Będąc dzieckiem, miałam w głowie jasny obraz Australii: z charakterystyczną niską tarasową zabudową, krokodylami, kangurami i Aborygenami. Po wielokrotnych pobytach w Sydney i Melbourne Australia stała się dla mnie ukochanym miejscem, ale jednak przypominającym życie w innych światowych metropoliach. Dopiero wyprawa w północne rejony stanu Queensland uświadomiła mi, że Australia znana z filmów o Krokodylu Dundee i z książek Alfreda Szklarskiego, nadal istnieje.

Autorką tekstu jest Monika Bronicka, autorka książki dla dzieci „Przygoda na rafie” oraz bloga www.przygodanarafie.com.

Port Douglas i wycieczki na Wielką Rafę Koralową

Uznaje się, że obszar położony na północ od Cooktown, na półwyspie York to teren Aborygenów i podróże w tamtym kierunku noszą znamiona wypraw, a nie zwykłych wycieczek. Dla mnie ten dziki obszar, ujawniający niekiedy aborygeńską magię zaczyna się już od Port Douglas. To miejsce, gdzie kończą się możliwości wykupienia pełnego wachlarza jednodniowych wycieczek, a rozpoczyna się samodzielne planowanie i organizowanie.

Port Douglas to jednak jeszcze pełnia cywilizacji. Miasteczko położone w odległości godzinnej jazdy na północ od Cairns, gdzie znajduje się międzynarodowe lotnisko. To kameralna i malownicza miejscowość, w której nietrudno spotkać na ulicy lub w knajpie gwiazdę filmową i w której hotele oraz pola golfowe ciągną się kilometrami. To miejsce, skąd można wybrać się do tropikalnego deszczowego lasu lub nad Daintree River, gdzie kręcono sceny filmu Krokodyl Dundee i gdzie żyją prawdziwe saltie (więcej o krokodylach różańcowych tutaj).

Low Island

Tak jak Cairns oferuje wiele możliwości popłynięcia na rafę koralową, tak w Port Douglas tych propozycji jest wiele mniej, ale wśród nich jedna, moim zdaniem nietuzinkowa, którą warto wykorzystać, będąc w tym rejonie. Low Island i Woody Island to dwie niewielkie wysepki połączone laguną, położone zaledwie o dwie godziny żeglugi katamaranem od miasta. Większa wyspa porośnięta mangrowcami jest w części roku niedostępna dla turystów ze względu na wylęg piskląt, natomiast druga stanowi niewielki piaszczysty ląd z palmami i zwartą roślinnością wewnątrz.

Wyspę obeszlibyśmy wokół w piętnaście minut, ale po drodze zawsze zatrzyma nas widok żółwi, rekinów i płaszczek pływających tuż przy brzegu, albo pelikanów brodzących na skraju laguny. Można również zajść do niewielkiego muzeum, w którym znajdziemy eksponaty z rafy koralowej oraz dotyczące historii tego miejsca. Na wyspie znajduje się latarnia morska i dom „ranczersów” – małżeństwa, które opiekuje się tym miejscem, położonym w obrębie ścisłego parku narodowego.

Wszędzie, gdzie przepisy zabraniają połowu ryb i ruch turystyczny jest ograniczony, życie podwodne jest wciąż bogate. Tak jest właśnie przy wysepce Low, gdzie struktury koralowca nie uległy rozpadowi, jak na wielu pobliskich rafach i gdzie można się spotkać oko w oko z dwumetrowym rekinem tygrysim. Do odwiedzenia tego niesamowitego świata nie potrzeba żadnych uprawnień i specjalistycznego akwalungu, a jedynie podstawowe ABC, czyli maska, rurka i płetwy.

Niestety w związku ze zmianami klimatycznymi, postępującym zanieczyszczeniem środowiska i zniszczeniami czynionymi przez turystów, jak na przykład stawaniem na koralowcach, Wielka Rafa Koralowa z roku na rok staje się coraz bardziej uboga, więc tym bardziej warto odwiedzić takie perełki jak Low Island.

