Manado to miasto na północy wyspy Sulawasi, doskonały punkt startowy do zwiedzania Półwyspu Minahasa, półwyspu z naturą i kulturą do zaoferowania.

Upał. To, co przywitało nas na lotnisku w Manado, to upał, zaduch, powietrze, z którego można by pewnie wyżymać wiadro wody. Pora deszczowa na wyspie Sulawesi miała skończyć za kilka dni, ale, mimo że nie padało, jej obecność wciąż było czuć przy każdym oddechu.

W tym upale przepychali się ludzie, taksówkarze coś tam pokrzykiwali, jeden trąbił na drugiego i zaraz odjeżdżał z nowym klientem. Trudno było odnaleźć namiastkę błogiego lenistwa, ale czy powinniśmy się dziwić?

DCIM103GOPRO

Manado, Północne Sulawesi

Manado to miasto na północy wyspy Sulawasi, prężna stolica prowincji North Sulawesi. Miasto tłoczne, zapracowane i zbytnio żwawe. Doskonałe za to jako punkt startowy do zwiedzania Półwyspu Minahasa, na którym leży, półwyspu z naturą i kulturą do zaoferowania.

Jego nazwa pochodzi od ludności Minahasa, najliczniejszej grupy etnicznej zamieszkującej okolicę od tysięcy lat – ludzi uśmiechniętych od ucha do ucha.

Waruga Archeological Park

Wąskimi uliczkami, na których skraju czuwają palmy i liczne kościoły, a dzieciaki grają w piłkę dziurawym kokosem, jedziemy do wioski Sawangan, położonej jakieś tdwadzieścia kilometrów od miasta. Jedziemy na cmentarz.

To tu można zobaczyć stare, kamienne sarkofagi – tzw. groby waruga.

– Chowali w nich zmarłych w pozycji embrionalnej. Wierzyli, że musimy odejść z tego świata tak, jak na niego przyszliśmy – opowiada Steven, nasz lokalny przewodnik. – Groby ustawiali przodem do wschodzącego słońca, możecie wyobrazić sobie ten wszechobecny smród?

Groby Waruga rzeźbienia

To między innymi z tego powodu, w 1828 roku, holenderscy kolonizatorzy zakazali tej formy naziemnych pochówków. Dziś, wszystkie warugi, które przetrwały próbę czasu, można oglądać w Sawangan, na końcu wioski, u stóp otaczających pagórków. Są zabytkiem na skalę światową i od dwudziestu lat widnieją na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

W tym miejscu nie ma zbytniej zadumy. Lokalne dzieciaki nie odpuszczają nam zaczepnych spojrzeń. Uśmiechają się i zaraz znikają za zakrętem. Z jednej strony wstydzą się przywitać, z drugiej chcą być blisko. Widać od razu, że turyści to tu wciąż atrakcja.

Dzieciaki na cmentarzu Waruga

– Czy tu serio na, co drugiej posesji stoi kościół, albo krzyż? – pytam trochę sama siebie, gdy ruszamy w dalszą drogę, bo w sumie od rana mnie to zastanawia. Kościół za kościołem, wielkie, potężne, rzucające się w oczy, a jak nie kościół do krzyż, często oświetlony ledowymi lampkami, co dodaje szczyptę kiczu.

Cała Indonezja jest krajem w większości muzułmańskim, prawie dziewięćdziesiąt procent ludności deklaruje Islam, jako swoją religie. Jednocześnie jest krajem z największą populacją Muzułmanów na świecie. Podobnie jest na wyspie Sulawesi, ale tu, obok Muzułmanów, żyje sporo Chrześcijan, głównie Protestantów, oraz zwolennicy kilku innych religii. Żyją obok siebie, w totalnej zgodzie, ale o tym mieliśmy przekonać się później…

Jezioro Tondano

W drodze do celu, czyli The Hill of Love, zatrzymujemy się nad jeziorem Tondano – największym w tej części wyspy. Prowadzi do niego kręta droga przez skromne mieściny, w których niejednokrotnie konne powozy wciąż zastępują auta. Pomiędzy nimi jednak nie brakuje, pędzących na łeb na szyję, skuterów. Im wyżej, tym widoki lepsze, wokół widać szczyty gór.

