”Zadzwoniłem do mamy. Powiedziałem, że w tym roku nie ma Wielkanocy. Była zdewastowana”, powiedział kolega z Adelajdy, gdy rozmawialiśmy o obecnej sytuacji.

Pomyślałam sobie, że… ja tak nie mam.

Albo może inaczej — że mam tak od lat i wcale mnie to nie rusza. Mojej mamy też nie. I że w tym dziwnym świecie sterowanym przez koronawirusa, wszyscy poczujecie się jak emigranci. A wasi starzy tak, jak moi.

Kilka dni temu np. moja rodzicielka obchodziła urodziny (Mamo, wiem, że czytasz, Twoje zdrowie już wypite), a we mnie nie było stresu, bo nie mogę wpaść. W niej — nie było smutku, że nie wpadnę. No może odrobina, ale już przywykłyśmy.

Jak co roku, kwiaty z dostawą zamawiamy z wyprzedzeniem. I jak co roku mama zalewa się łzami szczęścia. Odpaliliśmy również internetową imprezę. Wszystko przetrenowane do perfekcji.

Samotność i życie w izolacji też.

Bo pomoże wam się wydawać, że emigracja (a już na pewno ta do raju zwanego Australią) to bułka z masłem. Jak to nie? No nie.

Jasne, gdy emigrujemy skuszeni lepszymi perspektywami czy z miłości (jak ja), na początku jest słodko-pierdząco. Wszystko jest takie fajne.

A potem przychodzi: brak rodziny, brak znajomych, niemożność znalezienia pracy, robienie zawodowych kroków wstecz, bo przecież trzeba jakoś zarabiać, niezrozumienie kultury (nawet wtedy, kiedy z pozoru wydaje się ona tak bliska naszej) i długo by jeszcze wymienić. Ale to to pieprzone uczucie samotności, to ono najbardziej utrudnia adaptację.

Przeprowadzka do innego kraju, nieważne z jakiego powodu, wiąże się z doświadczaniem społecznej izolacji. Nie da się przed tym uciec, bez względu na to, jakim twardzielem się jest, a potwierdzi to każdy (no prawie) emigrant (są tacy, którzy się nie przyznają, albo pamięć ulotna).

Tak samo, jak przed izolacją społeczną i samotnością nie da się uciec dzisiaj. Bez względu na to, czy jest się emigrantem, czy nie.

Oczywiście, to porównanie to lekkie nadużycie (a może nie). Myślę jednak, że każdy może wyciągnąć dla siebie odrobinę z tych emigranckich doświadczeń.

Samotność ma wiele definicji. Każdy mierzy ją własną miarą i każdy musi znaleźć na nią własny sposób. Musi, bo zbyt długie trwanie w melancholii robi źle.

Jak sobie radzić/nie radzić z samotnością?

Jesteśmy

Nikt nie jest samotny w swojej samotności — taka myśl od razu podnosi na duchu, co nie? Dziś (i codziennie) samotnych jest wielu. Miliony ludzi czują się tak samo, jak my, szczególnie teraz. Samotnie i niepewnie. I warto o tym pamiętać, nie zamykać się w swoje skorupie i mówić, a wręcz krzyczeć, jak jest wam źle. Niektórzy wolą pisać, np. ja.

Nikt nie znika

Najukochańsi wciąż tam są. Za drzwiami. Trzy ulice dalej. W innym mieście czy kraju. 14 tysięcy kilometrów stąd. Dziś pojęcie odległości znowu zmienia znaczenie, ale bez względu na to, te wszystkie ważne i bliskie sercu osoby — wciąż są. Nie na wyciągnięcie ręki, niestety, ale są. Nawet jeśli namiętnie nie serduszkują wszystkich postów na Facebooku, nie piszą codziennie z pytaniem “Jak ci?”, są. Były, gdy jeszcze niedawno potrzebowaliśmy, żeby ktoś podrzucił nas na stację, albo wtedy, kiedy nie było z kim wychylić butelki wina. Są i teraz. To się tak szybko nie zmienia. Nie zmienia się po 7 latach, nie zmieni się w kilak miesięcy.

