Już trzy razy zdążyłam poprawić to zdanie, bo wciąż szukam tego najodpowiedniejszego początku. Wiem, co chciałabym powiedzieć i wiem też jak, ale myślę sobie, że może być przecież lepiej. Zawsze może być lepiej. Tym sposobem wszystko przesuwa się o kilka dni, a innym razem o miesiące, lata, aż w końcu przepada w tym worze rzeczy do zrealizowania.

Jestem nieperfekcyjną perfekcjonistką. Osobą, która dąży do ideału w każdym detalu. Tą, która nie doprowadza wielu inicjatyw do końca, bo potyka jeszcze przed etapem realizacji. Potyka się o nadmierne rozmyślanie, potyka się o nadmierne doskonalenie danego pomysłu, potyka się i po prostu nie kończy.

To jest jedna z tych rzeczy, którą obiecałam sobie samej z początkiem nowego roku, a teraz chciałam podzielić się nią z wami – będę działać, bo zrobione jest lepsze niż doskonałe.

Zrobione jest lepsze niż to niezrobione wcale.

Upraszczam swoje działania. Te mają poprowadzić z punktu A do B, nie dorzucając zbyt wielu bocznych dróg. Obiecuję sobie robić, a nie nadmiernie planować, rozmyślać i wreszcie – zapominać. Dopiero to, co zrobione, będę udoskonalać.

Od trzech i pół roku patrzyłam na ścianę w naszej kuchni, zastanawiając się, czy powinny na niej zawisnąć plakaty, jakiś aborygeński obraz, a może po prostu zdjęcia. Przez trzy i pół roku ta ściana była pusta, czekała na ten mój perfekcyjny pomysł. Nie doczekała się. Kilka dni temu na ścianie zawisły ramki ze zdjęciami – to nie są najpiękniejsze ramki świata, a w nich nie ma naszych najlepszych zdjęć.

Od tych kilku dni patrzę na tą ścianę i się zachwycam. Wygląda przepięknie, bo w końcu nie jest pusta. Wcale nie jest perfekcyjna, ale wreszcie jest zagospodarowana i wygląda dobrze.

Do odświeżenia wyglądu tego bloga też zbierałam się dłuższą chwilę, odkładając to „na kiedyś”, bo przecież nie znam się na tym na tyle dobrze, żeby samej dokonać bezbłędnych zmian. Kilka dni temu włączyłam „maintenance mode” i wzięłam się do pracy. Nie jest perfekcyjnie, jeszcze sporo poprawek przede mną (i pytań, które muszę zadać tym bardziej doświadczonym), ale wszystko jakość odżyło (a ja czuję się, jakbym wygrała maraton).

Zrobione jest lepsze niż doskonałe.

Najważniejsze jest to, żeby działać i dotyczy to każdej z dziedzin naszego życia. Optymalizację można uruchomić po czasie, jak powstanie już materiał, nad którym można pracować. Zbyt długie planowanie, zbyt dokładne analizowanie wszystkich możliwych scenariuszy, tylko oddalają nas od celu i w sumie zabierać mogą więcej czasu niż samo działanie. Dodatkowo, mogą podcinać skrzydła poczucia własnej wartości, bo przy nadmiarze analiz i chęci tworzenia ideałów, można zacząć tracić przekonanie o swoich umiejętnościach i kompetencjach. W tym wszystkim nie chodzi o szaloną spontaniczność, chodzi o podejmowanie decyzji i branie cegieł codzienności w swoje ręce.

Każda decyzja i każde działanie są lepsze niż ich brak.

Zgodnie z zasadą Pareto (zasadą zwaną także 80/20) na 80% rezultatu przypada 20% nakładu. To, co zrobione przez 20% czasu przynosi 80% efektów. Przez pozostałe 80% czasu, doskonali się pozostałe 20%. Trzeba działać dynamicznie, tworzyć i posuwać się do przodu, a dopiero potem stawać się perfekcjonistą.

Nie komplikujmy sobie życia. Przeżywajmy je. Nie czekajmy. Róbmy. Róbmy dobrze, niekoniecznie doskonale.