Wkurzasz mnie, po prostu. Nie to, że Cię nie lubię, ale mnie wkurzasz. Kocham i nie znoszę na raz.

11 rzeczy, których nie lubię w Australii

(i do których chyba nie przywyknę)

Pamiętam, jak kilka lat temu przeprowadziłam się do Ciebie i wyznałam Ci publicznie miłość. Wówczas kilka osób, które znały Cię nieco dłużej napomknęły, żebym dała sobie trochę czasu. Wiedziałam już wtedy, że mają rację, bo Czas to najlepszy nauczyciel. Wykładał mi codziennie nową lekcję i nauczył mnie o Tobie, Australio, wiele. Okazuje się, że jest więcej niż jedna rzecz, za którą Cię nie lubię i garść, których chyba nigdy nie zaakceptuję.

1. Dystans i różnica czasu 

Tak, tak, świat się skurczył. Wszędzie łatwiej, szybciej i taniej można dolecieć, a Australia nie jest już tak daleko. Jest. Jest cholernie daleko i każda podróż do polskiego domu to wyprawa. Nie ma, że skoczysz na weekend, że wpadniesz na pare dni zobaczyć znajomych, że od tak wyjedziesz. Żyjąc tu czujesz te dziesiątki tysięcy kilometrów, kilkanaście krajów, granic, mórz, gór, które dzielą Cię od Europy. A do tego ta paskudna różnica czasu! Super, że jest internet, skype, darmowe połączenia telefoniczne, ale co z tego, jeśli o wykręceniu numeru musisz zawsze pomyśleć. Nie ma spontaniczności w stylu „Zadzwonię, bo mi źle”, bo najpierw musisz spojrzeć na zegarek i odjąć te dziesięć godzin, policzyć. Na spokojne rozmowy zostaje Ci weekend, wstawanie o świcie, albo zarywanie nocy. I to się nigdy nie zmieni.

2. No worries & She’ll be right

Cudowne „No worries” w odpowiedzi na wszystko. Cudowne, ale czasami naprawdę masz jakieś „worries”, na które „no worries” nie pomoże i „she’ll be right” też nie. Australijczycy nie rozwiązują problemów tylko regularnie zamiatają je pod kiepską wykładzinę. To społeczeństwo, które „trzyma w sobie”, kraj z wyjątkowo wysoką ilością samobójstw (szczególnie wśród młodych ludzi) i zaburzeń psychicznych.

3. Zasady, reguły, zakazy

Powyższe „no worries” jest bardzo powierzchowne, bo niby tu wszyscy tacy wyluzowani, biegają na bosaka i żyją nie przejmując się jutrem, niby. Australia to kraj zakazów i nakazów, ograniczeń, zasad, pozwoleń i szkoleń, miliona regulacji życia codziennego. Nawet, żeby pracować na drabinie musisz mieć uprawniający Cię do tego certyfikat, a swojemu dziecku nie możesz dać w urodziny do przedszkola tortu, żeby podzieliło się z kolegami, bo przecież ci koledzy mogą się zatruć. Prędkości nie możesz przekroczyć nawet o 3 km/h, na rower nie wolno Ci wsiąść bez kasku (bez względu na wiek), nie wolno Ci samemu zmienić żarówki dopóki nie jesteś (certyfikowanym oczywiście) elektrykiem, nie wolno Ci chodzić po prawej stronie chodnika, bo dla pieszych też jest ruch lewostronny, musisz posmarować się kremem na słońce, bo inaczej Cię nie wpuszczą, no nie wolno Ci handlować z piratami. Australia to kraj zasad (często absurdalnych), które o dziwo większość przestrzega nawet ich nie zauważając.

55348800

zdjęcie: memegenerator.net

4. Znajomi, a nie przyjaciele

Friendsów będziesz mieć dużo i każdy stanie się friendsem szybko, ale trudno będzie Ci nawiązać z kimś głębszą relację, bo przyjaźnie w Australii są powierzchowne. Niestety. Wszyscy się lubią, wszyscy sobie ufają, lubią ze sobą spędzać czas i sobie pomagać, ale te znajomości nigdy nie wchodzą na wyższy poziom.

5. Drożyzna

Australia jest absurdalnie droga. Droga jest tu codzienność, drogie jest podróżowanie, drogie są domy, szkoły (nie ma bezpłatnych uczelni wyższych, a większość dobrych podstawówek jest płatna), droga jest służba zdrowia (bezpłatna służba zdrowia praktycznie nie istnieje; prawie każdy ma prywatne ubezpieczenie, bo w kolejce do państwowych lekarzy można stać miesiącami, a dentyści to szaleństwo), drogie jest wszystko. I nawet jak się zarabia w dolarach, to życie jest kosztowne. Nie jest tak, że Australia to kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie każdego na wszystko stać, już nie. Dwie prace, nadgodziny, harówa to norma. Kredyt na papierowy dom, który trzeba spłacać przez 30 lat – też.

