Wyobraźcie sobie, że spacerujecie po Sydney i wywracacie się na chodniku. Zaczyna boleć Was ręka. Idziecie do lekarza, ten mówi że to raczej obicie, żeby robić okłady i obserwować. Obserwujcie, jesteście spokojni, ale ręka zaczyna delikatnie puchnąć. Udajecie się więc do lekarza po raz drugi, a ten zleca prześwietlenie (nie operację, tylko prześwietlenie), które pozwoli stwierdzić czy to jednak nie jest złamanie. Okazuje się, że jest więc wsadza rękę w gips, żeby się zrosło. Czy lekarz przekroczył zakres pomocy niezbędnej i powinien odesłać pacjenta ze spuchniętą ręką w bardzo długą podroż do kraju, żeby tam podjął leczenie, tak jak uważa firma Compensa Vienna Insurance Group? W mojej historii rękę wystarczy zamienić na brzuch, a złamanie na zatrucie… zresztą przeczytajcie, żebyście wiedzieli gdzie się NIE ubezpieczać. 

Ubezpieczenie w podróży

Bo w podroży to trzeba mieć dobre ubezpieczenie! Ale, jak się ubezpieczyć w samotną, sześciomiesięczną podroż dookoła świata, jak większość ubezpieczycieli każe po 90 dniach wrócić do kraju?

Ubezpieczenie to to, nad czym spędziłam chyba więcej czasu niż nad układaniem swojego biletu dookoła świata. Klikałam i szukałam: Jakie ubezpieczenie wybrać na podróż, który ubezpieczyciel jest najlepszy, gdzie lepiej się nie ubezpieczać, ubezpieczenia turystyczne, ubezpieczenia zdrowotne w podroży…

Przeszperałam internet, przepytałam znajomych, agentów ubezpieczeniowych, wydawało mi się, że zrobiłam wszystko, co mogłam ale chyba zrobiłam za mało i do dziś się zastanawiam, dlaczego to wszystko skończyło się tak, a nie inaczej…

Naprawdę długo szukałam, zastanawiałam się nocami, aż wreszcie postawiłam na COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP. W końcu porządny ubezpieczyciel, co nie? Wykupiłam najdroższe ubezpieczenie z serii Compensa Voyage, pakiet platinum, które miało mi zapewnić spokojną podróż i pomoc w razie kłopotów ze zdrowiem. Niestety rzeczywistość z Compensą okazała się nieco inna…

Moja historia z Compensą w roli głównej

Po 2 miesiącach podróży przez Azję, dotarłam do Australii. Uff… Już od jakiegoś czasu męczyły mnie problemy żołądkowe. Nie należę do osób, które panikują, mam raczej mocny i zdrowy organizm, ale postanowiłam sprawdzić, czy wszystko ok, bo przede mną było jeszcze kilka miesięcy podróży i to w mniej cywilizowanych krajach niż Australia.

Byłam sobie w Sydney i zgłosiłam się telefonicznie do Europ Assistance Polska Sp. z o.o., którzy obsługiwali w tym czasie klientów Compensy. Pani poleciła mi udać się do dowolnego lekarza w okolicy, co grzeczna Julcia zgodnie z zaleceniem wykonała. Posłusznie poszłam do kliniki za rogiem. Pani doktor popatrzyła na mnie z lewej i z prawej, i powiedziała że prawdopodobnie to zwykłe zatrucie, ale w związku z tym że przed przylotem do Australii byłam w Indonezji, gdzie występuje duże ryzyko zakażenia różnymi bakteriami oraz malarią lub dengą, to w przypadku jeśli objawy nie ustąpią niezwłocznie powinnam  udać się na badania. Uprzedziła mnie, że koszty takich badań są dość wysokie, więc lepiej sprawdzić czy to nie zatrucie i skonsultować się z ubezpieczycielem.

Za wizytę zapłaciłam niewiele, $70 AUS. Koszty zgodnie z zaleceniem Europ Assistance Polska Sp. z o.o. pokryłam sama i raz dwa wysłałam wniosek refundacyjny. Miałam rachunek z wizyty. Nie posiadałam raportu medycznego, nie doczytałam w umowie, że muszę posiadać taki raport, a niestety pracowniczka firmy Europ Assistance Polska Sp. z o.o. uprzejmie mnie o tym nie poinformowała podczas naszej rozmowy telefonicznej (jakby inaczej, jak nie doczytasz drogi kliencie to Twoja strata!). Obsługa oferowana prze współpracownika firmy Compensa już wtedy dała mi dużo do myślenia.

