Wieloryb – największe zwierze świata. Potężne i niby niegroźne, a jednak. Gepetta połknął. Drań.
Ta myśl towarzyszyła mi przez cały poranek. Wstałam, pomyślałam – Geppetto. Piłam kawę, pomyślałam – Geppetto. Wyjrzałam za okno, pomyślałam – Geppetto. Spojrzałam na Sama, powiedziałam:
– Gepetto. A co z Geppetto?!
– Co?! – mruknął, pakując płetwy do bagażnika.
– Nic. Tylko sobie myślę o Geppetto. Nie ważne. – starałam się nie wyjść na idiotkę.
– O kim? – odwrócił się – O jakim Geppetto?
– No o tym od Pinokia.

Nie powiedział nic. Tylko się uśmiechnął.

 

Dwa dni temu odgrzebałam bajkę mojego dzieciństwa. Pinokio. Od tej chwili, oczami wyobraźni, widziałam Sama i siebie urządzających nasz nowy dom w brzuchu wieloryba. Tu kanapa, tam kuchnia i połowy ryb. Ryba na obiad, ryba na kolację i oczekiwanie na Pinokia, który nas ocali. Albo nie.
Humpback Whale Breach Credit Migration Media - Underwater Imaging

Wieloryb na Sushine Coast. Zdjęcie: Migration Media – Underwater Imaging

Pływanie z wielorybami

 

Jedziemy do Mooloolaba, miasteczka położonego 80 km. na północ od Brisbane, na Słonecznym Wybrzeżu. Dziś mamy pływać z wielorybami. Nie w basenie, tylko w oceanie. Nie z oswojonymi, ale z taki zupełnie przypadkowymi.
Humbaki, czyli inaczej długopłetwce oceaniczne, jedne z największych wielorybów świata (mogą ważyć nawet 40 ton, a sama ich płetwa ma 3 metry długości!), co roku wędrują wzdłuż wschodniego wybrzeża Australii, z południa na północ, w poszukiwaniu cieplejszych wód i lepszych warunków rozrodczych. Zaczynają płynąć w górę i randkować w okolicach marca/kwietnia, a potem, gdy na północy robi się cieplej, spływają z młodymi w dół, w kierunku Antarktydy. Trasę tą przemierza każdego roku ok. 20 000 wielorybów i, na szczęście, ta liczba wreszcie wzrasta. Bo nie wiem, czy wiecie, ale jeszcze w połowie XX wieku było ich w australijskich wodach zaledwie 500. Tak, wybiliśmy je my, ludzie, ale na szczęście Australijczycy wzięli wieloryby w swoich wodach pod ochronę, szczególnie przed kłusownikami z Japonii (jak, kiedyś będą w Japonii zobaczycie sushi z wieloryby, przypomnijcie sobie ten wpis).

 

Humbaki wcale nie wstydzą się swojej wędrówki i chętnie spotykają się z turystami, w stanie Queensland i New South Wales. Co ciekawsze zaglądają nawet pod Operę w Sydney, w końcu – kto by nie chciał jej zobaczyć?!
Wieloryby można wypatrywać z brzegu (robiliśmy to np. na cudnej wyspie North Stradbroke Island; wybierzcie się koniecznie, jak będzie w Brisbane), ale można też wybrać się na małą wycieczkę i obserwować je z pokładu statku, zaledwie metry za burtą (ostatnio była na takiej wycieczce Ania, która zrobiła cudne zdjęcia z widokiem na Gold Coast). Tzw. whale watching, czyli oglądanie wielorybów, to jedna z najfajniejszych i najbardziej popularnych atrakcji na wschodzie Australii, więc jeśli będziecie tu między kwietniem a listopadem, koniecznie popłyńcie się na jedną z nich, albo… pójdźcie kawałek dalej i tak, jak my z pokładu statku wskoczcie do wody, posnorklować w towarzystwie gigantów.

 

Firm organizujących oglądanie wielorybów jest mnóstwo, najwięcej znajdziecie w Brisbane, Sydney, na Gold Coast i w Harvey (to swoją drogą ponoć najlepsze miejsce na taką wycieczkę, bo wieloryby robią sobie ta mały przystanek), ale takich które organizują pływanie z nimi, jest może kilka. Nurkowa firma z Mooloolaba, Sunreef, zaczęła jako pierwsza w 2014 roku. A my nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. Płyniemy!

 

Ekipa Sunreef daje nam znać dzień wcześniej, że warunki wreszcie są dobre. Wreszcie, bo czekaliśmy na to prawie miesiąc. Albo wiało, albo padało, ale my nie mieliśmy czasu. Zawsze coś. Zaspani jedziemy do Mooloolaba bladym świtem. Gdy docieramy na miejsce dochodzi 7:30, a przemiła organizatorka wita nas kawą. Na szczęście. Każda z 20 osób zostaje uzbrojona w piankę i sprzęt snorklingowy, wskakujemy do busika i jedziemy do portu.

