Czy mówiłam Wam kiedyś, że zabrałam w podróż misia? Takiego pluszowego, misia przytulaka, teddy bear’a, maskotkę. Dostałam go, kiedyś od siostry. Chyba zawsze był jednym z moich ulubionych pluszaków. I patrzył na mnie tymi wyhaftowanymi oczkami, i prosił „Zabierz mnie w podroż dookoła świata”, no to zabrałam. Jest miły i mały, dużo miejsca nie zajął.

WIJ Miś w podróży

Pomyślicie sobie pewnie: „Stara baba z zabawką. Wariatka!”. Trochę wariatka, a trochę w duszy dziewczynka. Dziewczynka przerażona, że przez kilka miesięcy będzie całkiem sama. A misia to można zawsze przytulić, pokazać mu nowe miejsca, wypłakać mu się w to drobniutkie ramie, pogadać też można i mieć go zawsze przy sobie.

Miś podróżnik przeleciał pół świata na gapę. Cwaniaczek. Biletu nie miał, tylko darmową miejscówkę w plecaku. A teraz szczęściarz wyemigrował do Australii. Ciepło mu i fajnie tu. Tylko jest jeden taki, co bywa o niego zazdrosny. Więc miś zamiast spać w łóżku, drzemie na szafce nocnej.

Ten mój miś to trochę taki „miś na szczęście”. Lubię go mieć przy sobie. Szczególnie w drodze.

A Wy macie coś, co zawsze zabieracie w podróż?