Po pięciu tygodniach w drodze byliśmy zmęczeni. Wyspa Heron Island dała nam spokój i oddech. Jeśli szukacie miejsca, skąd można podziwiać uroki Wielkiej Rafy Koralowej, miejsca, gdzie żółwie i płaszczki podpływają do brzegu, takiego, gdzie nie zawiewa zasięgu w telefonie — oto ono.

Wyspa Heron – gdzie to jest?

Heron Island znajduje się pięćset kilometrów na północ od Brisbane, na tzw. Południowej Wielkiej Rafie Koralowej. Wypływa się tam promem z miasteczka Gladstone, a przeprawa zajmuje ok. dwóch godzin (uwaga, potrafi zabujać). Wyspa jest tym bliskim i łatwo dostępnym miejscem, skąd zobaczyć można niezwykły, podwodny świat wschodniej Australii. Ogromnym plusem jest to, że gdy już się jest wyspie, na snorklowanie można ruszyć z plaży. Podczas tych popularnych wycieczek na Wielką Rafę, które wypływają z położonego na północy Cairns czy Port Douglas, na nurkowanie schodzi się z pokładu statku, a nie każdemu to odpowiada.

Zresztą, wielu mówi, że to rafa południowa, mimomimo że nieco mniej tropikalna, jest jednocześnie piękniejsza i nie tak bardzo naruszona przez człowieka. No i jest poza głównym szlakiem, a to kierunek, który lubimy obierać w swoim małych wyprawach.

W podróżach stawiamy na równowagę i dotyczy to wszystkich aspektów. 

Podczas długiej wyprawy po regionie Outback Queensland, poczuliśmy w pewnej chwili, że potrzeba nam zmiany. Wyjście z trybu „road trip” — to po pierwsze. Po drugie — wyspy Australii zachwycają i przekonaliśmy się o tym nie raz (zajrzyjcie do tekstów o Kangaroo Island, Lord Howe Island czy Norfolk Island, żeby zrozumieć, o czym mówię), a wyspa Heron na zdjęciach wyglądała tak magicznie, że trudno było sobie odmówić! No i po trzecie — przecież to była część podróży poślubnej, więc sztampowo połasiliśmy się na wizję wakacji w kurorcie.

Heron Island nie ma jednak nic ze sztampowości.

Podróż na Heron Island

Z Gladstone wypłynęliśmy o świecie i w sumie, zanim zdążyliśmy się obejrzeć, na horyzoncie przykrytym granatem wody, zarysował się turkus i biel plaży. Minęliśmy drobne Mast Head Island oraz Erskine Island, żeby w końcu dotrzeć na niedużo większą Heron Island. Wejście do wydrążonego kanału wyznacza wrak statku, który wcale się tu nie rozbił — został przyciągnięty z okolic Gladstone w 1943 roku, bo ówczesny właściciel wyspy, Kapitan Christian Poulsen uznał, że będzie on świetnym falochronem.

Żółwie i historia

To Poulsen, już w latach trzydziestych XX wieku zbudował na wyspie hotel, bo uznał też, że Heron będzie świetnym kierunkiem wakacyjnym. 

A wiecie, co było tu wcześnie?

Wytwórnia żółwiej zupy w puszkach.

Potem, jedną z atrakcji turystycznych, było jeżdżenie na żółwiach. I była to podobno bardzo, bardzo popularna atrakcja w wielu miejscach w Australii!

Szczęśliwie dla żółwi, pozostałych zwierząt i dla nas już w 1943 roku Heron Island oznaczono jako park narodowy, a kilka lat później, przy hotelu, zbudowany także uniwersytecką stację badawczą, która działa do dzisiaj.

Co z żółwiami?

Te spływają tu gromadnie każdego roku, składać jaja. Sezon na podglądanie żółwi trwa od listopada do marca.

Przyroda na wyspie Heron

Jest też mnóstwo ptaków, bo różne gatunki upodobały sobie wyspę i wracają regularnie, zakładać rodzinę. Piskliwy szczebiot budził od rana, ale tu raczej cię to raduje niż złości. Ptaki chowają się w krzakach, inne wygrzewają na piachu, a jeszcze inne — na wodzie. Zlatują się tutaj m.in. czarny noddy, rybitwy brunatnogrzbietne oraz burzyki klinosterne (polskie nazwy ptaków niezmiennie mnie zaskakują).

A oprócz żółwi, gromadnie spływają się też płaszczki.

Nurkowanie jest absolutnym hitem, czy to z butlą, w głębinach, czy tylko z rurką, blisko powierzchni. Żółte, niebieskie, tęczowe ryby. Rozgwiazdy. Małe rekiny. Olbrzymie muszle, które wyglądają, jakby ktoś im pomalował nabotoksowane usta. No i koralowce, nie tylko w kolorze koralowym.

Wyspę Heron można obejść na nogach w kilka godzin, wciąż mając mnóstwo czas na lenistwo po drodze. Tak zrobiliśmy, chociaż nieszczęśliwe dla nas wiatr w dzień spaceru wiał prosto w nosy, a drobne ziarenka piasku zacinały w łydki jak ostre żyletki. Auć. Nici z kąpieli i leżenia plackiem. Można było jedynie popatrzeć w sufit, zwany niebem, idąc. I gadać.

Heron Island Resort

Kurort Heron Island Resort, mimo że nazwa może sugerować luksusy jakich mało, jest nieco podstarzały. Ma już swoje lata, ale jednocześnie daje wystarczająco dużo komfortu (przynajmniej w naszym odczuciu). W pakiecie pobytu (bo wyjazd tu trzeba kupować w jakieś formie pakietu) był nocleg, śniadania i kolacje. Zapakowałyśmy sobie sporo przekąsek, więc w ramach lunchu, podjadaliśmy. 

Były romantyczne zachody słońca, samotne przechadzki podczas odpływu, dryfowanie i podglądanie podwodnego świata, spadające gwiazdy nocą.

To byłoby na tyle. Tak mało, a tak wiele jednocześnie.

Wszystkie informacje o wyspie Heron Island, o tym, jak się tam dostać, jakie są opcje noclegowe i ile kosztuje pobyt znajdziecie na stronie https://www.heronisland.com