Cape Tribulation i Cooktown

Z Port Douglas na północ można się wybrać na kilka sposobów. Żeby zobaczyć rafę i wyspy w kierunku Cieśniny Torresa należałoby zaokrętować się na statek. W ofercie jest kilka opcji, które dotyczą najczęściej kilkudniowych rejsów z Port Douglas lub Cairns do Lizard Island, z możliwością nurkowania na zewnętrznych rafach, zaliczanych do światowych nurkowych unikatów, takich jak Ribbon Reefs czy Cod Hole.

Do Cooktown można się dostać szybko samolotem lub autobusem, ale to świetna trasa na zapoznanie się z australijskimi bezdrożami. Zamiast wybrać wygodną szosę, można wypożyczyć samochód z napędem na cztery koła i pojechać malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża, tak zwaną Costal Road mierzącą 234 kilometry. Czeka nas przeprawa promem przez Daintree River, a następnie przystanek na malowniczym Cape Tribulation, gdzie wylądował kapitan Cook, który w swoim dzienniku napisał: „Nazwałem to miejsce Przylądkiem Udręki, ponieważ tutaj zaczęły się moje kłopoty”.

Tu można spotkać wielkiego kazuara, któremu lepiej nie wchodzić w drogę, bo to ptaszysko z ogromnym i ostrym dziobem oraz nieposkromionym temperamentem. Z Cape Tribulaton zaczyna się znany Bloomfield Track i ten odcinek drogi warto pokonać przy dobrej pogodzie, w szczególności po sprawdzeniu, czy nie grożą nam podtopienia. Nad rzeką Bloomfield znajduje się siedlisko aborygeńskie Wujal Wujal z malowniczym wodospadem oraz miejscowość Ayton, w której znajdziemy niewielki sklep i wypożyczalnie łodzi. Łowienie ryb czy krabów w takiej rzece, to przygoda, którą należałoby wykorzystać.

Hope Island

Miejsce to nie ma regularnej oferty turystycznej, ale warto wcześniej sprawdzić, jakie są możliwości dostania się na Hope Island. To wyspa położona w niewielkiej odległości od ujścia rzeki, z bogatym życiem rafowym, malowniczą laguną i zacienionym miejscem na biwak. Przy tej wyspie spotykaliśmy diugonie, czyli krowy morskie i stada wielkich orleniowatych płaszczek.

Miasteczko kapitana Cooka

Po dotarciu do Cooktown może nas zadziwić senność tego niewielkiego miasteczka, z którym również wiąże się historia Cooka. Tutaj właśnie pierwszy raz biały człowiek zobaczył kangura i  od Aborygenów dowiedział się, że to „gangurru”.

Pod koniec XIX wieku Cooktown tętniło życiem za sprawą poszukiwaczy złota, dziś to przede wszystkim przystań rybacka, kilka barów, supermarket i spokojne albo aż za spokojne miejsce do życia. Położone nad rzeką Endeavour, nazwaną jak statek Cooka, jest niepisaną granicą między światem białych, a Aborygenów zamieszkujących tereny wysunięte dalej na północ.

Warto wspomnieć, że w tym rejonie Australii przepisy alkoholowe są bardzo restrykcyjne i wwiezienie jakiegokolwiek trunku w niektóre zakazane obszary grozi wysoką grzywną i konfiskatą samochodu. Przed taką wyprawą warto więc dokładnie sprawdzić, w których miejscach obowiązuje prohibicja i inne zaostrzenia.

Lizard Island

W Cooktown można wykupić wyprawę na ryby albo bagienne kraby, co jakiś czas zawija tu też statek płynący dalej, na Lizard Island.

Ta wyspa, położona 250 km na północ od Cairns i 60 km od australijskiego wybrzeża jest kompletnym rajem.