Domy na jeziorze Tondano

restauracja na jeziorze Sulawesi

A na brzegu: domy, farmy rybne, uprawy roślin wodnych, restauracje. W jednej z nich, osadzonej na bambusowej konstrukcji, zatrzymujemy się na lunch. Nazywa się Astomi Restaurant i serwuje najlepszą grillowaną rybę, jaką jadłam podczas tej wyprawy – waku waku bolanga. Do tego, obowiązkowo, miejscowy Sambal, czyli sos chilli według przepisu ludzi Minahasa. Parzy.

Wzgórze Miłości, czyli Bukit Kasih

Gdy docieramy na Bukit Kasih, czyli na Wzgórze Miłości (The Hill of Love), zaczyna kropić. Wilgoć wzmaga tylko nieprzyjemny zapach siarki unoszący się wokół. To wciąż aktywny teren, gdzie można zażyć leczniczych kąpieli i masaży, ale przede wszystkim można odpocząć, bo w powietrzu wisi swoistego rodzaju spokój. Bukit Kasih od zawsze było ważne dla grupy Minahasa, której motto życiowe brzmi „Torang Samua Ba’saudara”, czyli „Jesteśmy Rodziną”.

Bukit Kasih

W 2002 roku powstało tu tzw. centrum duchowe – miejsce, gdzie zwolennicy wszystkich religii mogą modlić się i medytować wśród mglistych wzgórz. Obok siebie stoją kościoły, świątynie i meczety. Miejsce ma pokazywać, że niezależnie od tego w co i jak wierzymy, możemy żyć w zgodzie, nie tylko koło siebie, ale razem.

Wzgórze Miłości Manado

Setki stopni prowadzą na szczyt, to długa wspinaczka. Nie idziemy, przechadzamy się za to wokół (to i tak spory spacer), ale mimo, że idea tego punktu jest szczytna, nie odnajdujemy w nim magii. Smród to jedno, do tego śmieci, bezdomne psy i miejscowi z sowami zapętlonymi sznurkiem wokół nadgarstka, czekający na klientów pod Pomnikiem Tolerancji.

Przysłowiowy dolar za zdjęcie z sową. Takim atrakcjom mówimy NIE i z przyjemnością, po dniu pełnym wrażeń, wracamy do hotelu, odpocząć, popijając zimne piwo.

Na sen mamy zdecydowanie za mało czasu, bo z samego rana ruszamy popływać.

Wyspa Bunaken i nurkowanie

Manado to baza wypadowa na małą wyspę Bunaken, wokół której rozciąga się Bunaken Marine Park – coś pięknego dla tych, którzy lubią dać nura. Najlepsze warunki są tu między majem i sierpniem.

– Pamiętajcie, są dwa porty. Z jednego łodzie odpływają tylko podczas dobrych warunków pogodowych, z drugiego zawsze. Mimo, że tam jest oczywiście taniej, bo to transport dla miejscowych, nie radzę, bo warunki przerażają – ostrzega nas Steven.

Wypływamy z Dermaga Marina Plaza Manado, tego lepszego. Ale nawet nasza łódź, ta też niby lepsza, bezpieczniejsza, kołysze się nie tylko na falach. Ławka przywiązana jest kawałkiem sznurka, dziury połatane są już pewnie dziesiąty raz, w niczym nie przypomina to transporty dla turystów z naszych, europejskich, wyobrażeń.

Bunaken Island

Na horyzoncie sterczy góra, nad nią białe kłęby. Przy pierwszym spojrzeniu wyspę Bunaken można by pomylić z wulkanem, ale to tylko zabawne ułożenie chmur. Przeprawa zajmuje nam około czterdziestu minut, na chwilę zatrzymujemy się w małym porciku i z wypożyczalni bierzemy maski i płetwy, żeby chwilę potem zacumować w oddali.

