To jest takie uczucie, które zagnieżdża się na stałe. Przeszywa cię od czubka dużego palca u lewej stopy (alternatywnie prawego, zależy który jest bardziej ukrwiony), po czubek głowy bujającej w obłokach.

Nie możesz pozbierać myśli, serce kołacze jak szalone, wypowiadane sylaby trzęsą się jak galaretka, łzy szczęścia napływają do oczu wiadrami, ciarki biegną jak szalone stado słoni po plecach. A Ty chcesz dotknąć, chcesz poczuć, chcesz doświadczyć. Rozglądasz się wokół i nie możesz przestać się zachwycać. Szczęka spada. Bam! Tłucze się w drobny mak, a ty nie wiesz co zbierać i czy w ogóle opłaca się zbierać. I nagle otwiera się przed tobą ocean perspektyw, ogromnie olbrzymi. Chcesz widzieć wszystko, chcesz słyszeć wszystko, chcesz tam być całym sobą.

To dziwne uczucie, o którym piszę, trudne do opisania w prostych słowach, to moja miłość do Australii. Jak cię trafi strzała amora, bęęękkkk, to jesteś stracony. Ja jestem stracona. Za co można lubić Australię? Za co można kochać to miejsce? Ja kocham Australię z dziesiątek powodów, ale z jednego też jej nienawidzę…

ZA CO KOCHAM AUSTRALIĘ

14 rzeczy, za które kocham Australię

1. Za bajkową, różnorodną przyrodę i to tuż za rogiem

Gdziekolwiek w Australii byś nie był, nie musisz jechać daleko żeby obcować z matką naturą w najpiękniejszych jej obliczach. Urwiste klify i ocean w kolorze granatu. Kawałek dalej tajemnicze lasy deszczowe i drogi wijące się w nieskończoność tuż nad przepaścią. A potem już tylko pustynia i ogniście czerwona ziemia, skwar z nieba i totalny brak cienia. W Australii znajdziesz wszystko, czego szukasz. Są najbardziej tęczowe rafy koralowe, są niezwykle rozległe jeziora, są rzeki, strumyki, bagna i wodospady, są wysokie góry pokryte śniegiem i płaskie lądy ciągnące się przez setki kilometrów, są wyspy i półwyspy, są doliny i kaniony, jest lato i zima, i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność…

2. Za dzikie zwierzaki, prawie w ogrodzie

Pomińmy kwestię pająków i węży, bo jakoś nie chce mi się o nich gadać. O! Możemy za to pogadać o wszechobecnych kangurowatych. Jeśli martwisz się, że nie zobaczysz kangura podróżując po Australii – przestań się martwić natychmiast. Kangury są wszędzie! Są też koale, może nie w takich ilościach jak kangury, ale są i to nie tylko w zoo. No i można też spotkać pingwiny, albo wielbłądy na przykład. Wiedzieliście o tym? Wiedzieliście, że na Antypodach są pingwiny i wielbłądy?! Ja nie wiedziałam…. W Australia jest też multum szalenie ubarwionych papug, są puchate kookaburry, są malutkie i  skoczne wallabie, są groźne psy dingo, grube wombaty, krokodyle duże i małe, uciekające emu, possumy wariujące na dachach, są rekiny, delfiny, wieloryby i kolorowe rybki, są diabły tasmańskie, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że te zwierzaki można spotkać na wolności!

3. Za piękne, piaszczyste i puste wybrzeża

I za dźwięk rozbijających się fal też! Nic dodać nic ująć. W australijskich plażach można przebierać raczej z zerową szansą na porażkę.

4. Za kulturowo-jedzeniowy miks

Australia to kraj tysiąca kultur, kultur z całego świata. Chińczycy, Włosi, Grecy, Maltańczycy, Hindusi, Japończycy, Polacy, Niemcy, Nowozelandczycy, Wietnamczycy, Malezyjczycy, Holendrzy, Libańczycy, Koreańczycy, Brazylijczycy, mieszkańcy Sri Lanki i RPA – to tylko niektóre z mniejszości narodowych w Australii. Tradycje tych wszystkich krajów mieszają się tu na każdym kroku i to jest super fantastyczne! Są chińskie dzielnice, greckie festiwale, libańskie spotkania. Są najlepsze włoskie knajpy, sushi na każdym rogu i pyszne curry. Jest wszystkiego po trochu i niczego za dużo. A jakby tego było mało, to są jeszcze Aborygenii i ich tajemnicze tajemnice…

