Zadziała się historia! Linie lotniczne Qantas uruchomiły nowe połączenie, dzięki któremu można polecieć bezpośrednio z Australii do Europy. Pokonanie trasy Perth-Londyn zajmuje nieco ponad siedemnaście godzin. To trzeci najdłuższy lot na świecie.

Lot QF9 z Perth do Londynu

Australijskie linie lotnicze, Qantas, przygotowywały się do tego długo – obserwowano pogodę, notowano zmiany kierunków wiatrów, ilości burz i sztormów, projektowano odpowiednie, wygodne wnętrze i, oczywiście, sprawdzano potrzeby rynku. Jak to w biznesie. Wszystko po to, aby przybliżyć krainę Down Under do Starego Kontynentu (i odwrotnie). Wreszcie, 24 marca 2018, odbył się pierwszy w historii, pasażerski lot bez przesiadek na tej trasie, który jest teraz regularnym połączeniem – QF9.

Brzmi to dość niezwykle, czyż nie? Przecież Australia zawsze wydawała nam się być tak odległa, wręcz niedostępna, a teraz? A teraz wystarczy wsiąść w jeden samolot, aby kilkanaście godzin później być już 14 498 kilometrów dalej – i to najlepszy dowód na to, że świat się kurczy.

Lot był świetny – powiedział magazynowi Traveller, Jason Haddad, jeden z pasażerów klasy ekonomicznej, – Myślę, że projektanci Qantas naprawdę pomyśleli o szczegółach. O dodatkowych skrytkach, gniazdkach do ładowania, miejscu na nogi czy nachyleniu fotela. Nawet temperatura powietrza zmieniała się w poszczególnych fazach lotu – dodał.

W samolocie jest 236 siedzeń: 42 w klasie biznesowej, 28 w klasie Premium Economy oraz 166 w klasie ekonomicznej. Sporo mniej niż w innych, podobnych maszynach, gdzie można usadzić nawet 300 pasażerów. Dokładnie dopracowano także menu – wszystko po to, aby umilić podróż i zminimalizować efekty jet-lagu.

Zazwyczaj na długich lotach czuję się, jakbym miała grypę. Tym tym razem było inaczej – opowiada dziennikarka portalu news.com.au. – W nowych samolotach ciśnienie w kabinie jest lepiej dostosowane, a wilgotność powietrza jest większa.

Czy to nowe połączenie linii Qantas zmienia cokolwiek dla podróżujących na trasie Polska-Australia?

Tak i nie…

Dla tych, którzy wybierają się na wschodnie wybrzeże, do Sydney czy Melbourne, lot QF9 nie będzie pewnie najlepszym wyborem, bo oznacza dwie przesiadki. Trzeba dolecieć do Londynu, a potem złapać kolejny lot z Perth na wschód kontynentu (a to dodatkowe cztery-pięć godzin w podróży). Wciąż najwygodniejszy będzie lot Emiratami przez Dubaj, Qatarem przez Dohę, czy np. łączony lot – linami LOT do Tokio lub Singapuru (bezpośrednie połączenie rusza w maju), a potem Qantasem czy Singapore Airlines prosto do Australii.

Z drugiej strony, nowa trasa jest zapowiedzią wielkich zmian. Qantas mówi, że to dopiero początek, że za rok polecimy do Paryża, i że już pracuje nad planowaniem połączeń ze wschodniego wybrzeża do Europy i na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. To pewnie kwestia kilku lat, kiedy będziemy mogli polecieć do Sydney bezpośrednio z Londynu, z Melbourne do Nowego Jorku czy Brisbane do Paryża.

Kangaroo Route

A po tych liniach można spodziewać się innowacyjności. Już w 1947 roku Qantas uruchomił loty pasażerskie na trasie z Sydney do Londynu, z przystankami w: Darwin, Singapurze, Kalkucie, Karachi, Kairze i Trypolisie. Podróż trwała kilka dni, a cena za bilet odpowiadała… stu trzydziestu średnim brytyjskim pensjom! Z roku na rok przystanków było mniej, czas się skracał, a cena malała.

Trasę Australia-Wielka Brytania nazywa się od tamtej pory Kangaroo Route, czyli „kangurzą trasą”.

Na koniec ciekawostka – linie lotnicze Qantas poleciały już kiedyś bezpośrednio na trasie Sydney-Londyn. Ten pasażerski lot odbył się tylko raz, w 1989 roku.

Mam nadzieję, że uda nam się przetestować nową trasę, Perth-Londyn, już niedługo 😀

Siedemnaście godzin na pokładzie – co wy na to?

Zdjęcie: Qantas