To było najlepsze snorklowanie w życiu. Zaglądasz pod wodę i w ułamku sekundy stajesz się jedną z rybek w akwarium. I to na Wielkiej Rafie Koralowej! Wyspa Lady Elliot Island zachwyca. Ale też rozczarowuje.

Było ciemno i deszczowo. Trzy raz sprawdzaliśmy, czy wszystko zapakowane, bo o piątej nad ranem łatwo czegoś zapomnieć. Ruszyliśmy w drogę do Hervey Bay, skąd mały samolot miał zabrać nas na Morze Koralowe. Była opcja wylotu z Brisbane, ale dwukrotnie droższa, a że mieliśmy czas, odpuściliśmy dopłacanie.

Lady Elliot Island – gdzie to jest?

Lady Elliot Island to wyspa koralowa położona na południowym skraju Wielkiej Rafy Koralowej, jedyna w tym rejonie, która posiada pas startowy. Jest malutkim skrawkiem lądu, otoczonym rafą, a dalej już tylko Pacyfik.

Trudno było ją dostrzec przez zaparowane okienka samolotu. Zazwyczaj lot na wyspę jest jednocześnie lotem widokowym, ale nie tym razem. Wylądowaliśmy znienacka, w szarej chmurze, po 45 minutach, bo tyle zajmuje przeprawa. Lało.

Turystyka dotarła tu już w 1969 roku, gdy zbudowano owy pas startowy (trawiasty i dziurway) i od tego czasu, co kilkadziesiąt lat ktoś inny przejmuje dzierżawę od rządu. Wcześniej znajdowała się tu kopalnia guano, czyli ptasich odchodów będących cennym nawozem naturalnym. Dziś Lady Elliot Island mieści się w tzw. strefie Green Zone, co oznacza, że przyroda na wyspie i wokół niej jest pod ścisłą ochroną. Na szczęście.

Lady Elliot Island Eco Resort

Hotel, Lady Elliot Island Eco Resort, to jedyny dostępny nocleg, w różnych wersjach, ale… No właśnie, tu zacznie się odrobina „ale”. Oprócz energii dostarczanej z paneli słonecznych gołym okiem w hotelu nie widać wiele z „eko”. Ten kurort, który mógłby być bardzo uroczy, uroczy nie jest. Domki i bungalowy porozrzucane są po terenie mało rozmyślnie. Pokoje — aż nazbyt proste, nieco podstarzałe, a te nowsze (eco cabins, w których my się zatrzymaliśmy) to w sumie taka forma drogiego hostelu — piętrowe łóżka i dzielona łazienka. I wszystko byłoby spoko, ale nie tego spodziewasz się, patrząc na zdjęcia i czytając opisy. Nie zachwyca się też wygląd restauracji czy baru, które przypominają źle urządzoną stołówkę, ale nie o wygląd chodzi tylko o jedzenie, a to — cóż, zapełnia brzuchy. Jest bardzo przeciętne, ale wyboru nie masz.

Wybierając się na wyspę najlepiej skorzystać z pakietu, w którym dostajesz transport, nocleg, posiłki. Trochę jak „all inclusive” w kiepskim wydaniu. A tanio nie jest — budżetowa opcja noclegowa to $295 Aud od osoby za noc! Tu nie kończą się wydatki, bo na wyspie to kupisz sobie drinka, a to wycieczkę na nurkowanie, a to przekąskę w ciągu dnia. Szybko zbiera się pokaźna sumka.

Zaraz skończę narzekanie i będą zachwyty, obiecuję, ale ma być szczerze. Niech tylko wyrzucę z siebie, że instruktor nurkowania nie był mistrzem, że ciągnęło ze śmietników, które ktoś zaplanował ustawić nierozsądnie tuż za domkami, no i że ktoś inny postawił nową, paskudną latarnię morską tuż obok tej starej, bajkowej, kompletnie psując klimat. Przy tej latarni — małe „muzeum” latarnictwa, o którym nikt ci nie wspomni i stare, oryginalne domy, gdzie mieszkał latarnik z rodziną, a dziś mieszka obsługa. Szkoda, bo to fajne miejsce, żeby edukować. Kompletnie niewykorzystane.

Ale to był najlepszy snorkeling w moim życiu!

Snorklowanie na Wielkiej Rafie Koralowej

Na Lady Elliot Island przyjeżdża się po świat podwodny, więc jeśli szukacie miejsca, skąd łatwo zobaczyć bogactwo Wielkiej Rafy Koralowej, oto ono. I pogoda nie ma znaczenia, bo woda jest przejrzysta nawet podczas ulewy.

Laguna na wschodzie

Na wschodzie wyspy, tuż przy hotelu, znajduje się laguna, idealna na snorklowanie dla początkujących. Spokojna woda, a w niej — raj — którego kompletnie się nie spodziewasz.

Tylko zanurzyliśmy głowę, a po lewej minął nas żółw zielony, zupełnie wyczilowany. Kawałek dalej drugi skubał sobie glony, zerkając na nas tym charakterystycznym, zamulonym wzrokiem. Było ich mnóstwo.

Zdjęcie: Jeremy Somerville, Lady Elliot Island Eco Resort

Spokojnie przepłynęła też patelnica niebieskoplama, którą nazwalibyśmy potocznie małą płaszczką w turkusowe plamy. Ośmiornica zwinęła się szybko, udając, że jej nie ma — zamarła, przypominając koralowiec, w którym się ukryła. Węża morskiego też łatwo można by nie zauważyć, bo zawinął się zgrabnie wśród kamieni. Za to rekin rafowy z czarnym czubkiem płetwy, kursował całkiem bezwstydnie, jakby pilnował swojego podwórka. Niebieskie rozgwiazdy morskie wyróżniały się na tle raczej ziemistych kolorów rafy, podobnie jak te wszystkie kolorowe ryby — jak zebry, leopardy, papugi. Najpiękniej ubarwione były rogatnice Picasso, chetoniki i pokolce.

