To jest jedna z tych rzecz, którą warto zrobić w Melbourne – pójść na Australian Open. Melbourne jest miastem sportu, które, jak żadne inne, umie podgrzewać rodzinną atmosferę rozgrywek.

Australian Open, czyli Wielki Szlem Azji i Pacyfiku (zwany kiedyś Australasian Championships), to międzynarodowe mistrzostwa tenisowe i pierwszy z czterech turniejów Wielkiego Szlema. Mecze odbywają co roku w drugiej połowie stycznia, czyli w samym środku upalnego lata. Pogoda nigdy nie zawodzi, a raczej daje się we znaki, bo żar zawsze leje się z nieba. „Welcome to Melbourne, where the local time is 10am. Enjoy the Australian Open in the incredible city of Melbourne!”, usłyszycie tuż po lądowaniu. Sportową atmosferę czuć już na lotnisku, bo mistrzostwa przyciągają tysiące turystów i na te kilka tygodni zamieniają miasto w tenisową stolicę świata. Na każdym rogu powiewają niebieskie flagi turnieju, z bilbordów przemawiają tenisowi celebryci, w co drugim pubie słychać echo odbijających się piłeczek, a wyniki meczów stają się głównym tematem telewizyjnych wiadomości. Na korty do Melbourne Park ciągną tłumy, a potem ustawiają się cierpliwie w długich kolejkach. Tak, to zdecydowanie najpopularniejsze dziś miejsce w całej Australii!

Atmosfera na Australian Open

Przechodzisz przez bramki i wpadasz w ten przyjemny tenisowy młyn. Rodziny z dziećmi, twarze poukrywane pod czapeczkami z daszkiem, nazwiska graczy przebijające się w rozmowach. Szerokie uśmiechy, okrzyki dochodzące z prawej, buczenie dobiegające z lewej, głosy podekscytowanych komentatorów i smutek tych, którzy przegrali. Mieszanka wrażeń, pełna jedna pozytywnych emocji. Mecze rozgrywają się jednocześnie na kilkunastu kortach. Jedne są małe, inne to wielkie areny. I wreszcie siadasz na tym niewygodnym krzesełku. Razem z tłumem wsłuchujesz się w rytmiczne pyk, pyk, w ten charakterystyczny dźwięk odbijającej się od ziemi małej zielonej piłki. Na twarzach rysuje się wysiłek i skupienie. Zamach przecina powietrze na wskroś. Potem zamach w odwecie. Wyskakujesz w górę w przypływie radości, liczysz punkty, potem milkniesz. I wreszcie głośno bijesz brawo. Szybko udziela ci się najlepsza sportowa atmosfera.

Australian Open to przede wszystkim ta atmosfera właśnie! Sport sportem, ale tu nawet ci, którzy tenisa nie lubią, będą się świetnie bawić. Mamy i tatusiowie, babcie i dziadkowie, dzieci i młodzież, zakochane pary, grupy przyjaciół czy samotni strzelcy. Jedni zabierają ze sobą piknikowe kosze, miękkie kocyki i wino przelane w bidon. Inni planszowe gry i naładowane na telefony. A jeszcze inni… włóczkę i szydełko.

Bez dwóch zdań – Australijczycy potrafią kibicować.

Bilety na Australian Open możecie kupić tutaj.

Booking.com