Podobno są tu najpiękniejsze zachody słońca. Podobno są najpiękniejsze plaże. Podobno ocean jest jakiś taki inny. Podobno ludzie są tu bardziej leniwi. Podobno czas wolniej płynie. Podobno to wszystko prawda.

Dzień spędziliśmy w mieście, w Perth. Były spacery tu i tam (o tym, co robiliśmy w Perth możecie przeczytać tutaj), a po południu pojechaliśmy na plażę. Sunset Coast to, jak sama nazwa wskazuje wybrzeże zachodów słońca. To właśnie tu, w Western Australia, zachody słońca nad oceanem są najpiękniejsze! Co wieczór pomarańczowa rozgrzana kula gaśnie w otchłani oceanu Indyjskiego…

Ale do zachodu jeszcze chwila. Teraz się polenimy na plaży, a przynajmniej spróbujemy. Jesteśmy w Cottesloe, takiej uroczej wiosce/kurorcie, 15 minut od miasta. W Cottesloe są urocze domki i olbrzymie wille, są kawiarnie z pyszną kawą, surferskie sklepiki i restauracyjki. Ale jest też coś dziwnego – nikt nie siedzi na plaży, wszyscy na na specjalnie wyżłobionych trawiastych tarasach. ja uparcie chcę rozłożyć się na piachu i mimo tego, że naprawdę potrafię być uparta zwijam się po 34 sekundach, po ziarenka piasku wbijają się z impetem z każdą komórkę mojego ciała. Tak wieje.

Grzecznie siadamy na trawie i popijamy Ginger Beer. Obserwujemy surferów i kolorowe kite’y rozwiane tu i tam. Potem trochę się plączemy, aż wreszcie przychodzi ten moment… I teraz mi, tej co zawsze ma coś „do napisania” brakuje słów.

WiJ Sunset Coasy04