Gdzie pojechać z Perth, co zobaczyć w jeden dzień lub weekend? Długo nie mogliśmy podjąć decyzji, aż w końcu zdecydowaliśmy się na dziwną pustynię. Zachwyciło nas jednak co innego.

– Continue straight for 150 kilometres — spokojnie oświadcza „Pani GPS”.

Początek trasy Indian Ocean Drive

Miejska zabudowa kończy się równie szybko, jak autostrada. Perth zostaje w tyle, a my ruszamy Indian Ocean Drive na północ, na jednodniową wycieczkę do Parku Narodowego Nambung.

Bujne krzaki, drzewa trawiaste i dzikie kwiaty przyozdabiają piaszczystą Australię Zachodnią. Barwy są stonowane, a zieleń nie ma nic z tropikalnej. Z płaskiego terenu wyrastają czasem nierównomierne wydmy.

Od razu dostrzegamy turkus Oceanu Indyjskiego, który kolorystycznie odcina się od reszty. Trudno odmówić sobie przystanku.

Wioska Lancelin

Lancelin to mała rybacka wioska, sto pięćdziesiąt kilometrów od Perth. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic szczególnego oprócz tej niezmąconej wody właśnie. Wąska plaża z białym piaskiem przysypana jest wyrzuconymi na brzeg glonami. W Lancelin co roku odbywają się najważniejsze zawody windsurfingowe w Australii, a czternaście wraków ukrytych pod powierzchnią przyciąga fanów nurkowania.

Czerwony jeep jeździ tam i z powrotem, a za nim biegną dwa psy. Zgadujemy, że to tutejszy sposób na wyprowadzanie czworonogów. Dość oryginalny.

Sławne The Pinnacles

Niedługo potem docieramy do Nambung National Park. To tu znajdują się sławne The Pinnacles — wapienne posągi rozrzucone na niespodziewanej pustyni. Geologia ich powstania wciąż nie jest do końca znana, a krajobraz nieco dziwi.

Wstęp do parku kosztuje 13 dolarów od auta za dzień. Szybko zwiedzamy małą wystawę, a potem idziemy na spacer między różnorodnymi posągami. Teren parku jest spory, więc warto też przejechać się wkoło wyznaczoną trasą.

 

Żółtawy piach i błękitne niebo ciekawie ze sobą kontrastują, a swoistą nudę przerywa czasem szaro-różowa papuga. Miejsce nie wzbudza naszych ochów i achów, ale jest jednym z tych w Australii, które należałoby zobaczyć raz. I wystarczy.

Jurien Bay i Sandy Cape

Zachodu słońca wyczekujemy już na plaży, bo nie ma jak zobaczyć płonącą kulę, która tonie w oceanie. Niestety nie dziś. Chmury szybko zabierają co najlepsze, a my jedziemy do Jurien Bay, gdzie postanowiliśmy zatrzymać się na noc.

Nie możemy odmówić sobie dalszej przejażdżki, bo Australia Zachodnia zwyczajnie wciąga, i na poranny spacer wybieramy Sandy Cape, co okazuje się strzałem w dziesiątkę! Zapach oceanu wyczuwamy z daleka, a miesza się on z zapachem kawy, którą łapiemy w kempingowej kawiarni — tak, tu z daleka od cywilizacji, na kempingu położonym tuż przy plaży, można kupić nie najgorszą kawę.

Piach wsypuje się do butów, a my wspinamy się po wydmach na punkt widokowy, skąd rozpościera się widok na pobliskie zatoczki. Jest bosko! Fale rozbijają się horyzoncie o ścianę rafy, a gdzieś tam pod powierzchnią kursują uchatki australijskie, potocznie zwane foczkami. Uwielbiają ten region.

Jest fantastycznie. Zobaczcie sami.

Homary w Cervantes

W końcu ruszamy w drogę powrotną do Perth. Na lunch wybieramy rybacką wioskę o hiszpańskiej nazwie, Cervantes, gdzie serwują podobno najlepsze homary. Okazuje się, że na pewno to są one drogie, ale w sumie też całkiem smaczne. Kolację jemy już w mieście.

Australia Zachodnia czaruje, nie da się temu zaprzeczyć. Oczarowała nas na tyle, że zaczęliśmy planować dłuższą podróż, która pozwoli nam odkryć więcej jej zakątków…

Szukasz pomysłów na podróż z Perth? Zobacz region Margaret River.