Odpoczynek dobrze robi na głowę

Wszystko zwolniło. Zwolniliśmy my. I jakkolwiek nie byłoby to szokujące przy pierwszym starciu (bo nagle znika nadmiar bodźców), zwolnienie tempa życia robi w efekcie tak bardzo dobrze na głowę i ciało. Gorąca kąpiel (chociaż ja nie przepadam), refleksyjne wyglądanie przez okno, czy zupełnie bezrefleksyjne patrzenie się w sufit, to wszystko jest potrzebne, więc dajmy sobie na to czas. Na lenistwo. Sama żyję w wiecznym maglu, przepakowując walizki i pędzą. Powtarzam sobie od roku – czas zwolnić. Nie potrafiłam, teraz nie mam wyboru. I dobrze.

Z sympatią do siebie samego

Najgorzej to jest nie lubić siebie samego i utknąć ze sobą pod jednym dachem, bo nie ma ucieczki. Dramat! Lubić siebie to tak bardzo ważna rzecz, a rzeczywistość ciągle o tym przypomina, tylko my nie słuchamy. Przytulmy dziś z sympatią odbicie w lustrze. Bądźmy tacy, żeby nam samym chciało się ze sobą przebywać. Bądźmy taką osobą, z którą wyjechalibyśmy w samotną podroż dookoła świata (co zresztą polecam, jak już będzie wolno).

Uśmiech. Zawsze!

Gdy wychodzi się na zakupy, uśmiech do ekspedientki w sklepie powinien być tak samo obowiązkowy, jak wielorazowa torba. Szczególnie teraz, gdy wychodzi się rzadko. Bycie miłym nic nie kosztuje, serio, a tak wiele zmienia (Australia tego uczy). Miłym można być też, siedząc na kanapie, bo dziś internetowy świat nas wszystkich łączy bardziej niż kiedykolwiek. Napisz do znajomego, że robi dobrą robotę z tymi wejściami na żywo, do kumpeli, że jesteś pod wrażeniem tego, jak świetnie sobie radzi z pracą zdalną i trójką dzieci na raz, do taty, że zjadłbyś jego rosół, czy do blogera, którego lubisz czytać, że lubisz go czytać. Podaj dalej informacje o lokalnej kwiaciarni, która może podrzuć żółciutkie żonkile w doniczce, o konferencji, w której bierze udział ktoś świetny z branży, wspomnij. Albo podnieś rękę i powiedz, że jesteś, jeśli będzie taka potrzeba.

Dobre uczynki dla społeczności

Każdy z nas, gdzieś przynależy. Ja np. do Polonii w Brisbane (czy mi się to podoba, czy nie), bo jestem Polką mieszkającą w Brisbane. Więc, gdy świat stanął na głowie, napisałam szybko do tutejszej organizacji zrzeszającej kombatantów, że jestem, jeśli komuś starszemu trzeba zrobić zakupy. Dołączyli inni. Należę również do społeczności polskich blogerów podróżniczych i zachwyciło mnie spontanicznie działanie Martyny z bloga Life in 20kg, która zareagowała szybko, polecając swoim instagramowym słuchaczom produkty znajomych po fachu (bo dziś finansowo nikt z nas nie ma różowo). Robienie tych drobnych, miłych rzeczy i wspomniane wcześniej podnoszenie ręki, podnosi na duchu również samych wykonawców.

Zrób coś z bliskimi. Regularnie

Regularnie ćwiczę z moją mamą, tak niespodzianka. Ona w roli instruktorki (choć wcale instruktorką nie jest) i ja w roli ucznia. Rozciągamy się, czasem ćwiczymy jogę. Łączymy się przez Facetime i tak spędzamy ze sobą godzinę (obecnie od poniedziałku do piątku o 17:00). Potem wypijamy kawę (albo co niektórzy piwo) i szybko wymieniamy dwa zdania. W weekendy mam zazwyczaj audiencję z siostrzenicą i siostrzeńcem. Opowieści o szkole, o tym, co mama ugotowała czy o kocie ze wsi. Raz w tygodniu, czasem raz na dwa, zdzwaniam się też przyjaciółką na babskie plotki i zażalenia na to parszywe życie. Regularnie. Od lat. Regularność w utrzymywaniu relacji jest tak samo ważna, jak idealny plan dnia.

Odłóż telefon

Nie mogłam napisać tego wcześniej, bo chciałam, żebyście przeczytali do końca. Odłóż telefon. Wiszenie na nim pół dnia, skrolowanie Facebooka, słuchanie wiadomości bez przerwy, TO ROBI ŹLE. Mimo że poczucie samotności kusi, kusi do tego, żeby relacji szukać online, nie szukaj na siłę. W tym ogromie treści wybieraj wartościowe, a chwilowy nadmiar czasu poświęcaj ważnym osobom i sobie.

Będzie lepiej. Zawsze jest.