Nie wiem, czy to moja psychika, strach przed ewentualną chorobą, czy emocje sprawiły że poczułam się trochę lepiej. Wyjechałam z Sydney do Brisbane. Niby brzuch nadal dokuczał, trochę schudłam, ale nie było najgorzej. Po za tym wiedziałam, że zaraz będę u przyjaciół w Melbourne i wtedy w razie czego będę mogła liczyć na ich opiekę i wybiorę się na badania.

Z dnia na dzień nie czułam się lepiej. Podczas pobytu w Melbourne brzuch dokuczał co raz bardziej. Wiedziałam, że koszty niezbędnych badań krwi wyniosą najmniej $400 AUS, a to by sporo nadwyrężyło mój budżet. Skontaktowałam się po raz kolejny z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. z prośbą o wyznaczenie placówki, do której mogłabym udać się bezgotówko.

W mojej polisie zawarte było stwierdzenie, że leczenie powyżej kwoty bodajże 100 Euro może być załatwione właśnie tak.

Po jakiś 3 dniach (musiałam wysłać kilka maili i wykonać kilka telefonów!) Europ Assistance Polska Sp. z o.o. wyznaczył dwie klinki, do których mogę się udać. Nie panikowałam jednak i cierpliwie czekałam (zgodnie z prośbą pracownika Europ Assistance Polska Sp. z o.o) do poniedziałku.

Jedną z wyznaczonych klinik był szpital Cabrini. Udałam się do lekarza, po czym zostałam poinformowana przez koordynatorkę Europ Assistance Polska Sp. z o.o., że jednak leczenie nie może się odbyć bezgotówkowo, ale będę mogła koszty rozliczyć.

Wigilię spędziłam na ostrym dyżurze z objawami bólu brzucha oraz problemami żołądkowymi.

Lekarz od razu zalecił serię badań. Stwierdził też częściowe odwodnienie organizmu. Z wyników przeprowadzonych badań jednoznacznie wynikało, że w moim brzuchu na dobre rozgościły się azjatyckie bakterie. Przepisał 2 antybiotyki, podłączył pod kroplówkę i skierował na badanie USG, ponieważ bóle brzucha które posiadałam mogły wskazywać na zakażenie wątroby, a to już poważniejsza sprawa… Na szczęście badanie USG nie dało pozytywnego wyniku.

Lekarz powiedział, że mam dużo szczęście, że mój organizm jest bardzo mocny, że przez tak długi czas dawał sobie sam radę z walką z bakteriami, bo z salmonellą to się zazwyczaj od razu ląduje w szpitalu. Ale powiedział, że dobrze że wreszcie przyszłam, bo kilka dni więcej bez niezbędnych leków mogłoby się skończyć dla mnie bardzo źle… Mogłoby dojść do zakażenia wątroby oraz odwodnienia organizmu (który już był to tego na dobrej drodze). Zalecił odpoczynek przez najbliższy tydzień, nie poruszanie się nigdzie dalej oraz nie opuszczanie Melbourne do czasu zakończenia antybiotyków.

Dwa dni po wizycie otrzymałam nieco spóźnionego maila od pracownika Europ Assistance Polska Sp. z o.o.:

„Szanowna Pani,

Zapoznając się dokładnie z Pani sprawą pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż celem pokrycia kosztów kolejnych wizyt, tj umówienia Pani na wizytę bezgotówkowo należy udostępnić ubezpieczycielowi dokumenty z dotychczasowego leczenia. Nie mam możliwości zorganizować Pani wizyty bezgotówkowo tym razem ponieważ nie wiemy na ile Pani dalsze leczenie mieści się w ramach pomocy niezbędnej za którą ubezpieczyciel zobowiązał się pokryć koszty.

Polisa którą Pani posiada pokrywa bowiem koszty udzielenia jedynie pomocy niezbędnej, czyli doprowadzenia do stanu zdrowia pozwalającego na powrót do Polski celem kontynuacji leczenia w stanach zagrażających życiu, zdrowiu.

Aby uzyskać dokumenty z poprzedniej wizyty  skierujemy oficjalną prośbę do placówki w której Pani była więc proszę podpisać załączony dokument- zgodę na udostępnienie firmie ubezpieczeniowej informacji dotyczącej Pani leczenia. Jeżeli zaś Pani stan zdrowia wymaga natychmiastowej konsultacji z lekarzem proszę udać się na ER do najbliższego szpitala.

Zgłoszenie wpłynęło do nas z początkiem grudnia i do tego czasu wielce prawdopodobne jest, że zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony, a pomoc okaże się przekraczająca tę niezbędną, ratującą zdrowie lub życie a tylko w takiej sytuacji możemy starać się umawiać bezgotówkowo.

