezbyt przyjaznymi bakteriami i zostają jej wykonane TYLKO podstawowe badania, które robi się każdej osobie pojawiającej się na ostrym dyżurze z ostrymi bólami brzucha, nigdy się nie pojawiły. Śledztwo-było-zbędne.

Żeby Szanowne Kierownictwo firmy Compensa doszło jednak do tego niezwykłego wniosku, potrzeba było dwóch lat i ingerencji Rzecznika Ubezpieczonych, kilkukrotnej zresztą. To chyba dobre miejsce, żeby powiedzieć dziękuję – Dziękuję Panie Rzeczniku za pomoc i wytrwałość, bo bez tego moja sprawa zginęłaby pewnie w stosie innych, niesprawiedliwe odrzucanych przez Compensę.

Oczywiście w wyżej wspomnianym poleconym nie ma słowa przepraszam, bo za co tu przepraszać? Za niekompetentnego współpracownika, jakim jest firma obsługująca Compensę, Europ Assistance Polska Sp. z o.o? A może za mój przecież nic nieznaczący, zmarnowany na pisanie tych cholernych odwołań, czas? Albo za czas Pana Rzecznika i kilkudziesięciu osób, które zapewne pracowały nad moją sprawą? Za stres, który pewnie przyczynił się do wyhodowania wrzodów na moim żołądku, też nie ma po co przepraszać, co nie?

Rodzice mnie uczyli, że nie wystarczy przyznać się do błędu. Jak się go popełni, to trzeba powiedzieć I’m sorry. Widocznie pracownicy firmy Compensa funkcjonują w świecie bez dobrych manier. Ślę wyrazy współczucia.

Ale wiecie, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Serio, strasznie mnie to bawi. Ta przeklęta przepychanka była o niecałe 3 tyś. zł. Uwierzycie? To grosze, w kwestiach ubezpieczeń i ubezpieczycieli, kwota naprawdę niewielka. Niewielka tym bardziej, że za ubezpieczenie (dumnie nazywające się Compensa Voyage, którego zdecydowanie powinniście unikać) zapłaciłam 4 tyś. zł. To więcej niż kwota odszkodowania! Firma Compensa nie musiała dołożyć do moje sprawy złamanej złotówki, tylko oddać mi to co niefortunnie w nią zainwestowałam.

Nie miała na tyle honoru.

O moich perypetiach z Compensą możesz przeczytać tutaj