To miejsce, które z czystym sumieniem polecę na podróż poślubną czy inną okazję. Na wyspie znajduje się ośrodek turystyczny z pełnym zapleczem atrakcji wodnych oraz w jej drugiej części ośrodek badawczy, w którym odbywają praktyki studenci z całego świata. Każdego ranka rozdzieleni na grupy płyną w lagunę do przydzielonych raf koralowych. Tam czekają ich zadania polegające na przykład na zbadaniu przyrostu jakiegoś koralowca, założeniu znacznika na płetwę żółwia, albo złapaniu konkretnej rybki do badań w laboratorium. Jak dla mnie – studia marzeń!

Na wyspę można dotrzeć samolotem i zdarza się, że nawet trzy czarterowe maszyny lądują na niewielkim pasie startowym wciśniętym między góry. Na szczyt jednej z nich kapitan Cook wspiął się, żeby na podstawie kolorów wody, wyznaczyć płycizny i przejście między nimi na głębokie morze. Ze szczytu widać bowiem rafę zewnętrzną, czyli tą najbardziej interesującą profesjonalnych nurków barierę rafową ze stromymi ścianami opadającymi do głębin, tunelami do drift diving i wielkimi rybami. Na położonym godzinę płynięcia od Lizard Island Cod Hole można zanurkować z wielkimi granikami kartoflanymi, występującymi tylko w tym rejonie rafy koralowej. To prawdziwy raj nurkowy, inny od raf położonych bardziej na południe.

 

Cape York, czyli koniec świata

A co jest jeszcze dalej na północ? Na czubek Cape York w porze suchej można dojechać samochodem, natomiast droga wodna jest wciąż mało eksplorowana. Własnym jachtem pożeglowaliśmy kilka lat temu aż do Thursday Island w Cieśninie Torresa i z powrotem do Cairns. Ten kilkuset kilometrowy odcinek wybrzeża to niezamieszkałe tereny, wyspy bez śladów człowieka, dziewicza rafa koralowa i wiele plam na mapach morskich oznakowanych jako „niezbadany teren”. To również miejsca, gdzie można spotkać niewielkie aborygeńskie siedliska, znaleźć na skałach malowidła rdzennych mieszkańców Australii i przy wspólnym ognisku skosztować żółwiego mięsa, na które wciąż mają prawo polować.

Patrząc na dewastację i eksplorację rafy koralowej położonej na południe od Port Douglas, należałoby się cieszyć, że jeszcze kawałek tego magicznego świata pozostaje wciąż nienaruszony.

Wasze dzieci interesują się Australią? Zamówcie koniecznie „Przygody na Rafie”!

Książka do dostania m.in. tutaj.

Autorka: Monika Bronicka – podróżniczka i żeglarka. Reprezentantka Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney 2000 i Atenach 2004. Mama trójki dzieci. Rzeczoznawca majątkowy i właścicielka szkółki żeglarskiej. Autorka książki dla dzieci o Australii “Przygoda na rafie” oraz bloga www.przygodanarafie.com. Od kilkunastu lat wraz z partnerem, a od kilku lat z dziećmi, na jachcie pod polską banderą penetrują wody południowego Pacyfiku. Opłynęli całe Wyspy Salomona, pożeglowali na Wyspy Trobrianda w Papui Nowej Gwinei, a na Morzu Koralowym znają każdą wyspę i rafę od Cairns aż po Cieśninę Torresa. Mieszkanka Chwaszczyna pod Gdynią.

Dołącz do cyklu Wasza Australia i podziel się przygodą!

Chcesz podzielić się swoimi australijskimi przygodami i podpowiedzieć innym, co warto zobaczyć w trakcie podróży? Masz pomysł na tekst? A może bloga, którego chcesz przedstawić szerszej publiczności? Napisz na julia@whereisjuli.com a ja oddam swojego bloga w twoje ręce (na chwilę 😉 )