Reasumując, jeżeli stan zdrowia uległ pogorszeniu proszę korzystać z natychmiastowej pomocy ostrego dyżuru szpitalnego.

Jeżeli zaś chce Pani organizacji wizyty z naszej strony proszę o cierpliwość- zwrócimy się do placówki w której Pani była po stosowną dokumentację i odpowiemy Pani na pytanie czy wizyta może odbyć się bezgotówkowo nadal w ramach pomocy niezbędnej..”

Ja pragnę zaznaczyć, że to co Państwo z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. napisali jest skandaliczne.

Dziękuję za uwagę. Po pierwsze wiadomość otrzymałam 5 dni po zgłoszeniu złego samopoczucia! Czy tak powinna wyglądać obsługa klienta, który zakupił najdroższą i najlepszą wersję ubezpieczenia? Po drugie, o tym czy pomoc jest niezbędna decyduje lekarz diagnozujący chorobę, a nie do cholery jasnej pracownik biura analizujący zgłoszenia! W jakim świecie my żyjemy? Po trzecie stwierdzenie przez autorkę tego cudownego maila, że „jest wielce prawdopodobne, że zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony” jest bezpodstawnym wystawieniem opinii. Ze zdania „Zgłoszenie wpłynęło do nas z początkiem grudnia i do tego czasu wielce prawdopodobne jest, ze zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony” można wnioskować, że starałam się oszukać ubezpieczyciela. No tego to już za wiele.

To teraz małe sprostowanie ode mnie. To, że nie miałam ostrych objawów choroby nie oznacza, że nie byłam chora. To, że stanowczo nie wymagałam od Europ Assistance Polska Sp. z o.o.  natychmiastowego wyznaczenia placówki nie oznacza, że nie czułam się źle. Ostatnie zdanie w mailu jest doskonałym jego zakończeniem i doskonale opisuje poziom, na jakim Compensa traktuje swoich klientów. Proszę czekać, może nic Pani nie dolega, może się Pani wydaje, może Pani panikuje.

Moje zdrowie uległo pogorszeniu i zgodnie z zaleceniem postanowiłam skorzystać z natychmiastowej pomocy ostrego dyżuru, ale dwa dni przed tym jak otrzymałam powyższego maila.

Po otrzymaniu powyższej wiadomości poczułam się, jak intruz i oszust, a nie klient dobrego ubezpieczyciela za jakiego uznaje się Compensa.

Wierzcie mi, że zwiedzanie szpitali i poddawanie się badaniom, nie jest moją ukrytą pasją. Wręcz przeciwnie – staram się unikać takich miejsc. A może nie powinnam, może powinnam zacząć panikować od razu i wtedy Compensa zajęłaby się mną w odpowiedni sposób? Może trzeba było wzywać karetkę, robić aferę, a nie jak się okazuje być miłym frajerem.

To nie koniec historii…

W lutym wysłałam wniosek refundacyjny oraz posiadane rachunki z obydwu odbytych przeze mnie wizyt do Europ Assistance Polska Sp. z o.o. W kwietniu, tuż po powrocie do Polski dosłałam resztę rachunków ze szpitala w Melbourne, które otrzymałam drogą pocztową na adres moich przyjaciół w Melbourne. Wszystkie dokumenty od razu wysłałam do przedstawiciela ubezpieczyciela.

W sierpniu otrzymałam od Europ Assistance Polska Sp. z o.o. list,  w którym ubezpieczyciel, COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP, odmawia wypłacenia mi odszkodowania za wizytę w szpitalu w Melbourne. Chyba muszę wspomnieć, że koszty mojego pobytu w szpitalu i wykonania wszystkich badań wyniosły ponad $1000 AUS. Więc tych $1000 AUS mi nie oddadzą, ale pokryją koszt mojej wizyty u lekarza w Sydney w wysokości $70 AUS!

Ubezpieczyciel uzasadniał, że „zakres pomocy niezbędnej został przekroczony”. Niezwłocznie napisałam odwołanie od powyższej decyzji, bo powyższe uzasadnienie jest nieprawdziwe w moim przypadku. Chyba nie muszę tłumaczyć czemu… Zakres udzielonej mi pomocy w szpitalu, czytaj: wykonanie badań, nie został przekroczony bo wykonanie badań miało stwierdzić mój stan zdrowia. To chyba dość logicznie, co nie?

Przez ponad miesiąc nie otrzymałam żadnej informacji od firmy Compensa…

Zadzwoniłam do Europ Assistance Polska Sp. z o.o. zostałam poinformowania, że pismo zostało przesłane do ubezpieczyciela. Zadzwoniłam więc do ubezpieczyciela, czyli do biura COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP i czego się dowiedziałam? Dowiedziałam się, że nie otrzymali oni mojego pisma, i że zakończyli współpracę z firmą Europ Assistance Polska Sp. z o.o. 