Chyba nikt z nas niespodziewa się tego, co czeka pod powierzchnią wody. Ryby przepychają się jak na tłocznym targowisku, rozgwiazdy ledwo mogą znaleźć sobie miejsce pomiędzy barwnymi koralowcami – dawno nie widziałam tak żywej rafy koralowej jak ta.

DCIM103GOPRO

I nagle ona się urywa, turkusowa woda zmienia się w groźny granat, a z głębin wypływa on – dostojny, powolny żółw.

Śledzimy dobre kilkanaście minut, a on nie robi sobie nic z naszej obecności. Znika niespodziewanie.

My też musimy uciekać, bo na wyspie czeka na nas lunch, kokosy prosto z drzewa, świeże ryby i owoce morza, soczyste arbuzy i ananasy. Na wyspie jest kilka miejsc, gdzie można by zatrzymać się na dłużej i z przyjemnością kiedyś tu wrócimy, żeby po prostu odpocząć.

Tangkoko Nature Reserve i czarne makaki

Ostatnim miejscem, ktore odwiedzamy podczas tego kilkudniowego pobytu na północy Sulawesi, jest Tangkoko Nature Reserve.

– Daleko jeszcze? – ciśnie się wszystkim na usta, gdyż droga, którą pokonujemy nie chce się skończyć. Do tego powoduje ciarki, bo wisi nad urwiskiem, a jej nawierzchnia – martwi. Dziura za dziurą, wąskie gardło, deszcze, wreszcie skręcamy w prawo. Uff.

Idziemy przez gęsty las, trzymając się blisko przewodnika, który wyprowadza nas w krzaki, ledwo wydeptaną ścieżką. Nie ma płotków, wyznaczonych szlaków, jest nienaruszona natura i stado małp.

W parku Tangkoko żyją czarne makaki czubate, zwane też pawianami czubatymi – małpy endemiczne, które tu można spotkać w ich najprawdziwszym środowisku. Są sobą, nie krępują się naszą obecnością.

Czarne makaki Sulawesi

Iskają się, bzykają się, przytulają i przepychają. Jedna fuka groźnie, inna, z brzuchem do góry, leży na trawie. Młode urządziły sobie małpi gaj. I znowu dopada mnie ta przerażająca, a może olśniewająca myśl, ta sama, która wdarła się mi do głowy podczas pobytu w Ubud, na Bali, myśl o tym, że ich zachowania niezwykle często przypominają nasze…

Oprócz makaków, w Tangkoko żyją też wyraki upiory, malutkie stworki z wyłupiastymi oczami i długimi ogonami, które potrafią skakać między drzewami na odległość sześciu metrów. Dojrzeć je jest niezwykle trudno, bo chowają się w pęknięciach gałęzi, gdzie mają swoje domki. Z pomocą przewodnika udaje nam się znaleźć jednego. Jest przerażony tym, że przyszliśmy go oglądać. A może on ma po prostu taki wyraz ryjka?

Przygodę z Tangkoko Nature Reserve kończymy na czarnej plaży, Black Volcanic Beach, gdzie nieba zdecydowało być dziś różowe.

Czarna Plaża Tangkoko Nature Reserve

Na wyspę Sulawesi w Indonezji pojechaliśmy na zaproszenie Ministerstwa Turystki Indonezji wraz z grupą blogerów i dziennikarzy z Australii.

Naszym przewodnikiem i organizatorem na miejscu był cudowny Steven Menthol, który może pomóc w zorganizowaniu waszego wyjazdu w tych rejonach – stevenmenthol@rocketmail.com. Więcej o Północnym Sulawesi znajdziecie na oficjalnej stronie Wonderful Indonesia.

Sprawdź, co jeszcze zachwyciło nas na Sulawesi!