Niby złaziliśmy już tyle ścieżek, widzieliśmy tyle cudnych zakamarków Wyspy Norfolk, że mogłoby się wydawać — odhaczone. Ale nie!

– Najpiękniejsze widoki są z Capitan Cook Monument — wspomniała organizatorka naszej wyprawy na ryby, gdy zapytaliśmy o jej ulubione miejsca na wyspie.

Tam nas jeszcze nie było!

Samochód na Norfolk faktycznie się przydaje, bo nie wszędzie można dość na nogach, ale trochę szkoda, że nie ma żadnej alternatywy w postaci transportu publicznego. Taksówki? Rumor głosi, że jest tylko jedna. Skutkuje to nadmiarem wraków, które lądują w oceanie (pisałam o tym w poprzednim wpisie). Chaosu jeszcze nie ma, ale patrząc na inne wyspy na Pacyfiku — kiedyś nadejdzie. O zgrozo!

Tu przybył Kapitan Cook

Dywan z zieloniutkiej trawy prowadzi na cypel. Prawdopodobnie to tutaj, gdzie dziś znajduje się  Capitan Cook Monument, w 1774 roku do brzegu dobił Kapitan Cook. Woda mieni się różnorodnymi barwami, a taflę przebijają ciekawe skały – Elephant Rock, Cathedral Rock, Bird Rock czy Moo-oo Stone. Tak, nazwy nie wzięły się znikąd. Elephant Rock przypomina słonia, Cathedral Rock monumentalny budynek, na Bird Rock zlatują się ptaki, a na Moo-oo Stone… Hmmm. Tego nie wiem. Widoki ze stumetrowego klifu są fantastyczne.

 Widoki z Capitan Cook Monument

A tu jest jak w bajce!

Podczas naszej objazdówki po wyspie staramy się zobaczyć wszystkie zakamarki, więc ostatnie dni są bardzo intensywne. Panorama z Queen Elizabeth Lookout jest doskonała. Wodospad Cockpit Waterfall niestety nie płynie, tylko raczej kapie, ale to super miejsce na piknik. Zahaczamy także o 100 Acres Reserve. Och! Przy drodze ogromne figowce, w których korzeniach można by się zgubić. Za lasem w rezerwacie Rocky Point Reserve (jednym z niewielu miejsc na wyspie, gdzie wolno pasące się krowy nie mają wstępu) hałasuje ocean.

Sam w korzeniach

Zachwycają też dźwięki. Z rytmicznym hukiem fal łączy się szczebiot ptaków. Te uwielbiają Norfolk, bo wyspa jest dla nich bezpieczna pod kilkoma względami. To bezpieczeństwo i izolacja miejsca sprawiają, że spotkać można gatunki unikalne na skalę światową. Kompletnie nie znam się na ptakach, ale obserwuję z przyjemnością.

Niestety (a jakby inaczej!) nigdy nie jest tylko kolorowo. W lasach, w parkach, pod drzewami stoją niebieskie skrzynki. Tak Norfolk stara się radzić sobie ze szkodnikami. Szczury trafiły na wyspę dokładnie wtedy, kiedy do brzegu dobiła flota Cook’a. I już zostały. To kolejne z wyzwań, przed jakimi stoi Norfolk Island. Chociaż nie największe — o tym za chwilę.

Stolica Wyspy Norfolk — Kingston

Kingston to stolica Wyspy Norfolk i jednocześnie drugie najstarsze miasto w Australii. Położone jest urokliwie przy dolinie Arthur’s Vale i ślicznych zatokach Emily Bay oraz Slaughter Bay.

Spokój Emily Bay

Na ogromnym terenie można znaleźć dobrze zachowane budynki i ruiny tych, których nie udało się (albo nie chciało się) zabezpieczyć. Można spacerować wolno i zaglądać w okna. Obok znajduje się przystań, zabytkowy Kingston Pier. Dalej plaże i najlepsze miejsca do pływania na wyspie, bo wody są tu spokojne. Można zrozumieć, dlaczego osadę postanowiono zacząć właśnie w tym punkcie.

Od 2010 roku cały teren wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako Kingston and Arthur’s Vale Historic Area (KAVHA). W latach 1788 a 1855 w Kingston znajdowały się brytyjskie więzienia, a w 1856 roku zamieszkali rebelianci ze statku HMS Bounty pochodzący z Wyspy Pitcairn. Ale Kingston to także jedyne miejsce w Australii, gdzie można znaleźć pozostałości polinezyjskich osad sprzed europejskiej ekspansji.

To chyba dobre miejsce, aby porozmawiać o obecnej sytuacji politycznej Norfolk Island, bo powyższy akapit dobrze opisuje mieszane korzenie mieszkańców.

Współczesna walka o wolność

Na płocie przy gregoriańskich rządowych budynkach wiszą plakaty z niepokojącymi hasłami.

Transparenty walki o wolność

„Du We Giw Up, We Gwen Win!”, czyli „Nie poddamy się, wygramy!”, zapisane w języku norfolskim.