 

Tak, pogoda jest dziś idealna. Chociaż wrzesień to w Australii dopiero wczesna wiosna, dziś jest tak jakby był środek lata. 29 stopni, zero chmur, spokojne morze. Na łodzi, która co ciekawe należała do Steva Irwina i co mniej ciekawe – z której wypłynął na swoje śmiertelne spotkanie z płaszczką (nie wiem, czy to dobrze wróży, albo na pewno dodaje tej przygodzie smaczku), dostajemy kilka praktycznych wskazówek i ruszamy. Tuż za portowym gardłem, dosłownie po 5 minutach, spotykamy pierwszą gromadę pluskających się w wodzie wielorybów. To matka z młodym i trzech panów, których stara się odpędzić. Natrętni.

 

wieloryby w Australii

 

Potem, gdzieś na horyzoncie, kapitan dostrzega następną ekipę gigantów i to w jej kierunku podążamy. Wszyscy są w gotowości, odpaleni w pianki, rurki, maski i płetwy, z przypiętymi do nóg odstraszaczami na rekiny (aaaa! Co ja najlepszego robię?!). Długo obserwujemy zachowanie zwierząt, patrzymy ile czasu spędzają pod wodę i w którym kierunku zmierzają. Krążymy i krążymy, starając się ustawić na ich szlaku.

 

wieloryby Mooloolaba

 

Na hasło „do wody”, wszyscy bez słowa wskakują do wody i trzymając się liny odpływają na tyły łodzi. Z głowami pod wodą, wszyscy, chóralnie… zaczynają śpiewać. To nie żart (chyba) – podobno wydawane przez nas dźwięki są super interesujące dla wielorybów, bo same też lubią śpiewać (posłuchajcie tutaj, jakie niesamowite dźwięki wydają). I podobno nasz nieudolny śpiew ma je zwabić w naszym kierunku. Podobno. Czekamy kilka minut i odwrót. Kapitan dostrzega grupę naszych wielorybów po drugiej stronie i woła nas na pokład. Zwierzęta okazały się sprytniejsze.

 

Potem podejście drugie. Potem trzecie. I czwarte. Mogłabym długo wymieniać. Wszystkie zakończone hasłem – „odwrót”. Cierpliwość to zdecydowanie coś, w co musicie się uzbroić, jeśli chcecie popływać z wielorybami. Duża dawka cierpliwości. Bo to, że widzisz wieloryba kilka metrów od łodzi (a widzieliśmy ich mnóstwo), nie znaczy że jak wskoczysz, nawet w ciągu minuty, to on będzie jeszcze pod wodą, w zasięgu twojego wzroku. Wieloryby to niezwykle inteligentne zwierzęta, jak nie chcą się z Tobą spoufalać, to nie będą. I już, koniec rozmowy.

 

Oprócz tego – pływanie z wielorybami to nowość i dla nich i dla organizatorów też. Wieloryby nie wiedzą jeszcze, o co chodzi i czego chcą od nich te małe stworki w kolorowych okularach, które nerwowo wyglądają ich pod wodą, a jak już ujrzą rzucają się w ich kierunku, jak napalone nastolatki na swoich muzycznych idoli. Wolą odpłynąć. Dziwicie im się? A my, ludzie, jeszcze dokładnie nie wiemy, jak je podejść, z której strony, jak się powinniśmy zachować. Ale to pewnie kwestia czasu, żeby relacje wieloryb-człowiek się dotarły.

 

Worek cierpliwości to mało. Przydadzą się dwa. Ale dla takich spotkań warto te worki dźwigać.

 

pływanie z wielorybami Migration Media

Mam i dziecko wieloryb. Zdjęcie: Migration Media

nurkowanie z humbakami

Rodzina wielorybów. Zdjęcie: Migration Media – Underwater

Na szczęście nie skończyliśmy jak Gepetto. Bo wiecie co? Nie mieliśmy tyle szczęścia, żeby zobaczyć je pod wodą, chociaż może gdzieś tam przemknęły w głębinie, ale pogłaskać się nie dały. Niestety. Ale tak to już jest, że zwierzętami na wolności – wszystko zależy od ich dobrej woli. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję spróbować i tym razem się zaprzyjaźnimy.

 

wieloryb pod wodą John Davis

Wieloryb pod wodą. Zdjęcie: John Davis

A na koniec, dwie ciekawostki: wiecie ile mały wielorybcio przybiera na wadze w ciągu doby? 500 kg. Kruszynka. A wiecie, jaki kolor ma mleko wielorybiej mamy? Różowy. Filmik z pływania z wielorybami możecie zobaczyć na stronie Sunreef, tutaj.

Z jakimi zwierzętami chcielibyście popływać? To żółwie? Rekiny? Czy może właśnie wieloryby?

Na wycieczkę popłynęliśmy na zaproszenie firmy Sunreef. Jeśli chcecie popływać z wielorybami – zajrzyjcie na ich stronę.