5. Za skróty językowe w każdym zdaniu, za powiedzonka i za akcent

Tak, w Australii mówi się po angielsku, ale… Nie dajcie się zwieść – to nie jest taki zwykły angielski. Przez tygodnie przyzwyczajałam się do australijskiego akcentu, żeby cokolwiek zrozumieć! Doprowadzało mnie do szaleństwa moja własne pytanie: ‚Can you repeat, please?’. Australijczycy mówią szybko i trochę niechlujnie, albo inaczej – leniwie. „Watyarekon?’, „Howyagoin?”-  trzeba do tego po prostu przywyknąć. Wszechobecne są też urocze skróty. Zamiast ‚kangaroo’, mówi się ‚roo’. Zamiast ‚McDonalds’, ‚maccas’. Zamiast ‚mosquito’, ‚mozzie’. ‚Afternoon’ to ‚arvo’, a ‚barbecue’ to po prostu ‚barbie’. Bez powiedzonek „G’day mate”, „Thx mate”, „No worries” w Australii się nie obejdzie, więc wpiszcie je do swojego słownika.

6. Za świeże i soczyste owoce 

Mango, z którego sok leje się po łokciu, soczyście pękające czereśnie, ananasy pachnące ananasem, awokado o smaku awokado, żółte od słońca banany, a to wszystko przez 12 miesięcy w roku.

7. Za miasta do życia

Największe australijskie miasta są zaprojektowane z pomysłem. Ok, każde jest inne i nie ma ich w sumie za wiele, ale za to wszystkie są przyjazne mieszkańcom. Mają strefy do życia, mają strefy do zachwycania się, mają strefy sportowe, strefy kawowe, spacerowe, zakupowe, mają chodniki na których się nie potkniesz, studzienki do których nie wpadniesz, parki w których możesz chodzić po trawie. A do tego wszystko jest jakoś tak przemyślane, że stary kościół w towarzystwie lśniącego, szklanego wieżowca wygląda urzekająco! Kocham takie miasta.

8. Za wino i za winiarnie

Zawsze wiedziałam, że w Australii potrafią zrobić dobre wino, ale że aż takie dobre to ja głupia nie wiedziałam! Wino down under jest najpyszniejsze z pysznych, ale jakby tego wszystkiego było mało robione jest w cudownych winiarniach, a te winiarnie są w pięknych miejscach. Cheers!

9. Za to, że można tu chodzić na bosaka

Nie mam tu na myśli plaży, czy własnego ogródka. W Australii można chodzić na bosaka w środku miasta i absolutnie nikt, ale to nikt krzywo na ciebie nie spojrzy. Można też siedzieć w piżamie w parku i się relaksować, a ludzie będą mieli to w nosie. Bo Australii nikt nie ocenia Cię za to, jak jesteś ubrany…

10. Za uśmiechniętych ludzi

To jest chyba to, za co kocham Australię najbardziej – za ludzi. Więcej – za szczęśliwych ludzi. Za tych ludzi którzy witają się z Tobą na ulicy i pytają, jak się masz. Za ludzi, którzy są mili tak po prostu. Australijczycy są w dechę!

11. Za życie na dworze i pikniki

Fajnie jest zrobić barbecue nad brzegiem oceanu? Fajnie. Fajnie jest rozłożyć piknikowy koszyk i kocyk w parku? Fajnie. Fajny jest taki sposób na spotkania ze znajomymi? Bardzo fajny!!! Tak właśnie fajnie mamy w tej Australii 🙂

12. Za dobrą kawę

Nie żebym ja się tak wszystkim w tej Australii zachwycała, nie pomyślcie tak, ale kawę to potrafią tu parzyć! Mmm…. Ten aromat! Kawiarnie są na każdym rogu, a w większości z nich kawa smakuje wyśmienicie. Ok, nie jest lepsza od gęstego włoskiego espresso, ale daje radę!

13. Za road tripy i długie wycieczki

Uwielbiam samochodowe wyprawy, a chyba nie ma lepszego miejsca na świecie na dobijanie autem do horyzontu niż Australia. Infrastruktura podróży samochodowych jest tu rozwinięta perfekcyjnie i jeździć też jest gdzie. Zdradzę Wam, że marzy nam się taka roczna wyprawa po tym uroczym kontynencie. Taka, żeby poznać każdy jego zakątek. Ale to za jakiś czas, jak już będziemy mieć gromadkę dzieci i konto wypchane gotówkę, jak poducha z pierzem 😉

14. Za przepastne niebo pełne gwiazd

Nie wiem, co jest grane z tutejszym niebem, ale jest jakieś takie większe i bardziej gwiaździste! I powie Wam to każdy, kto choć raz w nie spojrzy. Uwielbiam leżeć do góry brzuchem i gapić się w ten boski sufit!

A za co nienawidzę Australii? Za to, że jest tak daleko od Polski… jest daleko i nie można sobie wyskoczyć na weekend w odwiedziny.