Skontaktowałam się ponownie z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. z prośbę o przesłanie dowodu nadania pisma do Compensy.

Po tygodniu milczenia otrzymałam potwierdzenie nadania. Po kolejnych dwóch miesiącach otrzymałam odpowiedź od COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP  z odmową, bo „zakres pomocy niezbędnej został przekroczony”…

Dokładnie ta sama śpiewka, co ostatnio.

Zrobiłam wszystko z zalecaniami pracowników Europ Assistance Polska Sp. z o.o. Zrobiłam wszystko z zaleceniami lekarzy, u których byłam na wizytach. Kupiłam najlepsze ubezpieczenie na podroż oferowane przez COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP za kupę kasy i jak na tym wyszłam? Jak kretyn! Bo nie dość, że zapłaciłam za ubezpieczenie to zapłaciłam za wizytę, więc mam duży minus na koncie, a do tego wszystkiego muszę się tłumaczyć z tego, że się rozchorowalam.

Tak, ubezpiecznie z COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP się nie sprawdziło.

Do tego partner COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP, Europ Assistance Polska Sp. z o.o. zapewnił mi bardzo słabą obsługę podczas podroży i po jej zakończeniu (zresztą wnioskuję, że nie tylko mi jeśli firma Compensa zakończyła z nimi współpracę…), co nie dawało mi poczucia bezpieczeństwa i komfortu, jaki powinnam posiadać w podróży.

Czy gdybym podczas pierwszej wizyty u lekarza w Sydney postawiła się przeciwko zaleceniom i diagnozie lekarza i kazała sobie od razu wykonać wszystkie badania to wtedy Compensa pokryłaby koszty leczenia? Pewnie tak, ale udałam się do lekarza, żeby opinię i diagnozę uzyskać, i jako pacjent ufam temu, co lekarz zaleca! Więc cierpliwie czekałam i obserwowałam zgodnie z zaleceniem rozwój sprawy. I zgodnie z tym, co zalecił lekarz ponownie udałam się na wizytę, jak objawy nie ustąpiły. Czy gdyby mój organizm był słabszy, a objawy mocniejsze i wcześniej udałabym się na badania, to Compensa wypłaciłaby mi należne odszkodowanie? Pewnie tak, ale nie mam wpływu na to, jak mój organizm znosi choroby.

Lekarz w Melbourne od razu postanowił przyjąć mnie na ostry dyżur i przebadać. Widział, że dzieje się coś złego. Wykonał tylko i wyłącznie badania niezbędne do stwierdzenia mojego stanu zdrowia. Gdyby ich nie wykonał i nie stwierdził choroby mogłoby się to skończyć dla mnie bardzo źle. A dziś zamiast cieszyć się tym, że ktoś uratował moje zdrowie muszę walczyć o swoje pieniądze z niekompetentym ubezpieczycielem. To nie są fajne zakończenia.

I może faktycznie, może faktycznie cwany regulamin mówi inaczej, może nie dotrzymałam któregoś punktu umowy. Może, bo te umowy napisanie są tak, że nie łatwo je zrozumieć. Nie są one przyjazne ubezpieczonemu, ten ubezpieczyciel nie jest przyjazny ubezpieczonemu, jego partner też i to wszystko strasznie mnie wkurza! Bo w tym świecie powinniśmy sobie pomagać, powinniśmy świadczyć usługi na najlepszym poziomie, nie powinniśmy kręcić i chachmęcić. Ale jak widać, jak się nie kręci i nie chachmęci to się wychodzi na tym tak, jak ja.  Mogłabym jeszcze długo pisać, jak bardzo jest rozczarowana, ale chyba już skończę bo szkoda mi czasu.

Więc jeśli zastanawiacie się jakie ubezpieczenie turystyczne wybrać w podróż to zastanówcie się dziesięć, a nie trzy razy nad swoim wyborem.

Nie będę Wam mówić, czy Compensa to zły, czy dobry wybór (chociaż może powinnam), ale myślę, że jeśli dotarliście do końca tego tekstu, to macie na ten temat już swoje zdanie.

Po prawie trzech latach tej cholernej przepychanki, udało mi się odzyskać pieniądze. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak walczyć o swoje, przeczytajcie tekst Tylko krowa zdania nie zmienia. A ubezpieczyciel nie krowa

Podzielcie się moją historią ze znajomymi. Ku przestrodze!