Adelajda nie jest duża i zbyt ruchliwa. Wręcz przeciwnie — jest do tego stopnia spokojna, że gdy na skrzyżowaniu stoi jednocześnie więcej niż trzy auta, mapy Google oznaczą trasę jako zakorkowaną.

Szybko wyjeżdżamy z miasta.

Zabudowa też nie jest ani wysoka, ani jakoś bardzo nowoczesna, więc przejście z „miejskości” w „wiejskość” następuje płynnie.

Małe podwórka zamieniają się w żółte pola rzepaku, a na skraju drogi gną się eukaliptusy. Od czasu do czasu, na zielonym wzgórzu pasie się gromada owiec. Z czasem tych pagórków pojawia się więcej, a rzepak zastępują wysuszone zimą winorośle.

Clare Valley – najstarszy region winiarski w Australii

Miasteczko Auburn wyznacza symboliczny początek — wjeżdżamy do Clare Valley — jednego z najstarszych regionów winiarskich w Australii.

Przepiękne krajobrazy, historia ukryta w każdym zakamarku, święty spokój, fantastyczna kuchnia i riesling — podobno jeden z najlepszych na świecie — sprawiają, że nie chce się stąd wyjeżdżać. A po kliku kieliszkach winna nawet się nie da…

Szczęśliwie, jestem pasażerką, więc przymuszam Sama do częstych przystanków. Na początku w największej z winiarni, Taylors (producenta znanego w Europie jako Wakefield Wines). Oczywiście nie wychodzimy z pustymi rękoma. Przecież nie wypada, prawda?

Polish Hill River – najstarsze polskie miejsce w Australii

Potem ruszamy po odrobinę polskości, przez stare wioski, łąki, jedziemy krętymi ścieżkami do Polish Hill River.

Polish Hill River to najstarsze polskie miejsce w Australii. Wcale się nie dziwię, że rejony te mogły spodobać się pierwszym osadnikom… Podobnie zresztą jak klimat, który jest dość w sumie podobny do środkowoeuropejskiego, bo pory roku są tu też różne (nie, nie zawsze jest gorąco), tylko zimy są znacznie łagodniejsze.

W drugiej połowie dziewiętnastego wieku Polacy zaczęli zasiedlać tereny, zwane wówczas Hill River, a że było ich wielu, nazwę zmieniono na Polish Hill River. Czy to nie brzmi wyjątkowo?!

W 1871 roku zbudowano Kościół św. Stanisława Kostki, a obok działała szkoła. Dziś mieści się tu muzeum. Szkoda, że otwarte tylko jeden dzień w tygodniu. Niestety nie możemy wejść do środka, ale w powietrzu unosi się jakaś magia — magia początków, zupełnie innych niż te moje na drugim końcu świata.

W Clare Valley jest wiele dobrych restauracji. Region chwali się dobrą kuchnią, w której również widać środkowoeuropejskie wpływy. Wybieramy knajpę przy winnicy Paulett, a na talerzach lądują: gnocchi z kangurem, gulasz i pikle. Do tego kieliszek wina i szklanka lokalnego piwa.

Mintaro i Martindale Hall – miejsca pełne historii

Jeśli ktoś wam kiedyś powiedział, że Australii brakuje historii jako takiej (nawet jeśli byłam to ja), to nie był w Clare Valley. Tu historia czai się za każdym rogiem, np. w wyjątkowo uroczym miasteczku Mintaro.

Zostało ono założone w 1849 roku, początkowo jako przystanek dla górników, transportujących miedź. Rozwinęło się szybko, a potem, równie szybko, przestało się rozwijać jak większość miasteczek na bardziej odizolowanych terenach. Jest cicho, nie dzieje się tu nic. Dwóch gości w roboczych ciuchach wychodzi z pubu. Odblaskowe koszulki widać z daleka. Budynek po drugiej stronie drogi popada w ruinę. Winorośle rozszalały się na ganku, a w oknie wisi tabliczka „Closed”. Stolik pokryty jest kurzem, a pod nim leży zdechły wróbel.

Na obrzeżach Mintaro znajduje się Martindale Hall — dostojny dwór w gregoriańskim stylu, otoczony zadbanym ogrodem — okaz bogactwa. Został zbudowany na terenie gospodarstwa rolnego, dla pana zwanego Edmund Bowman Junior, a ten zajmował się hodowlą owiec. Pan Edmund zbudował sobie także: boisko do gry w polo, tor wyścigów konnych i wykopał staw. Dziś nikt tu już nie mieszka, a w Martindale Hall znajduje się muzeum.

Sceny kręcone we dworze pojawiły się w filmie „Piknik pod wiszącą skałą”. A to przypomina mi od razu o innej rezydencji, którą niedawno odwiedziliśmy, Jimbour House.

Sevenhill Cellars – najstarsza winnica w regionie

Historia jednak nie kończy się tutaj. Sevenhill Cellars to pierwsza winiarnia w regionie i nasz kolejny przystanek.

Została założona przez zgromadzenie zakonne jezuitów w połowie XIX wieku i do dziś produkuje się wino sakralne, które sportowane jest także do Azji czy Ameryki Północnej. Przy blaszanym hangarze stoi kościół, St. Aloysius’ Church, a obok budynek koledżu. Wokół bezlistna aleja drzew. Zima wygląda tu trochę jak polska jesień.

W Clare Valley jest ponad pięćdziesiąt mniejszych winiarni, niestety (a może na szczęście) nie udaje nam się odwiedzić wszystkich. Zdecydowanie warto wybrać się w te okolice podczas wycieczki do Adelajdy, chociażby na jeden dzień.

Przygody kończymy kolacją w Seed Winehouse + Kitchen, w mieście Clare. Znów jest smakowicie. Jutro ruszymy dalej, w stronę Flinders Ranges. Och – jak tam pięknie.