Polskie nazwy ryb są równie dziwaczne, jak polskie nazwy ptaków, więc, zamiast nazw lepiej chyba używać opisów, prawda?

Ogrody na zachodzie

Na zachodzie wyspy, przy latarni i na prawo od niej, znajdują się tzw. Koralowe Ogrody i podwodny świat dla nieco lepszy pływaków, bo prądy ciągną w każdą stronę, a fale nie dają odsapnąć. Piękno także.

Jest zjawiskowo! Potężne miasta ciągną się do dna, a na każdym poziomie dzieje się coś innego. Tu naprawdę czujesz się, jak w akwarium, a jednocześnie czujesz się tak mały i nudny w porównaniu do świata, który podglądasz. Wita cię Dory z kuzynkami, czyli granatowo-żółte pokolce królewskie. Potem dołączają tęczowe wargacze w różnych rozmiarach i szkółka srebrzystych trewali, zwinięta w równą kulę. Żółwie — tych nie brakuje, a oprócz zielonych można spotkać opasłe żółwie karetta. Przyprószone piachem siedzą ogończe, obok całkiem przyjacielski rekin i orleń cętkowany — taki ładny.

Są i one! Manty.

Manty w Australii

Lady Elliot Island to jedno z pięciu najlepszych miejsc na świecie do podglądania mant. Majestatycznie ciągną w granacie, wielkie dywany (manta znaczy po hiszpańsku dywan, więc porównanie nie jest przypadkowe). Czy „strach się bać”? Niekoniecznie. Manty zaatakować mogą tylko we własnej obronie, a dzieje się to niezwykle rzadko. Te przedziwne zwierzęta są potulne i ciekawskie, choć trzymają dystans. Żywią się planktonem, który zagarniają w paszcze wielkimi płetwami. Na brzuchach — plamy, unikalne dla każdego osobnika, takie linie papilarne, które pozwalają je odróżniać. Spływają na Lady Elliot Island między innymi na czyszczenie. Zatrzymują się przy tzw. bommies, gdzie ryby zapraszają do SPA, czyszcząc uważnie każdy skrawek ciała manty. Ale w okolicach wyspy szukają też partnerów, pożywienia i spokoju. Dzięki temu manty w okolicy można zobaczyć cały rok. Najwięcej jednak jest ich w lipcu i sierpniu — w ciągu dwóch dni, spotkaliśmy czternaście! Najniezwyklejszym osobnikiem jest Inspector Clouseau, czyli jedyna w swoim rodzaju różowa manta, który niestety na spotkanie  z nami nie wpadła. 

Wieloryby, żółwie i ptaki

Ta pora roku, australijska zima, to też najlepszy okres, aby zobaczyć humbaki, które kursują wzdłuż wschodniego brzegu Australii między czerwcem a listopadem. Pod wodą spotkać je z trudno, ale z brzegu wypatrzeć dość prosto. Para leci w powietrze, a potem — plusk! To niezwykle, jak wysoko moje wybić się opasłe, wielorybie cielsko. 

Wyspa Lady Elliot Island to też dobre miejsce dla podglądaczy ptaków oraz dla tych, którzy chcieliby zobaczyć malutkie żółwie pędzące z piasku w fale. Czas na obserwację żółwi przypada na australijskie lato, czyli miesiące między listopadem a marcem.

Wybierając się na wyspę, pory roku trzeba brać pod uwagę również ze względu na temperatury. Bo tropikalna wyspa na Morzu Koralowym od razu kojarzy się z tropikami, tak? A tam jest pioruńsko-zimno-zimą. Nie ma opcji na pływanie bez pianki, a zamiast kostiumu kąpielowego i kapelusza, przyda się raczej ciepła bluza i czapka z pomponem.

Czy warto jechać na Lady Elliot Island?

Bardzo, ale tylko wtedy, kiedy ma się ochotę na podwodny świat. To niezapomniane wrażenia i świetna opcja dla tych, którzy chcieliby podziwiać piękno Wielkiej Rafy Koralowej. Ta jest tu bardzo zdrowa, a wybierając Lady Elliot Island, unikamy tłumów.

No i ten lot, gdy jest słonecznie (a zazwyczaj jest słonecznie), te widoki, ach, to zachwyca. Szczególnie gdy nagle przez to małe okienko zauważasz wieloryba w głębinach.

Kiedy jechać na Lady Elliot Island?

To wszystko zależy, jaki mamy cel podróży i jakie zwierzęta chcielibyśmy spotkać. Tutaj znajdziecie dosyć szczegółową rozpiskę https://www.travelonline.com/lady-elliot-island/best-time-to-visit . Pamiętajcie też, że nie zawsze będzie ciepło!

Co zabrać (oprócz tej puchówki)?

Butelkę wina, jakieś przekąski i książkę. To zawsze przydaje się na odludnych wyspach, gdzie nie ma zasięgu w telefonie.

Wszystkie informacje o wyspie i hotelu znajdziecie na stronie https://ladyelliot.com.au. Tu też możecie dokonać rezerwacji.

Jeśli szukacie nie tylko fajnego miejsca na nurkowanie, ale też dobrego na odpoczynek, poczytajcie o wyspie Heron Island, która nam podobała się bardziej.