„Norfolk Island under siege!!!”, czyli „Wyspa Norfolk pod okupacją”. Obok drugi z zachętą, żeby zatrzymać się i pogadać. Waham się nieco przez chwilę, ale wchodzimy do namiotu. A może „ambasady”?

– Chodźcie śmiało — zachęca nas nieco zmęczony starszy pan z brodą.

Duncan Sanderson od kwietnia 2016 prowadzi tą „namiotową ambasadę” i stara się zwrócić oczy wielkiego świata w stronę tego małego skrawku lądu na Pacyfiku i jego problemów.

Lokalny patriota Duncan Sanderson w namiotowej ambasadzie

Wyspa Norfolk to terytorium zewnętrzne Australii, które od 1979 do 2015 roku miało szeroką autonomię wewnętrzną. Rządził dziewięcioosobowy parlament, a decyzje podejmowane były niezależnie od Canberry (chociaż wciąż „pod jej okiem”). Na wyspie obowiązywał unikalny system podatkowy, a mieszkańcy nie płacili podatku on dochodów. Problemy finansowe wyspy, które ciągnęły się od światowego kryzysu, zaprowadziły jednak lokalne władze do federalnych z prośbą o pomoc finansową. I wtedy zaczęły się kłopoty.

– Mimo wyników referendum, w którym 65% mieszkańców opowiedziało się za utrzymaniem autonomii, biurokraci z Canberry, którzy pewnie nawet nie wiedzą, gdzie leży Norfolk Island, uchylili obowiązującą od lat ustawę i postanowili, że od teraz będziemy Australijczykami — opowiada poruszony Duncan. — My nie jesteśmy Australijczykami. Mamy swoją kulturę, swoją historię, swój język.

Pan Sanderson nie jest jedynym, który głośno upomina się o wolność. Na wyspie działa stowarzyszenie Norfolk Island People for Democracy, a kilka miesięcy temu sprawa trafiła do Organizacji Narodowych Zjednoczonych. Adwokat zajmujący się prawami człowieka, Geoffrey Robertson, postanowił reprezentować wyspiarzy w walce o autonomię, udowadniając ich etniczną unikalność.

– Skąd jesteś? — pyta zaciekawiony moim akcentem Duncan.

– Z Polski – odpowiadam, a on uśmiecha się.

– Czyli wiesz coś o walce o wolność…

Nasza rozmowa z lokalnym patriotą trwa długo. Dyskutujemy różne aspekty, bo oczywiście sprawy nie są aż tak czarno-białe. Zależność od Canberry daje np. lepszą opiekę zdrowotną, co na pewno jest potrzebne. Ale daje też podatki, których chyba nikt nie lubi płacić. Także sprawa głosowań zdaje się być rozwiązania bezmyślnie. Norfolk Island została przypisana terytorialnie do stanu Nowa Południowa Walia, ale mieszkańcy głosy w wyborach mają oddawać w ACT, czyli w Canberze, co daje im zerowy wpływ na losy stanu, do którego przynależą. Zresztą ich “obecność” ma dla stanu raczej żadne znaczenie. Dyskusyjne jest też prawo do zakupy ziemi, dziedziczenia, emerytur czy zatrudnienia. 

Zastanawiamy się, jakie są podłoża rządowych ruchów i czy strategiczna lokalizacja na Oceanie Spokojnym gra tu pierwsze skrzypce, czy nie. A może to kolonizatorska krew? Młoda demokracja, która wcale nie jest tak doskonała, jak mogłoby się z zewnątrz wydawać?

– Du We Giw Up, We Gwen Win! – tymi słowami żegna nas Duncan.

Przemyślenia

Odchodzimy poruszeni.

Po pierwsze zastanawia nas cała sytuacja i ciekawi, jak zakończy się sprawa. Po drugie dziwi, że nie słyszeliśmy o tym wcześniej, mimo że podróż na wyspę planowaliśmy już jakiś czas. Australijskie media zdają się milczeć, a jeśli nie milczą, to spłycają sprawę. Ale co się dziwić! Wielu Australijczyków nie wie nawet, gdzie leży wyspa Norfolk (jeśli w ogóle wiedzą, że istnieje), dlaczego więc mieliby interesować się jej losem. Nie wspomnę już nawet od odrealnionych politykach.

Poza tym — według większości być Australijczykiem to przecież duma, a kraj jest spełnieniem marzeń wielu, więc czemu ktoś miałby/śmiałby narzekać?!

Wyspa Norfolk to miejsce niezwykle ciekawe przyrodniczo i podróżniczo, ale także historycznie i politycznie. Warto odwiedzić tę wyspę na Pacyfiku, jeśli lubicie miejsca poza utartym szlakiem. Będziemy przyglądać się jej losom. I ruchom australijskiego rządu wobec innych rejonów i grup etnicznych. 

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej, zajrzyjcie do tych tekstów:

Norfolk Islanders take bitter independence row to UN

Tiny Norfolk Island Is Fighting Australia’s ‘Recolonisation’ at the UN

Norfolk Islanders go to UN to fight Australia over right to self-govern