Każdego ranka budzą nas ciepłe promienie słońca przedzierające się przez nieszczelne zasłony i dochodzący z oddali szum morza. Każdego dnia na tajskiej wyspie Koh Samui dzień zaczyna się równie cudownie i beztrosko. Dziś jest niby tak samo, a jednak trochę inaczej. Słońce to samo, szum też podobny, ale z dźwiękami przyrody mieszają się dźwięki nadzwyczaj pobudzonego telefonu.

„W Tajlandii wprowadzono stan wojenny. Wszystko u Was ok?”.  „Julia napisz coś! Usłyszałam, że jest pucz wojskowy w Tajlandii, trochę się denerwuję.” „Stan wojenny w Tajlandii! Uciekajcie stamtąd szybko!”. „Julia, wszystko dobrze? Trochę się martwimy przez ten stan wojenny…”. „Może skontaktujcie się ze swoimi ambasadami?”. „Julia, czy w Tajlandii jest bezpiecznie?”

Lekko zaspana wygrzebuję się z łóżka, idę w kierunku okna i zastanawiam się czy odsłonić zasłonę. Czy coś mnie zaskoczy? Czy coś tak bardzo zmieniło się w ciągu tych kilku godzin, kiedy spałam? Czy zamiast bajkowych kolorowych łódek, ujrzę za chwilę okręty wojskowe? Czy zamiast skuterów, po ulicach będę pomykać wozy opancerzone? Powoli przesuwam ciężki bordowy materiał na prawą stronę i co widzę? Widzę swoje błękitne morze, barwne łódeczki odpływające od brzegu, nawet przez szybę czuję ciepło oślepiających promyków, jest pięknie. Tak samo, jak każdego ranka. Nie ma czołgów i okrętów. Życie toczy się tu zupełnie normalnie. Życie o poranku, we wtorek 20 maja.

Wij spokój w Tajlandii

Jest czwartek, 22 maja. Dzwoni telefon. Pan z TVN24: „Pani Julio, w Tajlandii zamach stanu. Opowie nam Pani coś o tym?”. Jaki zamach stanu, myślę. What the hell? O co chodzi? Przecież ja właśnie wróciłam ze snorklowania, przypiekłam plecy, pooglądałam rybki. Dzień, jak co dzień. Wiecie, jak to jest na wakacjach, co nie?

Wij snorkling Koh Tao

Szybciutko odpalam komputer no i faktycznie piszą, że zamach stanu. O kurde! Gadam z moją tajską kumpelą z Bangkoku – potwierdza, ale mówi też że w sumie to niewiele się zmienia, i że absolutnie nie ma się czego bać. „Don’t worry. We have experience with military coup”, uspokaja. Bo wiecie, że ostatni przewrót był tu w 2006 roku, czyli wcale nie tak dawno temu, a od 1932 roku było ich chyba 16! Szaleństwo zamachów stanu normalnie!

Sprawdzamy „na mieście”. Znaczy… jesteśmy na malutkiej wyspie Koh Tao, więc miasto to może za duże słowo, ale sprawdzamy w okolicach portu, bo to tu toczy się wieczorne życie. I co? Wszystko funkcjonuje tak, jak wczoraj. Są nasze pyszne naleśniki na stoisku i są nasze ulubione sajgonki u Pani pod parasolami. Są otwarte sklepy i towarzystwo pijące wódkę po 7eleven.

Pytamy Pani Tajki, co myśli o tym wszystkim, a ona na to że to dobrze i że jutro będzie wreszcie porządek. Wygląda na to, że Tajowie (przynajmniej Ci na wyspach) wcale się nie martwią, a nawet więcej – chyba są zadowoleni z takiego obrotu sprawy.

Najedzeni i zmęczeni dniem na słońcu wracamy do hotelu, ale okazuje się, że to nie koniec wrażeń na dziś – właśnie wprowadzono godziny policyjne w całej Tajlandii. Między 22:00, a 5:00 rano nie wolno wychodzić z domu. Anulowano konstytucję z 2007 roku. Wprowadzono też zakaz zgromadzeń, to znaczy spotkań powyżej 5 osób. Godziny policyjne nie dotyczą tych, którzy podróżują z i na lotnisko. Trzeba mieć tylko przy sobie bilet i paszport.

Włączamy telewizor. Wszystkie zagraniczne kanały telewizyjne są odcięte, a na tych tajskich komunikat, że od teraz władzę w Tajlandii przejmuje National Peace and Order Maintaining Council.

Wij Thailand TV

Co pewien czas na ekranie pojawia przemawiający po tajsku wojskowy. Nic nie rozumiemy. Piszę do znajomej – „O czym oni mówią?”. „Do not do this… Do not do that… Overall just put your ass at home, don’t go anywhere while we’re working”, odpowiada krótko. 

My nie słuchamy. Wybija 22:00 – jedziemy do portu sprawdzić, co się dzieje. No i co się okazuje? Zgadnijcie. Wszystko działa prawie w 100% tak samo, jak wczoraj wieczorem. Może jest trochę mniej ludzi, może kilka sklepów jest zamkniętych, ale dosłownie kilka. Ludzie nie siedzą w domach i w hotelach. Absolutnie nie! Jestem przekonana, że wielu z nich, mam na myśli turystów, nie zdaje sobie w ogóle sprawy, że dzieje się to, co się dzieje. Bo gdyby nie internet, trudno byłoby się tu zorientować, że coś jest nie tak. Na Koh Tao nie ma wojska. Ba, nie ma nawet policji! Są za to wakacje i to na całego.

Dlaczego w Tajlandii dokonano zamachu stanu i wojsko przejęło władzę? Bo zwaśnione od miesięcy strony tajskiego konfliktu, Ci którzy są za rządem i Ci którzy są przeciw, nie dogadały się. Po wprowadzeniu dwa dni temu stanu wojennego rozpoczęto rozmowy, które zakończyły się fiaskiem. Wojsko zadziałało szybko, jak to ma tu w zwyczaju. Sytuacja rozwija się bardzo dynamicznie, ale jest spokojnie. Trochę poopowiadałam o tym dzisiaj w TVN24.

Czy jest się czego bać przyjeżdżając teraz do Tajlandii? Czy w Tajlandii jest bezpiecznie?Chyba nie. Najbardziej napięta sytuacja jest w Bangkoku i pewnie dla spokoju ducha lepiej Bangkoku unikać. Ale na wyspy to chyba można jechać i byczyć się na całego! Oczywiście nie wiadomo, jak potoczy się cała sytuacja, co nowego wydarzy się w ciągu najbliższych kilku dni, więc lepiej być na bieżąco i słuchać zaleceń polskiego MSZ, które na tę chwilę zaleca tym którzy w Tajlandii już są spokój i posłuszeństwo. Więc my posłusznie udajemy się spać, a jutro ruszamy dalej    – już w stronę Australii. Damy znać, jak tam sytuacja na lotnisku!

Po więcej informacji odsyłam Was do Maćka z bloga Skok w Bok, który w Tajlandii mieszka od lat i na bieżąco relacjonuje sytuacje.

A my już niedługo zdamy Wam dokładną relację z naszych wakacji w Tajlandii – będzie dużo o jedzeniu, ale będzie też o wojsku na ulicach i słoniach spotkanych w lesie. Tylko za nim o Tajlandii to w kolejce czekają jeszcze relacji z Hong Kongu, Makau, Polski i Turcji… Ale mamy roboty! Fiu fiu.