6. Niezdrowe jedzenie

Moda na zdrowe odżywianie przyszła i tu. Jest coraz więcej targów, gdzie można kupić warzywa i owoce prosto od farmerów oraz są knajpy promujące wszystko, co eko. Ale to igła w stogu siana, igła którą można znaleźć tylko w kilku największych miastach. Australijczycy to jeden z najbardziej otyłych narodów świata. Jedzą mnóstwo przetworzonego żarcia i gotowych dań kupowanych w supermarketach. Uwielbiają fast foody – nie wiem, czy gdziekolwiek widziałam większe zagęszczenie na kilometr kwadratowy McDonaldów, KFC, Hungry Jacksów (czyli Burger Kingów), Red Roosterów itp. Najadają się na noc, bo kolacja to tu największy posiłek dnia. Smażą wszystko na głębokim tłuszczu, pakują się stekami z grilla, rybą w panierce z frytkami, wszystko topią w sosach i popijają oczywiście piwem kupowanym na kartony. A warzywa i owoce, które sprzedają w sklepach są do kitu.

7. Język i akcent

To pewne – w Australii nie mówi się po angielsku, tylko po australijsku. I jeśli ktoś uważa, że młodzi Polacy niechlujnie posługują się polszczyzną, powinien posłuchać (nie tylko młodych) Australijczyków. Ułatwianie ułatwianie, skracanie skracaniem, modyfikacje modyfikacjami, ale tu się gada tak, jak się chce. Tak, jakby byli ciągle pijani! To ma niewiele wspólnego z językiem angielskim, który znamy. Australijczycy mówią głośno, niewyraźnie, szybko i po swojemu. A Ty się głowisz, o co im do cholery chodzi?

8. Alkohol w alkoholowym

Nie żebym ja dużo piła, ale ciągle się łapię na tym, że chce kupić piwo na stacji benzynowej. Nie ma – jest tylko w monopolowym, który na pewno nie będzie długo otwarty.

9. Domy bez ogrzewania

Że niby w Australii to zawsze jest ciepło? Błagam! Zimą jest zimno i już! Przestańmy się oszukiwać, że jest inaczej i dostosujmy budownictwo do warunków. Nie znoszę wchodzić do domu zmarznięta i marznąć w nim jeszcze bardziej. A muszę – bo w australijskich domach jest po prostu zimno. W tropikalnym Brisbane też.

10. Niechlujstwo i bezguście

Fajne ciuchy? Dobrze urządzone domy? Nie w Australii. Australijczycy w większości mają w nosie to, jak się ubierają. I z jednej strony super, ale potem idziesz na zakupy i chcesz kupić coś ładnego, a do tego dobrej jakości i wracasz zawiedziony, bo nic nie znajdujesz. Wybór jest słaby, w końcu jesteśmy na drugim końcu świata. Ale to, jak wyglądają to dopiero początek – często mają też w nosie to, jak mieszkają. Wchodzisz do tych domów i mówisz „wow”, bo wszystko jest z innej parafii i jakby wyrwane z pokoju prababci. A do tego te zapyziałe wykładziny, ble. Ok, ale o gustach się nie dyskutuje…

11. Święta latem

Boże Narodzenie to zima! Nie bez powodu Św. Mikołaj nosi czapkę i ciepłe buty. Palmy za oknem, szum morza, trzydzieści stopni i prezenty pod choinką – jakoś mi to nie podchodzi. Niecierpliwie czekam, aż wreszcie w tym roku na Święta polecimy do Polski.

1cf9fc39eb279b04a303ef56727844b4

zdjęcie: www.pinterest.com/pin/529524868657843634/

Ale Australio, nie obrażaj się! I tak uważam, że jesteś cudowna. Bo z jednej strony nienawidzę Cię za to, że jesteś tak daleko, z drugiej lubię, bo fajnie być na drugim końcu świata. Przepadam za Twoim uśmiechem, uśmiechem Twoich mieszkańców, mimo że czasem jest powierzchowny. Szanuję, że dyscyplinujesz, a inni respektują to wyznaczane prawo bez mrugnięcia okiem. Cieszę się, że pozwalasz mi się poznać, tak łatwo nawiązywać nowe przyjaźnie z nieznajomymi.  Uwielbiam, że przez okrągły rok mogę tu jeść soczyste owoce i próbować wszelakich kuchni świata. Z radością każdego dnia odkrywam miejscowe słowotwórstwo i chichoczę w duchu. A dzięki temu, że jesteś droga, reszta świata jest bardziej w zasięgu ręki.

Co Cię wkurza w Twoim kraju?

P.S. Jeśli potraktowałeś ten wpis śmiertelnie poważnie – przeczytaj go jeszcze raz.

Ten wpis powstał w ramach w ramach projektu „Do czego nie mogę się przyzwyczaić w kraju, którym mieszkam?”, gdzie Polki z różnych stron świata (Polki z Klubu Polki na Obczyźnie) dzielą się swoimi przemyśleniami. Wczoraj o tym, czego nie lubi w Berlinie pisała Edyta, a kolejna będzie Ania i USA